Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 30 marca 2021

#recenzjePi "Strażniczka Słońca" Maja Lunde (tekst), Lisa Aisato (ilustracje)


Zachwycająca - pod wieloma względami. Przejmująca - mocą pożegnalnego uścisku. Wzruszająca - jak pierwszy promień Słońca po długiej nocy. Pełna rozpaczy - człowieka samotnego. Pełna nadziei - że wszystko można naprawić dzięki miłości. "Strażniczka Słońca", to teoretycznie książka dla dzieci, ale tak naprawdę to głęboka, psychologiczna opowieść o bezbrzeżnym smutku, bólu nie do wyobrażenia... bólu, który wpędza w szaleństwo.

Maja Lunde zdaje się i tutaj brać na warsztat swój ulubiony temat apokalipsy, końca świata, ale to tylko warstwa wierzchnia, a najważniejsze jest pod nią. Na początku nie wiedziałam, czy mi się aż tak spodoba. Oczywiście oczarowały mnie ilustracje Lisy Aisato, ale sama historia była dla mnie zagadką. Myślałam nawet, że mi się nie spodoba, że będzie mi obojętna - lecz stało się inaczej. Swoją siłę ujawniała stopniowo, delikatnie odsłaniając kolejne interpretacyjne możliwości.
"Strażniczka Słońca" porusza trudne tematy. Tematy, które dotyczą samego sedna człowieczeństwa. Mamy tu wielki ból, przerażającą stratę, samotność z obłędu i miłość, która niczym to Słońce, nawet na uwięzi, przebija się przez szczelnie zamkniętą bramę. Miłości nie upilnujesz, Słońca nie zgasisz - ono zawsze znajdzie drogę do domu.
Książka ta jest wszystkim, czego się boimy. Jest chłodnym strachem, którym się otaczamy, niczym murem, bo nie chcemy być zranieni. Nie pozwalamy sobie na pojednanie, na ryzyko zrozumienia, bo nie chcemy zrozumieć, że następny dzień będzie inny, ale nie musi być zły. Każdy kiedyś kogoś stracił... jednak nie traćmy nadziei, nie porzucajmy jedynego życia, jakie mamy, bo są ludzie, którzy nas potrzebują, bo warto rano wstać - dla siebie, dla innych, dla Słońca.
"Strażniczka Słońca", to historia szaleństwa z bólu, obłędu, który na swej drodze wszystko niszczy, pożera, zabija. To droga ku światłu - to droga, na której końcu czeka zdrowie i opamiętanie... czeka miłość.
Oczywiście nie mogę nie napisać o ilustracjach, które dosłownie "wbijają w fotel". Lisa Aisato stworzyła dla nas prawdziwe cuda, obrazy przejmujące, pełna dramatyzmu, tak bardzo emocjonalne, że ma się wrażenie iż postaci wychodzą z kartek. Cóż... piękna książka. Wartościowa. Niebanalna. Zmuszająca do myślenia.

krew się w żyłach gotuje - serce mocniej bije
8/10
cykl Kwartet sezonowy 
tom 2
Wydawnictwo Literackie
π




niedziela, 28 marca 2021

#recenzjePi "W GŁĘBI LASU opowieści upiorne i śmiertelne" Robert Aickman


W piórze Roberta Aickman zanurzyłam się po raz pierwszy za sprawą TOM I opowiadań pt. "UKRYTY POKÓJ opowieści osobliwe i makabryczne" i wiedziałam, że chcę przeczytać więcej. Nadszedł więc czas na TOM II "W GŁĘBI LASU opowieści upiorne i śmiertelne" i tak, jak w przypadku TOMU I, tak i teraz - jestem zachwycona. Ten autor, tak słabo znany w Polsce, moim skromny zdaniem po mistrzowsku budował klimat dziwności, niepokoju i niesamowitości. Jego teksty zawierają to, co najlepsze w literaturze grozy - są do kości przeszywające, mroczne i choć akcja toczy się w nich wręcz ospale, to czytelnik pozostaje w ciągłym napięciu. "W GŁĘBI LASU" składa się w ośmiu znakomitych historii, z których każda jest inna i każda nie daje prostych odpowiedzi. To opowieści nieoczywiste, które mają do przekazania więcej, niż na pierwszy rzut może się wydawać. Wielką siłą pióra Aickmana jest dwuznaczność i moc interpretacji.

Więc zaczynajmy!



"W głębi lasu", czyli tytułowe opowiadanie, stanowi niejako zaproszenie do obłędu, do dalszej części książki. Rewelacyjne opisy, w których kryje się prawdziwa groza, zbudowana z ludzkich wyobrażeń i niejasnej natury powoduje w czytelniku spory dyskomfort, ale i wielkie zaangażowanie. Główna bohaterka, wraz z mężem podróżuje do Szwecji, gdzie jej ukochany pracuje przy projektowaniu dróg. Zatrzymują się w hotelu, ale ona postanawia przenieść się do "sanatorium", które dostrzega podczas jednej z przyjacielskich wypraw. Szybko orientuje się, że nie jest to zwykłe sanatorium - a o spokojny sen będzie tam naprawdę trudno. Pisarz bawi się z czytelnikiem siłą sugestii, szaleństwem, którym można się zarazić nie wiedząc o tym. Las staje się symbolem bramy, którą jak raz się przekroczy, to już nie ma odwrotu - po wejściu nigdy nie będziesz tym, kim byłeś przedtem.



"Czas nie przemija" jest opowiadaniem bardzo ciekawym. Może się wydawać, że Aickman pragnął zwrócić uwagę na intuicję, na siłę przeczucia w życiu człowieka i na to, co się dzieje, jeśli się ów przeczucie ignoruje. To smutna opowieść o człowieku, który bardzo chce wierzyć, że jest szczęśliwy i ta wiara sprawia, że staje się ślepy. Prym wiodą, jak to w przypadku tego pisarza, opisy - autor potrafi w prosty, ale skuteczny sposób wykreować nowy, całkiem oryginalny świat pełen mgieł i niedopowiedzeń.
"Małżeństwo" jest chyba najokropniejszym z opowiadań zawartych w tym tomie. Ma w sobie coś odpychającego, coś niezdrowego i pozbawionego nadziei. Główny bohater jest więźniem własnych przyzwyczajeń, więźniem dzieciństwa, przeszłości, która nie pozwala mu być w pełni mężczyzną. Przywykł do tego, że nie musi podejmować decyzji, że ktoś inny zawsze robi to za niego i nawet w obliczu wielkiej tragedii, nie jest w stanie zachować się przyzwoicie. Dla mnie to historia o znaczeniu dzieciństwa w życiu człowieka i o tym, że to dzieciństwo, jeśli jest skażone, kładzie się cieniem na każdym następnym dniu.



"Kartki z pamiętnika pewnej młodej damy", to chyba, zaraz obok "W głębi lasu" mije ulubione opowiadanie. Główna bohaterka, która wraz z rodzicami podróżuje po Europie, konkretnie po Włoszech, pisze pamiętnik. Jest w tym jej pisaniu niezwykła infantylność i zarozumiałość - idealnie pasująca do młodziutkiej osóbki. Dziewczyna wydaje się całkowicie znudzona i wściekła na mamusię i tatusia, że ją tak męczą tymi wyjazdami. Lecz dzieje się rzecz przełomowa, bal, a na balu - Pan... tajemniczy, który pozostawia po sobie ślad. Cóż... wyśmienita historia dojrzewania, stawiania się kobietą, oraz więźniarką pożądania.
"Cicieroni", czyli przewodnicy np. po muzeum, po świątyniach... opisują pewne zwiedzanie. Młodzieniec w katedrze, śpieszy się, by wszystko zobaczyć, trafia na dziwne postacie, które za punkt honoru postawiły sobie pokazać mu każdy zakamarek. Nasz bohater wpada w kleszcze lęku i zagubienia - sam nic już z tego nie rozumie, lecz zabrnął za daleko i nie może się wycofać - zupełnie jak w życiu. Uważaj, gdzie wchodzisz i z kim się zadajesz - powrót może okazać się niemożliwy, lub bardzo bolesny.



"Szkolna przyjaciółka", to mój kolejny faworyt. Ma w sobie wszystko, co powinno znajdować się w opowiadaniu z dreszczykiem. Jest mocno zarysowana przeszłość, jest połączenie z głównymi bohaterkami, jest nić porozumienia czytelnika z postaciami i jest mrok... no i tajemniczy dom, skrzypiący dom. Tytułowa szkolna przyjaciółka opisana jest jako geniusz i kobieta o wybitnej urodzie, z którą w żaden sposób nie może się równać narratorka. Ma ona jednak dziwnego, despotycznego ojca, o którym krążą legendy. Po latach, gdy ojciec umiera, a jego córka wraca do domu, nasza narratorka spotyka się z nią i dzień po dniu zaczyna dostrzegać niepokojące zmiany, jakie zachodzą w starej znajomej ze szkoły. Ta historia jest trochę o obłędzie, trochę o sekretach a trochę o niemocy, o wielkim pragnieniu zmiany, ale brak wiary we własne siły uniemożliwia i paraliżuje każdy ruch głównej bohaterki. Wbrew pozorom, ta opowieść przestawia tragiczną sytuację narratorki, choć może się wydawać, że to tajemnicza szkolna przyjaciółka ma problem - problem jednak ma kobieta, która nie potrafi zebrać życia w garść i odejść w swoją stronę.



"Wstęp tylko dla mieszkańców" wydaje się być najbardziej humorystycznym opowiadaniem, choć akcja budowana jest na cmentarzu. Pisarz chciał pokazać czytelnikowi ludzkie "nieporozumienia" i absurdalne kłótnie. Jest też jakaś pozorna władza i walka o nią i o pieniądze - a w tle tego wszystkiego zmarli, którzy wcale nie zamierzają leżeć spokojnie...
"Zjawa", czyli ostatnia z opowieść jest sentymentalna, rzewna, pełna tęsknoty i nieukojonego żalu, który prowadzi do obłędu. To historia człowieka, który starał się wyprzeć złe wspomnienia, ale pewne wspomnienia trzeba pokonać, by o nich móc spokojnie zapomnieć. Tytułowa Zjawa jest echem minionych dni, jest cieniem umarłych, jest duchem zimnym z samotności i wyjącym z tęsknoty. Straszna kobieca postać - prawda, czy omam? A może i prawda i omam jednocześnie... bo niektóre zjawy, choć nierealne, realnie wpływają na życie.



Czy polecam? Co to za pytanie! Oczywiście, że polecam! To rewelacyjnie, klimatyczne opowieści, które na długo zostają w pamięci - o nich się myśli, je się analizuje. Ja, chociaż już dość dawno czytałam pierwszy tom "UKRYTY POKÓJ", to nadal pamiętam niektóre opowiadania - niebywale jasno. Świetne są również obrazy na okładkach autorstwa Łukasza Gwiżdża! Idealnie odzwierciedlają atmosferę upiorności, dziwności, śmiertelności, makabryczności i osobliwości uffff.

niepojęte istnieje - istnieje w nas
8/10
tom II
seria Misterium Grozy 
Wydawnictwo IX
π



piątek, 26 marca 2021

#recenzjePi "Mucha i Pajączek" Jeremi Bartosiak (tekst), Aleksandra Cagara (ilustracje), Krystyna Czubówna (audiobook)


"Mucha i Pajączek", to dość nietypowa bajka, którą poznałam w audiobooku czytanym przez wyjątkową Krystynę Czubównę. Jej głos idealne pasuje do treści, która jest nie tylko bajkowa, ale i - poniekąd - przyrodnicza. Słuchało mi się tej opowieści niezwykle przyjemnie. Przygody Bruna - małego chłopca, Muchy - jabłkowej smakoszki i Pajączka - z rozwagą liczącego kroki, to urocza opowieść o emocjach, o strachu i o zmianie perspektywy.

Jeremi Bartosik sprytnie wplata w tę niepozorną historię ważne tematy. Dziecko, które pozna "Muchę i Pajączka" już nigdy nie spojrzy na owady w taki sam sposób. Bajka ta uczy wrażliwości, oraz rozumienia natury. To wprost rewelacyjny sposób na pokazanie małemu czytelnikowi, że czasem dobrze jest się zastanowić, jakie emocje towarzyszą w danej chwili - innym. Książeczka ta podkreśla znaczenie empatii w życiu. Pokazuje, w prosty sposób, że strach dotyka każdego i małego i dużego - to uniwersalne uczucie, które nie zawsze jest czyś złym - czasem pomaga "ocalić skórę"... i naprawdę warto przemyśleć pewne sytuacje, bo choć my się boimy, to ktoś może bać się jeszcze bardziej.
Przeglądnęłam też parę ilustracji Aleksandry Cagary i uważam, że to niezwykle miła kreska - wprost idealna dla malucha.
Naprawdę polecam Wam zapoznać się z tym krótkim opowiadaniem, bo chociaż docelowo przeznaczone jest dla dzieci, to nauka o emocjach i empatii przyda się każdemu - zwłaszcza w tych ciężkich czasach. "Mucha i Pajączek", to jak najbardziej BAJKA DO POKOCHANIA.

spójrz na świat oczami innych
7/10
Wydawnictwo BBK
π


czwartek, 25 marca 2021

#recenzjePi "Rozmowy w tańcu" Agnieszka Osiecka


Nie wiem jak, ale jest tak, że u Osieckiej nawet proza jest poezją. Te zdania, jakieś takie okrągłe, figlarne, toczą się po języku i wpadają do duszy. Ona to potrafiła - tak wgryźć się w myśli, że człowiek zaczynał myśleć "Agnieszką O.". Śmieszne, ale i bardzo ładne, jak domowe zwierzątko, jak kot - delikatne. Nie jest prawdą, że wszystko jedno, co się czyta, byle się czytało - to bzdura! Należy czytać piękne opowieści, bo od nich wtedy robi się piękna głowa.


"Rozmowy w tańcu", czyli wywiad Osieckiej z Osiecką - wywiad z samą sobą - autobiograficzny. Na okładce napisano "Najlepsze źródło, by poznać prawdziwą Agnieszkę Osiecką" i się z tym zgadzam i nie zgadzam. Zgadzam się, gdy czyta się między wierszami, gdy widzi się znaki zapytania tam, gdzie są kropki i gdy zdania nie kończy się jednoznacznie, ostatecznie - gdy się je "domyśla". Osiecka była kobietą kochającą pewnego rodzaju tajemniczość, znaczy nie chciała być tajemnicza w pełni, jak powiedzmy cień księżniczki Anastazji. Nie. Ona tworzyła tajemnicę legendarną, napisała sobie życie i się w nim kąpała. Ta książka, to takie dyskutowanie o tym, co było i to w czarnych okularach (które tak lubiła zakładać i się za nimi kryć).



Niektóre fragmenty uwielbiam. Które to? A te, gdzie pisze o uczuciach, o wewnętrznym rozedrganiu - to jej wychodzi pięknie. Nie lubię politykowania, a wkradło się i ono, choć wiem, że trudno od niego uciec, bo każde życie ściera się łagodnie, lub na ostro z polityką. Mimo wszystko - przy tych fragmentach odpadam. Nie lubię też stawiania ludziom pomników, idealizowania aktorów, pisarzy, poetów. Nie lubię tego - bo to takie dzielenie i raz, że krzywdzące i dwa, że fałszywe. Lecz uwielbiam anegdoty, opowieści w opowieści - Osiecka robi to znakomicie. Bawi się słowami, analogiami i znanymi postaciami - wrzuca to wszystko do rozmowy o sobie z sobą i robi z tego worek pełen wspomnień. Niebezpiecznie jest tak pisać o swojej przeszłości, bo wiele niechcianych rzeczy się człowiekowi przypomina.



Czasem odrzucało mnie takie teatralne nadęcie - że to lepsi ludzie, że czulsi, dla mnie chyba jednak przeczuleni, przewrażliwieni na swoim punkcie. Może tak to już jest z artystami? Choć mam nadzieję, że jednak nie ze wszystkimi, że pokora istnieje - jak u Norwida... choć może to dlatego, że się z życiem nie układał, że nie spał na miękkiej pościeli? Może to to...
Książka ta jest idealna dla fana Osieckiej. Dla kogoś, kto chce zobaczyć ją od tej strony prywatnej, ale jednak wystudiowanej, wygładzonej - nie ma innej opcji, zawsze taki wywiad z samą sobą będzie trochę trącił fałszywą skromnością, ale nie bójcie się tego. W końcu z kim, jak z kim, ale z sobą rozmawia się wyjątkowo - bo kto cię zrozumie lepiej? Tylko ty byłaś wszędzie sama ze sobą.



"Rozmowy w tańcu" wypełnione się fotografiami, laurkami znajomych, kartkami, anegdotami, listami i kończą się pięknie... ostatni akapit to wszystko i wszystkim życzę - by się spełniło. Pięknie wydana książka - idealna na prezent. Przy tej okazji zachęcam do nabycia jej "Wierszy prawie wszystkich", które również znajdziecie w ofercie Wydawnictwa Prószyński i S-ka. Ja wolę jej wiersze - ale musicie spróbować i tego i tego, bo to studnia tajemnic, a i złota rybka może gdzieś tam pływa.

i proza bywa poezją
7/10
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
π


wtorek, 23 marca 2021

#recenzjePi "Hotel Winterhouse" Ben Guterson (tekst), Chloe Bristol (ilustracje)


Z dużą przyjemnością czytałam "Hotel Winterhouse" i choć jest ewidentnie skierowany do dzieci, bawiłam się świetnie i ja - a (ku własnej goryczy) mam już swoje lata (zabrzmiało, jakbym miała na karku 90-tkę, ale nie, nie... jestem jeszcze młoda, a przynajmniej tak się powszechnie uznaje). Wracając do książki, to miła opowieść o tajemnicach pewnej - niespodzianka - tajemniczej rodziny. Dużo tu łamigłówek, słownych zawijasów i dziwnych zjawisk... psssst... magicznych.


Główna bohaterka trochę mi przypomina Harrego Pottera, ale tylko trochę i tylko na początku. Jej "familijne zaplecze" jest podobne, sama koncepcja dziwnego zaproszenia i niewiedzy - kim tak naprawdę jestem? Kim byli moi rodzice? To koncepcja zbliżona do tego, co stworzyła J.K. Rowling. Nie jest to absolutnie zarzut, bo fabuła jest oryginalna i nikogo nie stara się dublować - to tylko odczucie, możliwie, że tylko moje odczucie...
Podoba mi się ta "słowna zabawa", o której już wspomniałam, a którą pisarz uczynił kluczem do rozwiązania zagadki czającej się w murach Hotelu Winterhouse. Uważam, że dzieci będą mieć niezłą frajdę i uciechę, gdy same wpadną na dobry trop i odgadną magiczne słowa - a jest to prawdopodobne, bo autor tak poprowadził książkę, że mały czytelnik naprawdę może sam stać się detektywem.



Ta książka nie jest pozbawiona wad, ale są to wady, które raczej zauważy dorosły czytelnik. Przykładowo, wiele jest powtórzeń. Coś, co się już zdarzyło i wiemy, jak ów zdarzenie wyglądało dosłownie z paru akapitów wyżej, bohaterka, lub bohater ponownie nam opowiada i nic ta jego opowieść nie wnosi. Myślę, że można było tego uniknąć. Podobnie sprawa się ma z tajemniczym "uczuciem" jakie ogarnia naszą 11-letnią Elizabeth Somers - rozumiem, że to istotna sprawa, wręcz decydująca, ale ów "uczucia" nie trzeba nam opisywać wielokrotnie i poświęcać temu opisowi kilka zdań - jedno wystarczy, a nawet parę słów, typu : "znów to poczuła". Są to jednak zastrzeżenia, które widzi dorosły, nie dziecko (oczywiście to też zależy od wieku małego czytelnika). Mimo to pragnę zaznaczyć, że książkę czytało mi się bardzo dobrze.



Ogromnie podobały mi się ilustracje Chloe Bristol - uważam, że w każdej książce powinny być ilustracje - W KAŻDEJ. Świetna sprawa i ta oprawa bezwzględnie wpływa dodatnie na odbiór całej książki.
Świetna jest atmosfera, klimat opowieści Ben'a Guterson'a. Trafiamy do odizolowanego hotelu w górach (jak w "Lśnieniu" che, che) i zaraz orientujemy się, że coś tu jest nie tak. Tajemnice wychodzą z każdego kąta, obrazy ze ścian opowiadają przedziwne historie, a jeden pokój kusi... bo jest zamknięty... na zawsze. Co z tego wyniknie? Musicie przeczytać sami. Ja zdecydowanie mam ochotę poznawać dalsze losy WINTERHOUSE.

pobawmy się słowami i wpadnijmy na klucz
7/10
tom I
seria Winterhouse
Wydawnictwo :Dwukropek
π



poniedziałek, 22 marca 2021

#recenzjePi "Duży Wilk i Mały Wilk" Nadine Brun-Cosme (tekst), Olivier Tallec (ilustracje)


Zastanawiałam się, jak tu zacząć, ale nie wiem... autentycznie: brak mi słów - to jest WSPANIAŁE. "Duży Wilk i Mały Wilk", to jedna z najpiękniejszych książeczek dla dzieci, jakie miałam kiedykolwiek w rękach. Ja pokochałam tę historię od pierwszego wejrzenia! Mistrzostwo świata! Delikatne, subtelne, nienachalne, proste, a jednocześnie takie głębokie i czułe. Tak niewiele słów, a tak wiele treści - arcyARCYdobre.


Nadine Brun-Cosme przedstawia nam Dużego Wilka, który mieszka sam pod drzewem... od zawsze. Ma swoje przyzwyczajenia, swoje widzimisie i nie wykazuje chęci zmiany. Dobrze mu tu, gdzie jest i tak, jak jest. Jednak.... pewnego dnia... w oddali... dostrzega mały, malutki punkcik, który ewidentnie zmierza w jego kierunku. Serce Dużego Wilka drży, bo cóż to za intruz, cóż za zwierz... inny wilk? Tak! A jeśli będzie większy od niego? A jeśli zwinniejszy? Okazuje się, że jest to naprawdę Mały Wilk, który bez słowa siada obok dużego, pod JEGO drzewem. Co z tego wyniknie? Zdradzę wam na ucho, że coś pięknego.



Taka prosta jest ta fabuła, taki prosty jest ten język, a tyle wzruszeń, tyle emocji, tyle zachwytu. Nie mogę oderwać oczu od tej książki, nie mogę o niej zapomnieć. Siedzi mi w głowie i już wiem, że nie zamierza z niej wyjść - NIGDY! I dobrze! Takie opowieści chcę zachować w pamięci, chcę takie opowieści poznawać i... opowiadać. CUDOWNE.



Lecz treść, to nie wszytko. Olivier Tallec oto stał się jednym z moich ukochanych ilustratorów. Przecież to są arcydzieła! To jest znakomite! Ten wybuch kolorów! Te Wilki! Że oszczędna forma? Że banał? Że wilk do wilka niepodobny? BZDURA! Dla mnie to jest wybitna kreska i niesamowite, ponadprzeciętne wyczucie koloru, barwy. Olivier odmalował nam czułość, wzruszenie, serca bicie, jego poruszenie - wszystko to jest! Wszystko to i więcej znajdziecie w tej właśnie, niepozornej książeczce... SKARB! A wiem, że jest to pierwszy tom i są już w świecie dwa kolejne. Dwie Siostry! Proszę! Wydajcie resztę! Błagam!



Bajka ta nie jest zwyczajna, bo jest o uczuciach i to wcale nie oczywistych. Jest o samotności i o przyzwyczajeniach. Jest o wielkich zmianach, które dokonują się dzięki niewielkiej istotce. Nie można nie kochać tych Wilków i nie można przejść obojętnie obok tej publikacji. Ja jestem poruszona i dla mnie jest to nota najwyższa - dla książeczki dla dzieci. Przytulam...

mistrzostwo - czuły dotyk - morze uczuć
10/10
tom 1
Duży Wilk i Mały Wilk
Wydawnictwo Dwie Siostry
π



niedziela, 21 marca 2021

#recenzjePi "KSIĘGA MIECZY" wielu autorów / zebrał Gardner Dozois


Po rewelacyjnej "KSIĘDZE MAGII" (czyli tak jakby drugim tomie - ale to antologie opowiadań, więc można czytać jak się chce) nie mogłam nie sięgnąć po "KSIĘGĘ MIECZY". Jest to zbiór opowiadań fantasy zebranych przez Gardnera Dozois'a, który wykonał wyśmienitą robotę. Zamieszczone w tym tomie (jak i również w drugim) teksty, są wybrane z rozmysłem i widać, że pomysłodawca postarał się, by były to opowieści na wysokim poziomie.


Już pierwsza historia wskazuje na wyjątkowość tego zbioru. "Najlepszy wygrywa" K.J. Parker'a jest idealnym opowiadaniem rozpoczynającym "KSIĘGĘ MIECZY". Dozois nie mógł lepiej tego ułożyć. od początku czytelnik przeczuwa, co się stanie i faktycznie, to co przeczuwa - się dziej, ale to bez znaczenia, bo tutaj chodzi o warstwę psychologiczną, o ludzką naturę, o mechanizm zemsty i o młodzieńczą naiwność i wiarę, że przecież musi się udać, że to JA jestem tym mądrzejszym i przebieglejszym. Dlaczego to znakomity tekst otwierający ten zbiór? Ponieważ przybliża nam proces powstawania miecza - tutaj wchodzimy w pewnego rodzaju relację z tym przedmiotem, zaczynamy go rozumieć, widzimy jego narodziny, a to daje świetny start w głąb tej antologii.



Przyznaję, że "KSIĘGĘ MIECZY", podobnie jak "KSIĘGĘ MAGII" czytałam dość długo. Podczytywałam sobie po jednej historii na dzień i delektowałam się nimi - a było czym. Osobiście uważam, że jest bardzo mało opowiadań fantasy na polskim rynku, tym bardziej te dwa tomy są warte uwagi. Nie trafiłam jednak na wiele recenzji, znani i lubiani chyba zapomnieli o tych książkach, a ja zupełnie tego nie rozumiem.



W "KSIĘDZE MIECZY" mamy 16 opowiadań, to naprawdę pokaźny zbiór i podkreślam, że nie ma tu żadnego kiepskiego - a to wydaje się niemal niemożliwie - tyle, że niemożliwe stało się możliwym, bo tak właśnie jest. Bałam się trochę tego tomu, ponieważ nie jestem wielką fanką fantasy miecza i bohaterów w stylu rycerzy Króla Artura. "KSIĘGA MAGII" podejmowała tematy, które lubię poznawać (czarownice, magów, czarodziei, wiedźmy itp.), tutaj stresowałam się, że to bohaterstwo mnie przytłoczy, ale tak się nie stało. MIECZ jest tylko pretekstem do opowiedzenia o rozterkach, bardzo powszechnych i targających ludźmi silnych emocjach.



Jestem niesamowicie zadowolona z tej lektury, podobnie jak z poprzedniczki. Wspaniale mi się to podczytywało i dzięki tym opowieścią w każdy dzień podróżowałam do innego, świetnie skonstruowanego świata fantasy, poznawałam interesujących bohaterów, którzy czasem byli tylko przechodniami, ale jako przechodnie, zmieniali całą historię - bo tak to w życiu bywa, jedno niby nic nieznaczące spotkanie, okazuje się, że odmienia cały nasz świat. Po tym jednym, już nic nie jest takie, jak było...
Odwaga, waleczność, ideały, zasady, wielkie zbrodnie i samoobrona, mięśnie i umysł - to wszystko łączy MIECZ - czy odnajdziesz swój? Spróbuj, bo dobrze mieć się czym bronić przed złem ukrytym w drugim człowieku.



Ucieszyłam się również z opowiadania napisanego przez George'a R.R. Martina "Synowie smoka". Jest to historia ze świata GRY O TRON, której nie czytałam i nie oglądałam, ale z przyjemnością zaglądnęłam na chwilę w jej progi. "KSIĘGA MIECZY" - zdecydowanie godna polecenia! Razem z "KSIĘGĄ MAGII" tworzą najlepsze zbiory opowiadań fantasy jakie czytałam i jakie mam na swojej półce. POLECAM!

sięgnij po MIECZ - życie to walka
8/10
tom I
Wydawnictwo Zysk i S-ka
π



piątek, 19 marca 2021

#recenzjePi "Księżniczka Głogu" Władysław Ludwik Anczyc (tekst), Julitta Karwowska-Wnuczak (ilustracje)


Jak ja DZIĘKUJĘ Wydawnictwu Dwie Siostry za książeczki z serii Mistrzowie Ilustracji! To są prawdziwe, najprawdziwsze SKARBY! "Księżniczka Głogu" jest taką naszą, polską wersją "Śpiącej Królewny". Mamy tu pewne różnice, ale fabuła jest prawie identyczna. PRAWIE! Dostajemy cudowne, smaczne, słowne akcenty, które sprawiają, że interpretacja Władysława Ludwika Anczyca (1823-1883) jest wyjątkowa, ciepła, poetycka...


Wybitny język, ponadczasowy styl, piękna polszczyzna. Właśnie takie bajki powinno się czytać dzieciom. Na tych kartkach znajdziecie historię, przeszłość, to co było KIEDYŚ najpiękniejsze. Literatura niby dla dzieci, ale z tak wysmakowanym, baśniowym słowem, że i dorosły będzie zachwycony. Kto wie, czy nawet ten dorosły czytelnik bardziej nie doceni "Księżniczki Głogu" - może to jego bajka z dzieciństwa? Może to Twoje wspomnienia? A może wspomnienia Twoich rodziców? Uwielbiam takie sytuacje, gdy opowieść łączy pokolenia - i to właśnie taka opowieść.



ILUSTRACJE! Julitta Karwowska-Wnuczak odmalowała nam całą tę senną atmosferę. Kocham te obrazy, w których zaraz widać miniony czas. Już tylko w tej kresce zamknięto magię i starą baśń. Coś wspaniałego! Nie mogę się napatrzeć. Książka wygląda jak prezent, jest cacuszkiem, pudełeczkiem ze skarbami z dzieciństwa. Olśniewające wydanie!



"Księżniczka Głogu" jest moim drugim spotkaniem z Mistrzami Ilustracji od Wydawnictwa Dwie Siostry. Pierwszą u mnie była "Imieninowa przygoda" Władysława Kozłowskiego - i również mnie oczarowała. Cóż - POLECAM, to książeczki, które mają wielką wartość i są sentymentalnym powrotem do czasu, który już nigdy nie powróci - ale nie martwmy się, mamy książki, a to doskonałe "wehikuły czasu".

klejnocik - cacuszko
8.5/10
seria Mistrzowie Ilustracji
Wydawnictwo Dwie Siostry
π



środa, 17 marca 2021

#recenzjePi "OSTATNIE DNI SYLVII PLATH biografia" Carl Rollyson


Odkąd zobaczyłam tę książkę w zapowiedziach - chciałam ją przeczytać. Zrobiłam to. Nie żałuję. Nie zawiodłam się. Choć to przerażająco smutna opowieść, ale napisana z szacunkiem dla każdego bohatera tej tragedii. O Sylvii Plath niewiele wiedziałam, poza tym, że była pisarką, poetką i że popełniła samobójstwo. Czytałam jej wiersze. Podobały mi się. Lecz to jej osoba, bardziej niż jej twórczość, wzbudzała moje zainteresowanie. Myślę, że przyczyną jest mgła niedopowiedzeń i tajemnic, które osnuwają jej życie i życie jej bliskich - zdążyłam zauważyć, że to powszechne, że ludzi interesuje Sylvia i to, dlaczego... dlaczego tak...


Carl Rollyson napisał czułą narrację, pozbawioną ocen i powierzchownych sądów. Starał się uczciwie i - na ile to było możliwe - dokładnie "OSTATNIE DNI SYLVII PLATH". Zaskoczył mnie sposób, w jaki opowiedział nam historię poetki, jej codzienny dramat, zmaganie się z otaczającymi ją ludźmi, niezrozumienie, wrażliwość, która z jednej strony zrobiła z niej wybitną pisarkę, a z drugiej przyczyniła się do jej upadku. Od pierwszych stron książka wstrząsa czytelnikiem. Nie mogłam uwierzyć, że tyle zła mogło stać się udziałem jednej osoby, jednej rodziny. Czy to klątwa? Jakiś złośliwy, wściekły los? A może znajomi, matki i ojcowie, dzieci i bracia, mężowie i kochanki... suma ich wszystkich dała wynik ujemny. Jedno życie mniej... jedno? Nie jedno. Może jednak klątwa.... klątwa rodzinnych błędów i okrutnych miłości.



Biografowi udało się przemycić na karty książki ducha Plath. Jej słowa wybrzmiewają mocno pomiędzy jego starannym opisem życia straconego, ale mimo to owocnego. Rollyson bardzo dobrze pokazał otaczającą poetkę atmosferę, jej wołanie o pomoc, jej rozpacz, walenie głową w ścianę. Błędy lekarzy? Oczywiście. Błędy męża? Jasne. Błędy Plath? Również... lecz któż ich nie popełnia?
Najsmutniejsze jest w tym to, że wystarczyło wyciągnąć dłoń, zaprosić do siebie, uratować swoją obecnością, byciem - prze chwilę - ale byciem przez tę chwilę DLA NIEJ. Sylvia Plath nie była łatwą osobą, popełniała błędy, ale dzielnie walczyła, chciała żyć i jednocześnie nie chciała. Jej śmierć legła cieniem na życiu jej bliskich. Tyle tragedii w jednej rodzinie - trudne do uwierzenia.



Podczas czytania szok będzie w was rósł. Nie jest to przyjemna lektura, ale jest prawdziwa i przez to cenna, ważna. Jest świadectwem życia, które miało mniej szczęścia niż "inne życia". Są tacy wśród nas, wrażliwi, czuli, uśmiechnięci, na pozór idealni, ale w środku rozpacz... jak ich rozpoznać? Czy się da? Na pewno można być dobrym człowiekiem - tylko tyle - aż tyle.
Sylvia Plath - poetka, której wiersze czytają kolejne pokolenia. Pisarka, której "Szklany klosz" rozwiewa złudzenia. Wielki talent, na przemian podsycany i gaszony przez otoczenie, przez męża, z którym trudno było wytrzymać, ale którego odejście i zdrady zadały ostateczny cios. Można odetchnąć UFFFF, to nie o mnie, to nie moje życie, nie moja rodzina. Tak... można odetchnąć.



Książkę wam gorąco polecam. To świetnie napisana biografia, choć napisano ją nieco inaczej, niż te, które do tej pory czytałam. Ja bardzo lubię poznawać losy zwłaszcza pisarzy, fotografów i wartościowych dziennikarzy. To jedna z tych książek, o której będę długo myśleć. Cieszę się, że mam ją na swojej półce, że ją przeczytałam.

wstrząsająca
8/10
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
π



poniedziałek, 15 marca 2021

#recenzjePi "ZABAWKI opowiadania grozy" wiele autorek


Groza czai się w ZABAWKACH. 13 opowiadań napisanych przez kobiety, bo #grozajestkobietą (rewelacyjny projekt). Opowiadań, które straszą, ale straszą na różne sposoby. W moje ręce wpadła bardzo ciekawa antologia, niektóre z tych historii naprawdę mi się podobały, inne nieco mniej, były też takie, które nie podobały mi się wcale, ale ich było niewiele. Moim ulubionym jest "Odłamek" Dagmary Adwentowskiej. Uważam, że ma najlepszy pomysł na fabułę i najgłębsze, mocne przesłanie a i postaci zostały sprawnie nakreślone, a nie jest to łatwe przy krótkiej formie. Najmniej podobało mi się "Barbie Girl" Agaty Suchockiej, " "Niegrzeczna" Anny Musiałowicz i "Policzek do policzka" Izabeli Szolc - te trzy opowieści łączy styl, który zbliża nas do Mastertona, więc jeśli ktoś jest fanem tego pisarza, to tutaj może się odnaleźć. Ja niektóre jego teksty bardzo lubię i cenię za zwinne pióro, ale ogólnie - to nie mój klimat...

... ale, ale po kolei.



"Barbie Girl" Agaty Suchockiej, czyli pierwsza z 13 historii zawartym w antologii "ZABAWKI", jak już wspomniałam, nie zrobiło na mnie wrażenia. Autorka skupiła się na szokowaniu i tak bardzo chciała szokować, że szok stracił na sile i już nie był szokujący. Zdecydowanie to nie jest groza, którą cenię, a zabawki mają tu raczej słabą moc straszenia - potworami są w tej opowieści ludzie i mogło to być naprawdę dobre - ale (w moim odczuci) zostało przedobrzone. Nie budzi też strachu, jedynie niesmak. O czym? O zboczonych dorosłych.
Podobnie sprawa ma się z "Niegrzeczną" Anny Musiałowicz. Tematyka wzięta z tego samego worka zainteresowań i podobnie nie budzi strachu, może zdziwienie, choć sprawa jest poważna i warta zastanowienia. Zabawka również nie została tu dobrze "ograna" (według mnie), ale chyba głównie za winą stylu - nie przemówił do mnie. O czym? O tym, dlaczego dzieci są niegrzeczne.
"Chodź ze mną" Agnieszki Kwiatkowskiej, to zupełnie inny świat. Z wielką przyjemnością odetchnęłam po dwóch pierwszych opowieściach. Tutaj mamy klimat, jest rosnący niepokój i wreszcie zabawki są faktycznie upiorne. Nie jest to wymyślna, skomplikowana fabuła, ale robi robotę. Podoba mi się w niej baśniowość, ta nadnaturalność, która wkrada się do przedszkola i porywa śpiące dzieci.
"Policzek do policzka" Izabeli Szolc, to najbardziej "mastertonowskie" opowiadanie... i nie jestem jego fanką, choć wiem, że znajdą się wielbiciele. Pomysł, sam poruszany "problem" jest istotny, ważny i podoba mi się, że pisarka poszła w tę stronę, szkoda tylko, że poszła tak - w zaparte. Ciekawe bohaterki, sięgnięcie w daleką przeszłość - wszystko to na plus, ale jednak... niestraszne, tylko obrzydliwe - no i zabawka... hmmm.
"Odłamek" Dagmary Adwentowskiej, to zdecydowanie mój ulubieniec. Świetny tekst, wzruszający, jednocześnie przerażająco smutny i pokrzepiający. O wielkiej miłości, poświęceniu i macierzyństwie, z ważną historią, o której nie można zapominać. Może nie straszy, ale przejmuje... to czasem lepiej, bo znaczy, że ta lektura nie tylko zapewnia "czytelniczą rozrywkę", ale i uczy.



"Dom Lalek" Sylwii Błach jest prostą opowieścią, ale posiadającą właściwy grozie klimat. Tutaj wszystko, choć można rzec, że banalne, ale tworzy spójną całość. O rodzinnych sekretach (któż ich nie ma) i Lalkach ( w podwójnym znaczeniu). Straszny dwór i straszni jego mieszkańcy.
"Zguba" Aleksandry Łaniszewskiej jest pouczająca - pewnych rzeczy naprawdę nie powinno się robić. Fabuła jest raczej prosta, ale w tej prostocie tkwi też siła. Sprawnie napisana opowieść o zemście, o kradzieży i o krzywdzie, która odciska piętno na każdym, kto ośmieli się zadrzeć z duchem dziecka i jego przytulanką.
"Powiedz przecie..." Carli Mori jest jednym z lepszych opowiadań w tym zbiorze, choć pewna rzecz psuje mi ostateczną opinię. Jednak - bez wątpienia ten tekst posiada najciekawszą narrację, rozbudowanych bohaterów i bolesną prawdę o ludzkim gatunku. Znajdziemy tu wielką obłudę, pochopne sądy, brak reakcji jednocześnie połączony ze złą reakcją i błędną interpretacją - a jak wiemy, człowiek nie lubi przyznawać się do błędów, a błędów w zachowaniu... sąsiedzkim... jest tu od groma. Smutna historia, ale życie czasem takie jest... smutne i niesprawiedliwe, choć może wystarczyłoby, by znalazł się jeden dobry człowiek, a ktoś zostałby uratowany.... ale nie było ani jednego.
"Król kasztanów" Anny Marii Wybraniec zrobił na mnie spore wrażenie, głównie przez możliwości interpretacyjne. Ta historia może być opowieścią o zemście - w swoim najprostszym i oczywistym wymiarze, ale może być też opowieścią o wyrzutach sumienia, które nie pozwalają żyć. Ja widzę w tym opowiadaniu dorosłą kobietę, która nie może pogodzić się z przeszłością i obwinia się za coś, co tak naprawdę nie było jej winą. Ten błędny krąg prowadzi do załamania nerwowego, do - rzec można - grobu. Możliwe, że najbardziej oryginalne z zaprezentowanej 13.
"Pozytywka" Joanny Pypłacz wywołało u mnie "miłe" uczucia. Oczywiście, jest to smutna opowieść, ale chyba jako jedyna w tym zbiorze, niesie czytelnikowi pokrzepienie, nadzieję. Lubię je, choć nie jest wybitne, ale jest... urocze. Wiem, dziwne słowo w kontekście grozy, ale tutaj pasuje i cieszę się, że trafiło do tej antologii - ociepla ogólny, dość ciężki klimat. Jest dobre, w taki sposób, w jaki może być dobry człowiek - poczciwy tekst.
"Sanatorium" Agnieszki Pruski fabularnie jest bardzo schematyczne i nie ma w sobie głębi, ale wywołuje napięcie, a opuszczony szpital, w których przeprowadzono eksperymentalne operacje na dzieciach wywołuje niepokój. Spełnia swoją rolę jako opowieść z dreszczykiem, ale nie niesie ukrytego przesłania.
"Inna marionetka" Flory Woźnicy, to intrygująca historia pewnego lalkarza, który jeździ po miasteczkach ze swym teatrem kukiełek. Świetny pomysł, fabuła zaskakująca i świeża. Pisarka nie powiela znanych motywów, a kreśli swój własny świat i pomysł na jego "naprawę". Bardzo doceniam ten tekst i czytałam go z rosnącą ciekawością. Rewelacyjnie nakreślony główny bohater, który ma misję podpartą trudnym doświadczeniem z dzieciństwa.
"Boogeyman" Karoliny "Mangusty" Kaczkowskiej jest zdecydowanie najbardziej odjechaną opowieścią. Dziwna, creepy, kubistyczna z wyśmienitym pomysłem na zabawki. Autorka stworzyła koślawy, jaskrawy świat pełen sugestywnych obrazów, które ciężko wyrzucić z głowy. Z pewnością właśnie ta pisarka wykazała się największą wyobraźnią, bo w krótkim tekście zawarła skomplikowany świat skrzywdzonego dziecka. Okropna opowieść, przerażająca, brutalna, ale właśnie dlatego dobra, mocna, przejmująca i zostająca w pamięci.



Zbiór opowiadań "ZABAWKI" przyciągną mnie tematyką i gatunkiem, bo ja bardzo lubię grozę, a tę pisaną przez kobiety, uważam, że powinnam czytać częściej. Wydawnictwo IX zaskakuje oryginalnymi, niszowymi tytułami, po które warto sięgnąć. Namawiam was do zajrzenia na ich stronę i zapoznania się z ofertą. Myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie, a już na pewno coś dla siebie znajdą fani horroru. Na koniec zwrócę waszą uwagę na okładkę, która bardzo mi się podoba. Jej minimalizm przykuwa wzrok, a po przyjrzeniu się... ciarki przechodzą... ale spokojnie, to tylko ZABAWKI.

#grozajestkobietą
6/10
Wydawnictwo IX
π



niedziela, 14 marca 2021

#recenzjePi "Przygoda w Greenglass House" Kate Milford


REWELACJA! Przepadałam w tej książce! To znakomita opowieść, która łączy w sobie dickensowskie rozmiłowanie do barwnych opisów i błyszczących szczegółów z aferą w stylu Agathy Christie. Chociaż to połączenie może wydawać się nieco dziwaczne, tutaj gra jak Chopin na pianinie.

Bohaterowie są wyraziści, świetnie napisani. Moją ulubienicą jest Meddy (i była nią od samego początku do samego, fenomenalnego końca). Bardzo polubiłam Milo, który jest postacią skomplikowaną, zmagającą się z faktem, że jest adoptowany i nie wie nic o swoich biologicznych rodzicach. Już przez to, przez psychologiczne, mistrzowskie rozpracowanie problemu jakim jest szukanie swojego miejsca w świecie, odpowiedzi na pytania: kim jestem? i skąd pochodzę?, oraz gdzie jest mój dom? sprawia, że ta książka jest cenna, a nawet bezcenna. Mamy tu dodatkową trudność, ponieważ Milo wygląda inaczej niż wszyscy - jest Chińczykiem. Dziecko, które musi odnaleźć się w świecie, w którym nic nie jest... powiedzmy, że nie jest "normalne", sięga po ponadczasową broń - wyobraźnię.
Jednak moim ukochanym bohaterem i jednocześnie GŁÓWNYM bohaterem jest tytułowy Greenglass House, czyli dom wyjątkowy, zajazd dla przemytników, miejsce niezwykłe, owianie tajemnicą, pełne ukrytych skarbów i... duchów. Posiadłość, która jest domem Milo i jego rodziców skrzypi, trzeszczy, mówi, czasem krzyczy, ale dla domowników jest wyrozumiała i na oko widać, że ich kocha.



Katie Milford stworzyła niesamowity klimat, a zagadka, którą rozwiązujemy razem z Milo i Meddy nie ma w sobie nic z banału. To mądra opowieść o przyjaźni, rodzicielstwie, nietypowym dzieciństwie, poświęceniu i odwadze. Pisarka zachwyciła mnie... właściwie wszystkim. Mamy tu cudowne słownictwo, które pobudza wyobraźnię : przechera, wagabunda, watażka, poganiacz... (wielkie brawa dla tłumaczki Anny Anity Wichy). Jednak moje serce skradł inny zabieg fabularny, a mianowicie opowieści w opowieści. Milo wpada na pomysł (który nie do końca był jego, ale on go wyartykułował), by wszyscy goście opowiedzieli po jednej historii, a musicie wiedzieć, że goście, którzy przebywają w Greenglass House, nie są zwyczajni - są DZIWNI. Każda z postaci ukrywa jakąś tajemnicę, która związana jest z Zajazdem Greenglass. Jakie tu mamy smakowite historie, od legend do wspomnień, aż po opowieści o duchach, a wszystko to, nawet najbardziej nieprawdopodobne, zdaje się być prawdziwe.



Autorka doskonale wyczuwa, kiedy ma na dworze zagrzmieć, kiedy ma błysnąć, kiedy prąd ma wysiąść, a kiedy ma padać śnieg. Ja jestem oczarowana: językiem, wielką skarbnicą różnych podań, galerią postaci, wykreowaną atmosferą, poruszanymi problemami i brakiem moralizatorstwa - to jest po prostu świetna książka i nie mogę się doczekać, jak sięgnę po następne tomy.
Na koniec wypada wspomnieć o wydaniu. Jestem dumna, że nasze, polskie wydanie jest najładniejsze (przeglądałam na goodreads wszystkie i nasze wymiata). Ilustrację na okładce wykonał Maciej Szymanowicz, a :Dwukropek jak zawsze spisał się na złoty medal.

dziwni goście, tajemniczy dom i dwoje dzieci, które odkryją sekrety - także swoje
8/10
tom 1
seria Greenglass House
Wydawnictwo :Dwukropek
π



piątek, 12 marca 2021

#recenzjePi "Mus jabłkowy" Klaas Verplancke


"Mus jabłkowy" przede wszystkim zachwycił mnie ilustracjami. Są naprawdę wyjątkowe i każda tworzy niepowtarzalny klimat. To krótka opowieść, a posiada głębię, o której czasem mogą tylko pomarzyć grube powieści. Autor wiedział, co chce opowiedzieć i zrobił to w świetny, niebanalny sposób, który podoba się zarówno dziecku, jak i rodzicom.


Klaas Verplancke pokazała nam relację ojca z synem, z perspektywy syna. Chłopiec kocha tatę i widzi w nim bohatera. Patrzy na ojca oczami dziecka, czyli dosłownie, co czasem może tworzyć problemy, np. gdy ojciec się zdenerwuje, każe mu iść do pokoju, karci go. Syn czuje się odrzucony, a tatę zaraz widzi jako potwora, który wysyła go w gęsty, smutny i ciemny las samotności.



Nawet najlepszy rodzic czasem wpada w złość - czytamy na okładce - i jest to prawda. Tata, to też człowiek, a małe dziecko potrafi czasem zajść za skórę. Ta książeczka uczy radzenia sobie z emocjami i obrazuje te emocje. Dzięki niej dzieci i rodzice mogą przyglądnąć się swojemu zachowaniu z boku i poprawić je.



Już wspomniałam, jak bardzo podobają mi się ilustracje? Tak, wspomniałam, ale powtórzę - one są wyjątkowo sugestywne. Część z nich jest jasna, miła, ciepła, pozytywna, pachnąca musem jabłkowym, a część straszna, groźna, tajemnicza. Te, które przedstawiają tatę w złości i dziecko w fazie "jesteś głupi!" mają w sobie wieki niepokój - podoba mi się to. Trochę klimatem zbliżają się do baśni Braci Grimm, a to dla mnie wielka zaleta.



Polecam "Mus jabłkowy". To książka idealna do czytania synkowi przez tatę, ale nie tylko. Ta historia może być początkiem ciekawych rozmów z dzieckiem. Inspirująca i pomysłowa... oraz bardzo oryginalna.

* Zachęcam Was do przyłączenia się do akcji #backlistaprzebojów w ramach której dzielimy się informacjami o starszych tytułach - tym samym wspieramy wydawnictwa w tym trudnym dla nich czasie.

ojciec i syn oraz mus jabłkowy, który wszystko naprawia
7/10
seria POLECONE Z ZAGRANICY
Wydawnictwo Dwie Siostry
π