Łączna liczba wyświetleń

środa, 4 listopada 2026

#recenzjePi "UMYSŁ ZAMKNIĘTY jak wyższa edukacja zawiodła demokrację i zubożyła dusze dzisiejszych studentów" Allan Bloom

UNIWERSYTETY - światło, nadzieja ludzkości, rozwój, pomniki genialnego gatunku jakim jest ludzkość... no i chyba tylko pomniki. Dość zimne - jak sądzę. Od premiery rozważań Allana Blooma pt. UMYSŁ ZAMKNIĘTY - JAK WYŻSZA EDUKACJA ZAWIODŁA DEMOKRACJĘ I ZUBOŻYŁA DUSZE DZISIEJSZYCH STUDENTÓW minęło lat... sporo, a książka okazuje się nie tylko nadal aktualna, ale teraz wręcz złowieszczo aktualna.


Bloom snuje swą filozoficzną opowieść z chirurgiczną precyzją osoby, która zna się na "narządach wewnętrznych" UNIWERSYTETÓW. Potrafi stawiać słuszne diagnozy, ale jego rozsądek nie dociera do włodarzy szpitala zwanego "EDUKACJĄ". W konsekwencji widzimy degrengoladę, pomieszanie pojęć, wolność ujęta w kajdany poprawności politycznej, człowieka wypatroszonego z duszy i wreszcie studenta, któremu odbiera się doświadczenie czasów przeszłych stawiając na rzekomą obiektywność, niezależność i tolerancję. Bez umocowania w czasie i przestrzeni te "wartości" owocują zagubieniem, brakiem fundamentów i narzędzi do oddzielenia dobra od zła. Nagle dobro i zło staje się kwestią... osobistą - a co za tym idzie, osobiście, wypatroszeni z moralności, przeładowani słodyczą miłości do wszystkiego i wszystkich - mieszamy pojęcia... i mamy UMYSŁ ZAMKNIĘTY, choć uparcie mówi się nam, że właśnie nam go OTWARLI.



Allan Bllom prowadzi czytelnika przez dość ponurą ocenę kondycji amerykańskiego - ale i w sensie globalnym - społeczeństwa. Dostajemy bardzo obfite analizy różnych nurtów filozoficznych i politycznych. Autor podaje przykłady, przeprowadza dochodzenie, dokonuje racjonalnych ocen i zostawia nam pole do popisu - czyli naszą edukacyjną drogę poddaje w wątpliwość prosząc dyskretnie o rozejrzenie się za innymi drogami. Może te inne drogi, mocniej akcentujące przeszłość i doświadczenie tych, którzy byli przed nami, pozwolą nam rozwinąć UMYSŁ i prawdziwie go OTWORZYĆ.

ZAMYKAMY! ZAMYKAMY i JUŻ!
Wydawnictwo Zysk i S-ka
egzemplarz recenzencki

  π

wtorek, 3 listopada 2026

#recenzjePi "PRZEMIERZYĆ KARAIBY" Wilfrid Lupano, Léonard Chemineau

PRZEMIERZYĆ KARAIBY, to moje kolejne spotkanie z dziełem Wilfrida Lupano i Leonarda Chemineau - pierwszym i rewelacyjnym była BIBLIOMULICA Z KORDOBY. Wtedy jak i teraz - jestem zachwycona! Ich komiksy oferują czytelnikowi unikalne, oryginalne, pełne błyskotliwego humoru spojrzenie na historię. Dzięki tym opowieścią odbiorca ma szansę uczestniczyć w szalonej podróży w głąb światów dalekich - gdzie fikcja miesza się z prawdą, a rozsądek z głupotą.

PRZEMIERZYĆ KARAIBY, to komiks od początku, od tytułu - inteligentnie skonstruowany. Scenariusz, za który odpowiada Lupano prezentuje rosnący absurd przedstawianych sytuacji - jest to jednak absurd pozorny, gdyż kryje się za każdym "dziwnym" zwrotem akcji metafora.



Naszą przygodę zaczynamy w NASA i zaczynamy ją od spektakularnego błędu... spektakularnie kosztownego. Następnie lądujemy na statku na Morzu Karaibskim roku 1794... ponieważ (ponoć) to tam tkwi źródło ów niepowodzenia NASA. Poznajemy Josepha Dombey, osobę posiadającą tzw, "światły umysł" jednak ów umysł posiada także skłonność do wpadania w kłopoty - jest sporym pechowcem, co zresztą autorzy komiksu dobitnie zaznaczają w dodatku (notka o osobie) - cytat, o którym piszę (ale którego celowo nie przytoczę - przeczytajcie sami) jest niezwykły... i myślę, że każdy znajdzie w nim źródło wody czystej, czyli dostrzeże w nim własne pasmo niepowodzeń. Nasz bohater - jak ustaliłam - pechowiec, wpada w ręce Piratów - wpada w te ręce nie sam... a z wynalazkiem - kluczowym dla sprawy. Czy pirat zrozumie naukę? Czy nauka zrozumie pirata? oto są pytania...


PRZEMIERZYĆ KARAIBY, to nie tylko genialny scenariusz, ale także równie genialne ilustracje Leonarda Chemineau z kolorami Christophe Bouchard. Mamy zatem intensywne barwy i szybką, wyrazistą kreskę, W każdym kadrze dużo się dzieje, a niektóre z rysunków wprost olśniewają szczegółowością i akcją. Ja w tym dziele wizualnym przepadłam! Podziwiam autorów i liczę na więcej ich wspólnych prac.


Komiks jest fantastycznie wydany. twarda oprawa, piękny papier, wydruk na najwyższym poziomie z dbałością o kolor i materiał. Bardzo polecam! Nazwiska twórców gwarantują ambitną treść, humor i sztukę komiksu odzianą w złoty medal ciężkiej pracy. Oczywiście brawa należą się także Julii Szustak, która dla nas przełożyła PRZEMIERZYĆ KARAIBY.

kto mierzy wysoko...
Wydawnictwo Kultura Gniewu
egzemplarz recenzencki

  π

piątek, 30 października 2026

#recenzjePi "POCIĄG O PÓŁNOCY" Matt Haig

Matt Haig jest jednym z pisarzy, do których mam ogromny sentyment. Może nie zawsze jestem zachwycona jego opowieściami, może czasem wydają mi się zbyt... puchate, ale jednak - dają ciepło i pozwalają na chwilę odetchnąć od codzienności. Moimi ukochanymi książkami tego pisarza są te, które stworzył dla dzieci. Kocham serię o GWIAZDCE, a jedną z moich absolutnie ulubiony książek jest WRÓŻKA PRAWDOMÓWKA. Czytałam także (oczywiście) pozycje dla dorosłych, jak np. pierwszą w cyklu BIBLIOTEKĘ O PÓŁNOCY i bardzo mi się podobała. Teraz przyszedł czas na kolejną - POCIĄG O PÓŁNOCY i także mam wiele dobry słów do napisania o niej.

Głównego bohatera - pomijając sam wstęp - poznajemy u kresu życia. Jest starcem i wiemy, że jego życie skrywa wiele mrocznych sekretów. Wiemy, że stracił miłość życia i wiemy, że rodzinnie naznaczony jest traumami. Nasz Wilbur umiera... i wsiada do POCIĄGU. Koncepcja wspaniała! Cudowna zabawa z czasem i furtka do przemyśleń.


Haig posiada zdolność otulania czytelnika opowieścią. Jest pisarzem, który w magiczny sposób buduje magiczną atmosferę magicznej historii. Wszystko jest tu takie MAGICZNE! W swym rdzeniu bardzo ludzkie, bo życiorysy bohaterów Haiga są pełne błędów i potknięć. Dostajemy zatem zwyczajnych ludzi, którzy podejmują decyzje, których potem żałują. Tylko, że ci bohaterowie dostają od losu szansę, jedni BIBLIOTEKĘ, inni POCIĄG... a potem wszystko zaczyna przypominać sen, z którego można się obudzić i żyć na nowo - tylko, że ze świadomością popełnionych "niedokonanych" skorygowanych tu i teraz błędów.


POCIĄG O PÓŁNOCY, to miła, ciepła i mądra lektura, którą czyta się raz dwa. Idealna na jesienne, długie wieczory. POCIĄG O PÓŁNOCY podjeżdża na peron i tylko od nas zależy, czy wsiądziemy, czy może postanowimy żyć dalej, bez refleksji nas czasem, a czas nie dba o nasze zdanie i nie liczy się z terminem ważności.
PS Ja chcę kolejne części WRÓŻKI PRAWDOMÓWKI!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

pociąg podjechał - peron pusty
The Midnight World
tom 2
Wydawnictwo Zysk i S-ka
egzemplarz recenzencki 
  π

czwartek, 29 października 2026

#recenzjePi "POCHMURNOŚĆ" Marek Turek

POCHMURNOŚĆ Marka Turka zabiera czytelnika w świat... pochmurny, pełen mroku, niebezpieczeństw, grozy i potworów. Dostajemy komiks, opowieść graficzną, która zaczyna się niewinnie, wręcz romantycznie i magicznie - jednak to jest początek. Autor skutecznie tka mgłę niedopowiedzeń, by w miarę upływu kadrów wpuścić nas w prawdziwy horror. Zdecydowanie nie jest to pozycja dla dzieci - to sto procent historii dla dorosłych. 


Zaraz na początku poznajemy PŁANETNIKÓW, czyli przedziwne, magiczne istoty ze skrzydłami, pod krawatem, z eleganckim kapeluszem na głowie, gdzie w każdym rondzie jest miejsce na kałużę. Ci "Panowie" zajmują się... tkaniem chmur? Odpowiadają za deszcz i mieszkają w obłokach - tylko, że jeden z nich spada na ziemię. Bum! W środek lasu, w którym odnajduje go piękna Miłka - niemowa. Płanetnik również nie wypowiada żadnego słowa i tak oto zaczyna się jego przygoda na ziemi, wśród ludzi i potworów (zabieg iście mistrzowski, odwrócenie znaczenia słów... bo czy w tym komiksie, to co potworne, jest ludzkie, a to co ludzkie - potworne?). 


POCHMURNOŚĆ skojarzyła mi się atmosferą i klimatem ilustracji z LASEM Thomasa Otta, ale i z np. TERRA INCOGNITA Łukasza Ryłko. Artystycznie komiks stoi na bardzo wysokim poziomie. Rysunki są zjawiskowe, zwłaszcza podobają mi się kadry z pierwszego rozdziału CZASAMI PADA DESZCZ. Kolejne dwa rozdziały wprowadzają czystą makabrę, wręcz horrorowe gore, które oczywiście jest w pełni uzasadnione fabularnie - to nie jest gore dla gore, ale ma znaczenie... metaforyczne. 


Ta pozycja skrywa wiele odniesień do współczesności, jedne mi się podobają bardziej... inne nieco mniej. Zdecydowanie fabularnie wygrywa wątek romantyczny (nie mylić z romansem, słodyczą i tkliwością) oraz zemsta i kara. Ostrość z jaką Turek w swym dziele komunikuje tzw. "boską sprawiedliwość" i trudy osądu czynów uzasadnionych przeszłością czyni z tej opowieści skalpel na dzikie społeczeństwa. Zdecydowanie jest to głos mocny, który ukazuje ciąg przyczynowo skutkowy - przemoc rodzi przemoc. 

Przyznaję, że ja nie odnalazłam w POCHMURNOŚCI bohatera, z którym bym chciała wejść w dialog. Nawet PŁANETNIK wydał mi się straszny, skojarzył mi się z MŚCICIELEM, którego czyny się rozumie, ale którego nie chcesz spotkać osobiście. 

Ciekawostką, zupełni dziwaczną i myślę, że totalnie niezamierzoną jest zapach tego komiksu. POCHMURNOŚĆ, to opowieść "bagienna", pełna rozkładu i mroku... i tak też pachnie. No może nie rozkładem, ale jakoś  tak bagiennie... i to jest mega! Tzn. w niezwykle intensywny sposób podbiło moje wrażenia z lektury. Możliwe, że to walor mojego egzemplarza, ale to naprawdę zadziałało. POCHMURNOŚĆ dosłownie przeniosła mnie na bagna. Fajne! Choć myślę, że całkowicie przypadkowe. 

POCHMURNOŚĆ Marka Turka została fantastycznie wydana. Format komiksu jest duży, kwadratowy, co sprawia, że ilustracje prezentują się wyśmienicie i można podziwiać każdy detal. Rewelacyjny projekt okładki i oczywiście twarda oprawa sprawiają, że w rękach trzymamy dopracowany, wysoce estetyczny album pełen groźnych, szalonych, abstrakcyjnie ponurych obrazów. Bardzo ciekawa propozycja - dla fanów grozy i dwuznaczności. 


z nieba spadł anioł? 

Wydawnictwo Kultura Gniewu 

egzemplarz recenzencki 

  π

 

środa, 28 października 2026

#recenzjePi "UKRYTY przypadki Romana Brandstaettera" Jan Grzegorczyk

I to jest BIOGRAFIA! Oto przykład przepięknie opowiedzianego życia, za co Janowi Grzegorczykowi należą się wielkie brawa. UKRYTY - PRZYPADKI ROMANA BRANDSTAETTERA, to portret ujmujący, dopracowany, pełen "czucia" i "odczuwania", wrażliwy, ale i szalenie profesjonalny w swej dziennikarsko - detektywistycznej formie. 

UPADEK czyta się jak najlepszą powieść. Jan Grzegorczyk - jak to powiedział sam Brandstaetter - "nosi znamiona genialności" (wprawdzie chodziło o jego pracę... ja to rozszerzyłam na osobę). Już w samym PROLOGU czytelnik dostaje bogactwo pięknych zdań, mnogość interesujących faktów i doskonałe drzwi do imersji. 

"- Czemu chcesz napisać tę książkę? Czy nazwisko Brandstaettera dziś cokolwiek komuś mówi? 

- Myślę, że niewielu, ale tym, którym mówi...ratuje życie. (...)" 

Właściwie ten cytat - z PROLOGU - powinien wystarczyć, by po tę książkę sięgnąć. Mnie PROLOG zaprosił wręcz agresywnie - do poznawania całości. Prawda jest taka, że na którejkolwiek stornie otworzy się tę opowieść, znajdzie się coś cennego. Roman Brandstaetter, był osobą niezwykłą, pełną sprzeczności  - sprzeczności, które jak sam twierdził, są świadectwem człowieczeństwa. 

Grzegorczyk sprawił, że historia Brandstaettera żyje na kartach książki. Mamy tu błyskotliwie, mądre DIALOGI. Bark jest paplaniny, a z każdej rozmowy czytelnik wynosi wiedzę, mądrość i nie mówię tu o "złotych myślach", ale o prawdziwych myślach, które są pozbawione patosu a pełne doświadczenia. I ponownie z PROLOGU (zaznaczam, że to tylko PROLOG, a już mamy tu bogactwo przepastne, literackie i życiowe) piękne zdanie, które sam autor określił mianem "liny ratunkowej", jednej z wielu rzuconych przez Brandstaettera "Noc po to zapada w sercu człowieka, by na jego dnie zajaśniały gwiazdy". Ktoś może zaraz powiedzieć, że to typowa "złota myśl", ale własnie nie - nie w kontekście, nie - gdy zaczniemy o niej myśleć w kontekście przeżytych "ciemnych, mrocznych nocy naszego życia". 

UKRYTY z miejsca daje o sobie świadectwo, jako o książce biograficznej z najwyższej półki. Grzegorczyk wiedział, o kim pisze, znał BRANDSTAETTERA i dzięki temu jest to także opowieść posiadająca znamiona osobistej - trochę, jakby autor uchylał drzwi do swego domu. Ja miałam wcześniej kontakt z twórczością BRANDSTAETTERA, coś niecoś wiedziałam o jego życiu - najbardziej jaskrawe fakty - ale dzięki tej książce mogę wejść głębiej. Ponadto ogromnie cieszę się, że UKRYTY powstał, bo więcej osób OBECNIE może zapoznać się z tym niecodziennym, pełnym sprzeczności życiorysem... który inspiruje i... potrafi ratować. 

UKRYTY został pięknie wydany - godnie wydany przez Zysk i S-ka! W środku odnajdziecie nie tylko zajmującą treść, ale również fotografie, które pozwolą lepiej wpaść w świat człowieka genialnego. Człowiek, który powinien być poznawany na nowo i na nowo i na nowo. POLECAM! 


... ratuje życie

Wydawnictwo Zysk i S-ka 

egzemplarz recenzencki 

  π

wtorek, 27 października 2026

#recenzjePi "Czarownice ze Springfield. Życie i śmierć w Nowym Świecie" Malcolm Gaskill

SALEM - myślę, że większość kojarzy? Lecz przed SALEM, było SPRINGFIELD - a o tym już może nie każdy słyszał. Malcolm Gaskill zrobił, co w jego mocy, by tę sprawę nagłośnić... zwłaszcza, że zdaje się być zapomnianą i niechcianą nawet w samym SPRINGFIELD. Jego CZAROWNICE ZE SPRINGFIELD - ŻYCIE I ŚMIERĆ W NOWYM ŚWIECIE, to nie tylko pozycja popularnonaukowa, historyczna, ale także interesująco opowiedziany rozdział opowieści pt. LUDZKOŚĆ.


Książkę czyta się jak wciągającą powieść, jak świetnie skonstruowaną fikcję - tylko, że to prawda. Autor powoli wprowadza czytelnika w mentalność roku 1651... i okolic. Napięcie stopniowo narasta, szerzą się teorie, obywatele SPRINGFIELD wpadają na dziwne pomysły i łączą "niepołączalne" fakty. To ty rzuciłeś urok na moją krowę! To ty! I tak dalej, i tak dalej.


Jest to jednak odmienna od SALEM opowieść, choć ma wiele punktów wspólnych. Gaskill zaprezentował historię procesów o czary z dziwnie nietypowych stron. Jesteśmy jakby uczestnikami - my czytelnicy - tej paranoi i ją zaczynamy dzielić z bohaterami. Tutaj każdy ma swoje powody, by wierzyć w uroki, a zarzuty pozornie mogą wydawać się sensowne. Wkraczamy na niebezpieczny grunt domysłów podsycanych strachem i ta wybuchowa mieszanka - cóż - wybucha nam w rękach.


"... choroba dziecka nie była naturalna." - a przecież to znak, że wmieszały się w sprawę złe moce, czary, uroki - sam diabeł. I faktycznie, czytając tę pozycję odnosi się wrażenie, że diabeł miał tu wiele do powiedzenia - ten diabeł, który ukrył się w ludziach... bo przecież nie od dzisiaj wiadomo, że piekło jest w nas. Zaskakującą i godną pogratulowania rzeczą jest umiejętność autora do przekazywania spraw niemożliwych, jako pewnych i "dziejących się". Gaskill wzniecił w czytelniku głód opowieści i dzięki temu przekazał smutną prawdę o ludzkości.



CZAROWNICE ZE SPRINGFIELD, to opowieść, która potrafi być aktualna i dzisiaj - wymaga tylko korekty CZARÓW jako metafory spraw różnorodnych. Jest to pozycja dopracowana, przejmująco dokładna w faktach, w źródłach, w obrządkach. Okazuje się, że jest to porządne studium ludzkiej natury i lęków. Strach jest tu motorem sprawczym, a reszta już sama się pisze. Bardzo ciekawa i ważna karta historii - ciekawa, ważna i oczywiście... straszna. Do tego stopnia trudna dla niektórych - że wciąż stanowi cichą nieobecną w codziennej, jasnej obecności miejsc przesiąkniętych przeszłością.

czy to sąd? czy czary mary?
HISTORIAi
bo.wiem
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
egzemplarz recenzencki

  π

poniedziałek, 26 października 2026

#recenzjePi "TYMEK & MISTRZ smoczy skarb" Leśniak & Skarżycki

Nie jest tajemnicą, że TYMEK & MISTRZ, to seria, którą baaaardzo lubię. Każdy kolejny tom sprawia mi nieskrywaną radość. Cenię sobie prosty humor, zabawne gagi, sytuacje, przepadam za bohaterami i tym, że wszystko jest tu poczciwe, miłe, radosne, kolorowe, magiczne... 


TYMEK & MISTRZ - SMOCZY SKARB, to już tom 7 (a 8 jest w przygotowaniu i zapowiada się rajdowo). Bez ściemy - okładka jest jak do tej pory najlepsza. Dlaczego? Cóż... przepadam za TOLKIENEM, a tu trudno nie mieć skojarzenia z HOBBITEM. 


Nasz SMOK pojawia się zaraz w pierwszej opowieści i rozwala system - księgowy, a dalej jest tylko śmieszniej i zabawniej. Zdecydowanie jestem fanką sposobu opowiadania nam przygód TYMKA & MISTRZA. Mamy tu podział na krótkie historyjki, z których każda mogłaby spokojnie istnieć samodzielnie. Szalenie dobry zabieg, który sprawia, że każda heca jest oddzielnym rozdziałem, w który łatwo wpaść. 


Tutaj naprawdę wszystko mi odpowiada. Jestem zauroczona prostymi dialogami i żartami, które sprawiają, że czuję się jak roześmiany dzieciak. Oczywiście do bólu łaskoczą mnie też ilustracje - rysunki są znakomite, pełne emocji, ruchu, adrenaliny! Baśniowy, absolutnie baśniowy świat! 


Polecam każdemu, kto chce się tak normalnie, tak zwyczajnie, tak poczciwe pośmiać... lub choć uśmiechnąć. W tym tomie znajdziemy smoka, króla, złoli, góry, plażę, latające dywany i wiele, wiele wiele więcej. Polecam! 


mój skarb! 

TYMEK & MISTRZ 

tom 7

krótkie gatki

Wydawnictwo Kultura Gniewu 

egzemplarz recenzencki 

   π