Łączna liczba wyświetleń

piątek, 30 października 2026

#recenzjePi "POCIĄG O PÓŁNOCY" Matt Haig

Matt Haig jest jednym z pisarzy, do których mam ogromny sentyment. Może nie zawsze jestem zachwycona jego opowieściami, może czasem wydają mi się zbyt... puchate, ale jednak - dają ciepło i pozwalają na chwilę odetchnąć od codzienności. Moimi ukochanymi książkami tego pisarza są te, które stworzył dla dzieci. Kocham serię o GWIAZDCE, a jedną z moich absolutnie ulubiony książek jest WRÓŻKA PRAWDOMÓWKA. Czytałam także (oczywiście) pozycje dla dorosłych, jak np. pierwszą w cyklu BIBLIOTEKĘ O PÓŁNOCY i bardzo mi się podobała. Teraz przyszedł czas na kolejną - POCIĄG O PÓŁNOCY i także mam wiele dobry słów do napisania o niej.

Głównego bohatera - pomijając sam wstęp - poznajemy u kresu życia. Jest starcem i wiemy, że jego życie skrywa wiele mrocznych sekretów. Wiemy, że stracił miłość życia i wiemy, że rodzinnie naznaczony jest traumami. Nasz Wilbur umiera... i wsiada do POCIĄGU. Koncepcja wspaniała! Cudowna zabawa z czasem i furtka do przemyśleń.


Haig posiada zdolność otulania czytelnika opowieścią. Jest pisarzem, który w magiczny sposób buduje magiczną atmosferę magicznej historii. Wszystko jest tu takie MAGICZNE! W swym rdzeniu bardzo ludzkie, bo życiorysy bohaterów Haiga są pełne błędów i potknięć. Dostajemy zatem zwyczajnych ludzi, którzy podejmują decyzje, których potem żałują. Tylko, że ci bohaterowie dostają od losu szansę, jedni BIBLIOTEKĘ, inni POCIĄG... a potem wszystko zaczyna przypominać sen, z którego można się obudzić i żyć na nowo - tylko, że ze świadomością popełnionych "niedokonanych" skorygowanych tu i teraz błędów.


POCIĄG O PÓŁNOCY, to miła, ciepła i mądra lektura, którą czyta się raz dwa. Idealna na jesienne, długie wieczory. POCIĄG O PÓŁNOCY podjeżdża na peron i tylko od nas zależy, czy wsiądziemy, czy może postanowimy żyć dalej, bez refleksji nas czasem, a czas nie dba o nasze zdanie i nie liczy się z terminem ważności.
PS Ja chcę kolejne części WRÓŻKI PRAWDOMÓWKI!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

pociąg podjechał - peron pusty
The Midnight World
tom 2
Wydawnictwo Zysk i S-ka
egzemplarz recenzencki 
  π

czwartek, 29 października 2026

#recenzjePi "POCHMURNOŚĆ" Marek Turek

POCHMURNOŚĆ Marka Turka zabiera czytelnika w świat... pochmurny, pełen mroku, niebezpieczeństw, grozy i potworów. Dostajemy komiks, opowieść graficzną, która zaczyna się niewinnie, wręcz romantycznie i magicznie - jednak to jest początek. Autor skutecznie tka mgłę niedopowiedzeń, by w miarę upływu kadrów wpuścić nas w prawdziwy horror. Zdecydowanie nie jest to pozycja dla dzieci - to sto procent historii dla dorosłych. 


Zaraz na początku poznajemy PŁANETNIKÓW, czyli przedziwne, magiczne istoty ze skrzydłami, pod krawatem, z eleganckim kapeluszem na głowie, gdzie w każdym rondzie jest miejsce na kałużę. Ci "Panowie" zajmują się... tkaniem chmur? Odpowiadają za deszcz i mieszkają w obłokach - tylko, że jeden z nich spada na ziemię. Bum! W środek lasu, w którym odnajduje go piękna Miłka - niemowa. Płanetnik również nie wypowiada żadnego słowa i tak oto zaczyna się jego przygoda na ziemi, wśród ludzi i potworów (zabieg iście mistrzowski, odwrócenie znaczenia słów... bo czy w tym komiksie, to co potworne, jest ludzkie, a to co ludzkie - potworne?). 


POCHMURNOŚĆ skojarzyła mi się atmosferą i klimatem ilustracji z LASEM Thomasa Otta, ale i z np. TERRA INCOGNITA Łukasza Ryłko. Artystycznie komiks stoi na bardzo wysokim poziomie. Rysunki są zjawiskowe, zwłaszcza podobają mi się kadry z pierwszego rozdziału CZASAMI PADA DESZCZ. Kolejne dwa rozdziały wprowadzają czystą makabrę, wręcz horrorowe gore, które oczywiście jest w pełni uzasadnione fabularnie - to nie jest gore dla gore, ale ma znaczenie... metaforyczne. 


Ta pozycja skrywa wiele odniesień do współczesności, jedne mi się podobają bardziej... inne nieco mniej. Zdecydowanie fabularnie wygrywa wątek romantyczny (nie mylić z romansem, słodyczą i tkliwością) oraz zemsta i kara. Ostrość z jaką Turek w swym dziele komunikuje tzw. "boską sprawiedliwość" i trudy osądu czynów uzasadnionych przeszłością czyni z tej opowieści skalpel na dzikie społeczeństwa. Zdecydowanie jest to głos mocny, który ukazuje ciąg przyczynowo skutkowy - przemoc rodzi przemoc. 

Przyznaję, że ja nie odnalazłam w POCHMURNOŚCI bohatera, z którym bym chciała wejść w dialog. Nawet PŁANETNIK wydał mi się straszny, skojarzył mi się z MŚCICIELEM, którego czyny się rozumie, ale którego nie chcesz spotkać osobiście. 

Ciekawostką, zupełni dziwaczną i myślę, że totalnie niezamierzoną jest zapach tego komiksu. POCHMURNOŚĆ, to opowieść "bagienna", pełna rozkładu i mroku... i tak też pachnie. No może nie rozkładem, ale jakoś  tak bagiennie... i to jest mega! Tzn. w niezwykle intensywny sposób podbiło moje wrażenia z lektury. Możliwe, że to walor mojego egzemplarza, ale to naprawdę zadziałało. POCHMURNOŚĆ dosłownie przeniosła mnie na bagna. Fajne! Choć myślę, że całkowicie przypadkowe. 

POCHMURNOŚĆ Marka Turka została fantastycznie wydana. Format komiksu jest duży, kwadratowy, co sprawia, że ilustracje prezentują się wyśmienicie i można podziwiać każdy detal. Rewelacyjny projekt okładki i oczywiście twarda oprawa sprawiają, że w rękach trzymamy dopracowany, wysoce estetyczny album pełen groźnych, szalonych, abstrakcyjnie ponurych obrazów. Bardzo ciekawa propozycja - dla fanów grozy i dwuznaczności. 


z nieba spadł anioł? 

Wydawnictwo Kultura Gniewu 

egzemplarz recenzencki 

  π

 

środa, 28 października 2026

#recenzjePi "UKRYTY przypadki Romana Brandstaettera" Jan Grzegorczyk

I to jest BIOGRAFIA! Oto przykład przepięknie opowiedzianego życia, za co Janowi Grzegorczykowi należą się wielkie brawa. UKRYTY - PRZYPADKI ROMANA BRANDSTAETTERA, to portret ujmujący, dopracowany, pełen "czucia" i "odczuwania", wrażliwy, ale i szalenie profesjonalny w swej dziennikarsko - detektywistycznej formie. 

UPADEK czyta się jak najlepszą powieść. Jan Grzegorczyk - jak to powiedział sam Brandstaetter - "nosi znamiona genialności" (wprawdzie chodziło o jego pracę... ja to rozszerzyłam na osobę). Już w samym PROLOGU czytelnik dostaje bogactwo pięknych zdań, mnogość interesujących faktów i doskonałe drzwi do imersji. 

"- Czemu chcesz napisać tę książkę? Czy nazwisko Brandstaettera dziś cokolwiek komuś mówi? 

- Myślę, że niewielu, ale tym, którym mówi...ratuje życie. (...)" 

Właściwie ten cytat - z PROLOGU - powinien wystarczyć, by po tę książkę sięgnąć. Mnie PROLOG zaprosił wręcz agresywnie - do poznawania całości. Prawda jest taka, że na którejkolwiek stornie otworzy się tę opowieść, znajdzie się coś cennego. Roman Brandstaetter, był osobą niezwykłą, pełną sprzeczności  - sprzeczności, które jak sam twierdził, są świadectwem człowieczeństwa. 

Grzegorczyk sprawił, że historia Brandstaettera żyje na kartach książki. Mamy tu błyskotliwie, mądre DIALOGI. Bark jest paplaniny, a z każdej rozmowy czytelnik wynosi wiedzę, mądrość i nie mówię tu o "złotych myślach", ale o prawdziwych myślach, które są pozbawione patosu a pełne doświadczenia. I ponownie z PROLOGU (zaznaczam, że to tylko PROLOG, a już mamy tu bogactwo przepastne, literackie i życiowe) piękne zdanie, które sam autor określił mianem "liny ratunkowej", jednej z wielu rzuconych przez Brandstaettera "Noc po to zapada w sercu człowieka, by na jego dnie zajaśniały gwiazdy". Ktoś może zaraz powiedzieć, że to typowa "złota myśl", ale własnie nie - nie w kontekście, nie - gdy zaczniemy o niej myśleć w kontekście przeżytych "ciemnych, mrocznych nocy naszego życia". 

UKRYTY z miejsca daje o sobie świadectwo, jako o książce biograficznej z najwyższej półki. Grzegorczyk wiedział, o kim pisze, znał BRANDSTAETTERA i dzięki temu jest to także opowieść posiadająca znamiona osobistej - trochę, jakby autor uchylał drzwi do swego domu. Ja miałam wcześniej kontakt z twórczością BRANDSTAETTERA, coś niecoś wiedziałam o jego życiu - najbardziej jaskrawe fakty - ale dzięki tej książce mogę wejść głębiej. Ponadto ogromnie cieszę się, że UKRYTY powstał, bo więcej osób OBECNIE może zapoznać się z tym niecodziennym, pełnym sprzeczności życiorysem... który inspiruje i... potrafi ratować. 

UKRYTY został pięknie wydany - godnie wydany przez Zysk i S-ka! W środku odnajdziecie nie tylko zajmującą treść, ale również fotografie, które pozwolą lepiej wpaść w świat człowieka genialnego. Człowiek, który powinien być poznawany na nowo i na nowo i na nowo. POLECAM! 


... ratuje życie

Wydawnictwo Zysk i S-ka 

egzemplarz recenzencki 

  π

wtorek, 27 października 2026

#recenzjePi "Czarownice ze Springfield. Życie i śmierć w Nowym Świecie" Malcolm Gaskill

SALEM - myślę, że większość kojarzy? Lecz przed SALEM, było SPRINGFIELD - a o tym już może nie każdy słyszał. Malcolm Gaskill zrobił, co w jego mocy, by tę sprawę nagłośnić... zwłaszcza, że zdaje się być zapomnianą i niechcianą nawet w samym SPRINGFIELD. Jego CZAROWNICE ZE SPRINGFIELD - ŻYCIE I ŚMIERĆ W NOWYM ŚWIECIE, to nie tylko pozycja popularnonaukowa, historyczna, ale także interesująco opowiedziany rozdział opowieści pt. LUDZKOŚĆ.


Książkę czyta się jak wciągającą powieść, jak świetnie skonstruowaną fikcję - tylko, że to prawda. Autor powoli wprowadza czytelnika w mentalność roku 1651... i okolic. Napięcie stopniowo narasta, szerzą się teorie, obywatele SPRINGFIELD wpadają na dziwne pomysły i łączą "niepołączalne" fakty. To ty rzuciłeś urok na moją krowę! To ty! I tak dalej, i tak dalej.


Jest to jednak odmienna od SALEM opowieść, choć ma wiele punktów wspólnych. Gaskill zaprezentował historię procesów o czary z dziwnie nietypowych stron. Jesteśmy jakby uczestnikami - my czytelnicy - tej paranoi i ją zaczynamy dzielić z bohaterami. Tutaj każdy ma swoje powody, by wierzyć w uroki, a zarzuty pozornie mogą wydawać się sensowne. Wkraczamy na niebezpieczny grunt domysłów podsycanych strachem i ta wybuchowa mieszanka - cóż - wybucha nam w rękach.


"... choroba dziecka nie była naturalna." - a przecież to znak, że wmieszały się w sprawę złe moce, czary, uroki - sam diabeł. I faktycznie, czytając tę pozycję odnosi się wrażenie, że diabeł miał tu wiele do powiedzenia - ten diabeł, który ukrył się w ludziach... bo przecież nie od dzisiaj wiadomo, że piekło jest w nas. Zaskakującą i godną pogratulowania rzeczą jest umiejętność autora do przekazywania spraw niemożliwych, jako pewnych i "dziejących się". Gaskill wzniecił w czytelniku głód opowieści i dzięki temu przekazał smutną prawdę o ludzkości.



CZAROWNICE ZE SPRINGFIELD, to opowieść, która potrafi być aktualna i dzisiaj - wymaga tylko korekty CZARÓW jako metafory spraw różnorodnych. Jest to pozycja dopracowana, przejmująco dokładna w faktach, w źródłach, w obrządkach. Okazuje się, że jest to porządne studium ludzkiej natury i lęków. Strach jest tu motorem sprawczym, a reszta już sama się pisze. Bardzo ciekawa i ważna karta historii - ciekawa, ważna i oczywiście... straszna. Do tego stopnia trudna dla niektórych - że wciąż stanowi cichą nieobecną w codziennej, jasnej obecności miejsc przesiąkniętych przeszłością.

czy to sąd? czy czary mary?
HISTORIAi
bo.wiem
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
egzemplarz recenzencki

  π

poniedziałek, 26 października 2026

#recenzjePi "TYMEK & MISTRZ smoczy skarb" Leśniak & Skarżycki

Nie jest tajemnicą, że TYMEK & MISTRZ, to seria, którą baaaardzo lubię. Każdy kolejny tom sprawia mi nieskrywaną radość. Cenię sobie prosty humor, zabawne gagi, sytuacje, przepadam za bohaterami i tym, że wszystko jest tu poczciwe, miłe, radosne, kolorowe, magiczne... 


TYMEK & MISTRZ - SMOCZY SKARB, to już tom 7 (a 8 jest w przygotowaniu i zapowiada się rajdowo). Bez ściemy - okładka jest jak do tej pory najlepsza. Dlaczego? Cóż... przepadam za TOLKIENEM, a tu trudno nie mieć skojarzenia z HOBBITEM. 


Nasz SMOK pojawia się zaraz w pierwszej opowieści i rozwala system - księgowy, a dalej jest tylko śmieszniej i zabawniej. Zdecydowanie jestem fanką sposobu opowiadania nam przygód TYMKA & MISTRZA. Mamy tu podział na krótkie historyjki, z których każda mogłaby spokojnie istnieć samodzielnie. Szalenie dobry zabieg, który sprawia, że każda heca jest oddzielnym rozdziałem, w który łatwo wpaść. 


Tutaj naprawdę wszystko mi odpowiada. Jestem zauroczona prostymi dialogami i żartami, które sprawiają, że czuję się jak roześmiany dzieciak. Oczywiście do bólu łaskoczą mnie też ilustracje - rysunki są znakomite, pełne emocji, ruchu, adrenaliny! Baśniowy, absolutnie baśniowy świat! 


Polecam każdemu, kto chce się tak normalnie, tak zwyczajnie, tak poczciwe pośmiać... lub choć uśmiechnąć. W tym tomie znajdziemy smoka, króla, złoli, góry, plażę, latające dywany i wiele, wiele wiele więcej. Polecam! 


mój skarb! 

TYMEK & MISTRZ 

tom 7

krótkie gatki

Wydawnictwo Kultura Gniewu 

egzemplarz recenzencki 

   π

niedziela, 25 października 2026

#recenzjePi "SZPITAL W PIEKLE historie lekarzy-więźniów w Auschwitz" Bogdan Musiał

Co można napisać o książce, która jest piekłem? Jak ją ocenić, jak zachęcić do czytania? Nie wiem. Wiem tylko tyle, że poznając rozdział po rozdziale, wybierając fragmenty, zapoznając się powoli z treścią - czuje się ból, obrzydzenie do ludzkiego gatunku, ale też i dalszą potrzebę zgłębiania tematu. Dlaczego? Bo dzisiaj historia jest kuta pod politykę a prawda staje się tylko niewygodnym dodatkiem. Dlatego! Właśnie dlatego warto w swojej biblioteczce mieć SZPITAL W PIEKLE - HISTORIE LEKARZY-WIĘŹNIÓW W AUSCHWITZ Bogdana Musiała.

Autor wykonał arcyogromną pracę! Jestem wzruszona tym, jak poważnie, jak starannie podszedł do tematu. Mnogość świadectw, konkretnych historii, druzgocących faktów a przy tym zdrowy rozsądek w pisaniu - brak patosu, samo życie. Mamy tu do czynienia z pracą całościową, godną tematu i ludzi. Wielki szacunek do autora.


W tej książce dowiemy się jak funkcjonował obóz, jaki był podział obowiązków, jak sztywny plan działania i jak dramatyczny brak wyboru tworzył monstra.


Takie to szalone - "opieka zdrowotna" w obozie zagłady! Takie to pokraczne! Takie jaskrawo - dziwaczne. SZPITAL! SZPITAL W PIEKLE! jest coś takiego? SZPITAL W PIEKLE? Na czym polegało "leczenie"?! Ja czytam tę książkę z ogromnym trudem poznawania nowych faktów. Źle przyjmuje się te treści, ale przyjąć je trzeba.


Monumentalne dzieło, godne, staranne, w swej dokładności i sumienności piękne. To swoisty hołd, ale i oddanie sprawiedliwości przeszłości. Niezwykle ważna pozycja, która jeszcze długo będzie gościem w mojej głowie i na mojej półce. Nie jest to przyjemna lektura - nie może być - ale jest istotna, arcyistotna. Napisana świetnie, odkrywająca odmienne perspektywy, skupiająca się na SZPITALU w miejscu, gdzie ludzie byli eksperymentem. Nie wiem jakich słów użyć, by nie obrazić przeszłości, by nie naruszyć powagi tematu. Koniecznie - niech każdy sprawdzi! I bardzo cieszy mnie fakt, że książka dostępna jest dla niemieckiego czytelnika.... bardzo mnie to raduje. Bardzo.

upadek
Wydawnictwo Zysk i S-ka
egzemplarz recenzencki

   π

sobota, 24 października 2026

#recenzjePi "LUDZIKI MNIEJSZE" Jan Mazur


Jana Mazura cenię nie od dziś. Jego prace są celne, minimalistyczne i wypływają z uważnych obserwacji ludzi i świata. Każda jego publikacja, która trafiła do moich rąk, prezentowała wysoki poziom. Jan Mazur to twórca błyskotliwy, który ma ogromną zdolność wyciągania historii, które pozornie zwyczajne, w jego wydaniu nabierają metaforycznej mocy. 



LUDZIKI MNIEJSZE, to najnowszy komiks Jana Mazura wydany przez Kulturę Gniewu i oczywiście nie mogłam go przegapić. Tradycyjnie - mnie nie zawiódł. Mamy tu ciekawy koncept, bo wszystko zaczyna się od zepsutego samochodu i spotkania w barze - potem jest rozmowa i opowieści. Całość zamyka klamra, która w nieoczekiwany sposób pogrąża czytelnika w zadumie i uwypukla złe ludzkie decyzje. 



W pracach Jana Mazura cenię ich ponadczasowość i prostotę - jedno z drugim gra wyśmienicie. Jest dialog, przejrzysty, zwyczajny, taki powszedni a jednak szalenie ostry w konkluzji. Trudno mi pisać, o czym są LUDZIKI MNIEJSZE, bo nie chcę zdradzać wiele a powiedzieć coś też nie do końca w tej koncepcji komiksu się da. LUDZIKI MNIEJSZE, są po prostu mądre, konkretne i potrafią, przy odpowiedniej "pogodzie" wzruszyć. To życie - tylko w skróconej formie. To miłość - tylko jako oczekiwanie. To marzenia - tylko jako dobre chęci. To rozmowa - tylko bez wzajemności. 


Komiks jest idealnie do formy - formy opowieści, LUDZIKI MNIEJSZE format malutki. Czysta kartka, którą można zapełnić przemyśleniami. Warto! Jana Mazura warto znać. Pozornie - prostota, która nudzi? Tylko pozornie! Bo komika Jana Mazura z nudą nie ma nic wspólnego. Polecam! 

jesteśmy malutcy - tacy malutcy 
Wydawnictwo Kultura Gniewu 
egzemplarz recenzencki 
 
   π