Łączna liczba wyświetleń

piątek, 25 września 2026

#recenzjePi "SPORTY W DECHĘ" Bartosz Ratajczyk

W moje ręce trafiła bardzo ciekawa książka dla dzieci... tzn. myślałam, że jest to książka "dla dzieci", ale po zapoznaniu się z nią stwierdzam, że jest to książka, która będzie idealna dla dzieci, dla młodzieży i dla dorosłych. Dlaczego? Już tłumaczę. 

SPORTY W DECHĘ Bartosza Ratajczyka, to ślicznie wydana pozycja, barwna, z mnóstwem ilustracji - ilustracje wprost wylewają się z każdej strony! I każda dotyczy - oczywiście - sportów z deską w roli głównej. Pomysł świetny, wykonanie również solidne i żywiołowe... jak na sport przystało. 

Pierwszym i chyba najważniejszym argumentem za "nieokreśloną grupą wiekową" - czyli za tym, że każdy coś z tej książki dla siebie może wziąć niezależnie od wieku - jest fakt, że nie mamy tu fabuły, czy konkretnych bohaterów, tylko moc informacji. Myślę, że śmiało można tę pozycję zakwalifikować do edukacyjnych... ale i nawet trochę popularnonaukowych (trochę, gdyż nie jest to pogłębiona analiza SPORTÓW W DECHĘ, tylko raczej skupisko najważniejszych cech omawianych aktywności, ale i technicznych aspektów łączących się z tymi sportami). 

Zadziwiła mnie ilość ciekawostek, informacji o SPORTACH z DESKĄ na tapecie. Bartosz Ratajczyk przedstawia czytelnikowi znaczenie konkretnych słów, pokazuje trochę historii i techniki np. jak powstają deski? Mamy nieco fizyki, szczyptę biologii i dużo przyrody... bo szumiące liście dają znaki, wiatr boczny bywa istotny a falę trzeba umieć złapać. 

Jeśli chcecie wiedzieć KIM JEST SHAPER?, Cóż to jest ZRYWKA? I chcesz poznać BHP SPORTÓW W DECHĘ - to to jest książka dla Ciebie. Może zainspirować, zachęcić do działania, odkryć talenty np. artystyczne i rozwinąć wiedzę, która może wydaje się popularna, ale okazuje się, że jest elitarna. 

Ilustracje Bartosza Ratajczyka są specyficzne i mają swój oryginalny styl. W tej kresce i kolorach widać energię i taki pozytywny flow, który rewelacyjnie pasuje np. do SURFINGU. Autor/artysta wcześniej już stworzył podobne publikacje, czyli O ROWERACH i KOLEJ NA POCIĄGI. Jak zauważyłam, są to pozycje, które tworzą ciekawą serię i są spójne. Nie poznałam tych tytułów, ale myślę, że na podstawie SPORTÓW W DECHĘ mogę spokojnie stwierdzić, że gdy ktoś lubi rowery, pociągi lub deski, to ucieszy się z takiego prezentu. 


na dechę a będzie w dechę

Wydawnictwo EZOP 

egzemplarz recenzencki 

   π

środa, 23 września 2026

#recenzjePi "Baśń o Bajarzu" Grzegorz Janusz (scenariusz), Ernesto Gonzales (rysunki)

BAŚŃ O BAJARZU - czy można sobie wyśnić lepszą opowieść... lepszą opowieść od opowieści o opowiadaczu? Przyznaję, że dla mnie, to szczyt szczytów. Mój ulubiony, ukochany temat! To tak, jak świetne biografie o pisarzach, rysownikach... tylko, że w formie BAŚNI!!! Czyi magia wszędzie i na serio. Przepiękna koncepcja - bardzo dobrze zrealizowana. 


Ludzie, to gatunek, który baja i baja i baja i baja. Przychodzimy po pracy do domu i bajamy o tym, jak nam minął dzień, kto był czarnym charakterem, a kto dobrą wróżką chrzestną. Kochamy opowiadać historie i własnie na tej miłości zbudowali swój komiks Grzegorz Janusz i Ernesto Gonzales. 


Grzegorz Janusz postawił u starszych czytelników na sentyment, wspomnienia z dzieciństwa typu "Za siedmioma wydmami..." zaś młodszy czytelnik może podglądać proces tworzenia opowieści, co zdecydowanie może ubogacić jego wyobraźnię. 


Bardzo podoba mi się prosta konstrukcja, to rodzenie się baśni w głowie Bajarza i ogromnie podoba się sam Bajarz - bohater potrafiący odgadnąć bolączki i znaleźć lekarstwo. Cała ceremonia tworzenia baśni, która choć nie jest tu specjalnie pogłębiona, to odsłania schemat wyłaniającego się z mroku umysłu smoka, księżniczki, zmarzniętych ptaszków szukających ciepła i będących lekcją dla świata. Super! 


Urocze, pełne wdzięku są też ilustracje Ernesto Gonzalesa. Barwy, fantastyczne krajobrazy, postaci z miłą mimiką. Komiks jest niezwykle spójny i konsekwentny, a co ważniejsze, może pomóc dostrzec w opowieści lek na zło świata, na zagubienie i samotność. Jest w tym coś romantycznego, coś pięknego i czystego... jak myśl, której dano skrzydła, by poleciała do potrzebującej wsparcia duszy. 

jak rodzi się nowy, fantastyczny świat 

Wydawnictwo Kultura Gniewu 

egzemplarz recenzencki 

  π

wtorek, 22 września 2026

#recenzjePi "MORDERCĄ NIE JEST ALICE" Iris Starling

Heh frajda jest! MORDERCĄ NIE JEST ALICE, to bardzo ciekawa gra, która wciąga i jest świetną, w sumie bazującą na bardzo prostych schematach, intelektualną łamigłówką. Ta książka dosłownie ZABIJA CZAS! I to akurat dobrze... bo w takich grach o to chodzi.



Skreślanie podejrzanego za podejrzanym, zgodnie ze wskazówkami - trochę działa jak kolorowanka tylko, że wymaga jedynie długopisu. Można by pomyśleć, że łatwo się nudzi, ale właśnie nie - ta konsekwencja w zauważaniu poszczególnych sygnałów, wydobywanie imion... fajne i słowo "fajnie" idealnie oddaje tę zabawę w detektywa.




46 600 podejrzanych, to sporo. 18 wskazówek, to 18 analiz, a 1 morderca czeka, na którejś ze stron. MORDERCĄ NIE JEST ALICE - gra wciągająca, zagadka angażująca, pomysł zakręcony, choć prosty. Iris Starling... autorka... spisała się z tą swoją siostrą. Wiele więcej nie da się o tej publikacji napisać - dla mnie to fajna zabawa i dobry zabijacz czasu... jest w tym też jakiś stopień medytacji (trochę jak liczenie do dziesięciu, by się uspokoić).

kto zabił - ktoś zabił
Wydawnictwo Zysk i S-ka
egzemplarz recenzencki

  π

poniedziałek, 21 września 2026

#recenzjePi "My, kruche kawałki mięsa" Colwill Brown

Seria z Żurawiem zawsze czymś zaskoczy - pozytywnie i oryginalnie. MY, KRUCHE KAWAŁKI MIĘSA Colwill Brown, to opowieść o dojrzewaniu i o przyjaźni, o dziewczyńskim kumpelstwie, które okazuje się nieustanną lekcją życia. Rach, Kel i Shaz, każda inna, ale razem tworzą zgrany zespół - jednak jak to w życiu bywa, ten zespół zostaje wystawiony na szereg prób, z których każda wyjdzie z ranami, ale i z prawdą o sobie.

Uważam, że to interesujące spojrzenie na dorastanie. Jest w tej opowieści chłód, którego normalnie bym się nie spodziewała po historii o trzech przyjaciółkach przezywających przygody. Lecz gdy tą przygodą jest prawdziwe życie... cóż... chłód staje się zrozumiały a wręcz konieczny. Pisarka sprytnie łączy wątki, buduje dramaty i szuka rozwiązań - bo tych rozwiązań szukają jej bohaterki.


MY, KRUCHE KAWAŁKI MIĘSA, to opowieść o błędnych decyzjach, które rzutują na przyszłość w brutalny sposób. To rzecz o złamanych nadziejach i o szaleństwie młodości, która nie myśli o konsekwencjach. Lecz jest to także historia w swym chłodzie lekko przykryta ciepłym płaszczem siostrzanych emocji. Trudno ocenić tę książkę, bo dojrzewanie jest trudne - trudne i dla każdego inne.


Doceniam tłumaczenie Kai Gucio, bo - chociaż nie czytałam oryginału - śmiało mogę stwierdzić, że styl Brown wydaje się oddany w pełni, gdyż jest nie do podrobienia. Myślę, że Gucio wyczuła język autorki i świetnie przekazała go polskiemu czytelnikowi. Warto podkreślić również wygląd Serii z Żurawiem, która to seria wizualnie nigdy nie zawiodła. Okładki projektu Klary Szymczyk budują spójność serii i ukazują jej metaforyczny charakter. Cóż - warto, bo to coś innego, ale nie jest to literatura łatwa i choć ją doceniam, to czasem męczył mnie ten prawdziwy chłód - to "mięso"... lecz zakładam, że o to mogło chodzić.

czas dorosnąć
Seria z Żurawiem
bo.wiem
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
egzemplarz recenzencki

  π

piątek, 18 września 2026

#recenzjePi "BIG SHORT wewnątrz machiny zagłady" Michael Lewis

Oczywiście BIG SHORT, to znany film, ale zaczęło się od znanej książki... a tak naprawę, to zaczęło się od znanego kryzysu. Michael Lewis kładzie nam na stół dowód na sk*******stwo banków - niby nic nowego, a jednak cały czas mrozi krew z żyłach.


Zaskakuje gładki styl, który wprowadza nas od pierwszych zdań w stan zainteresowania. Czuć tu mocny, solidny warsztat dziennikarski Lewisa. Każdy, kto oglądał film wie, czego może się spodziewać - ale film wprowadza inną atmosferę, a książka inną. Film angażuje na chwilę, podczas gdy książka straszy na poważnie, przestrzega na serio i uwydatnia mechanizmy bankowe bez koloryzowania twarzami aktorów. Książka - to mięso.


Globalny kryzys 2008 roku, to nie niema przeszłość, ale znak ostrzegawczy. Wszyscy jesteśmy wplątani po uszy w BANKI i ich "dobre serce". Kredyt, to kaganiec, to więzienie i mechanizm kontroli i zastraszania. Banki żerują na biedzie, która popycha ludzi do podejmowania decyzji wręcz desperackich - BANKI zaś ubierają te swoje "pomysły" w szaty książęce, obiecując komfort za minimum wysiłku.


Trzeba mieć głowę na karku, by przechytrzyć te monstra. BIG SHORT - wewnątrz machiny zagłady, to opowieść o tych, co zobaczyli więcej i postanowili działać. Szalona jazda bez trzymanki, która zdejmuje gacie bankierom i odsłania ich małe klejnoty. Odsyłam i do książki i do filmu - dobre!

dolarowe łowy
Wydawnictwo Zysk i S-ka
egzemplarz recenzencki

  π

wtorek, 15 września 2026

#recenzjePi "MÓZG W PUŁAPCE IDEOLOGII skąd się bierze radykalne myślenie?" Leor Zmigrod

MÓZG W PUŁAPCE IDEOLOGII, to książka, która jednocześnie mi się podoba i mi się nie podoba... i sądzę, że własnie w tej sprzeczności tkwi jej siła. Leor Zmigrod postanowiła na warsztat wziąć MÓZG, ale nie MÓZG - tak po prostu - ale MÓZG, w którym toczy się walka. Walka o umysł! I tak - to ma sens.

Uczciwie przyznaję, że autorka pisze sprawnie. Z łatwością zaciekawia swojego czytelnika, wnika w sprawy mgliste, by nadać im postać realną... myśl, którą można złapać i wsadzić do więzienia - a nawet ściąć. Zmigrod analizuje przekonania, jakie ludzkość w sobie nosiła od pokoleń. Ideologia dla niej jest fizycznym bytem, jest nauką wręcz biologiczną... z czym można polemizować.


Nie jestem przekonana, czy Marks akurat jest dobrym autorytetem (delikatnie ujmując) a Darwin zna się na pełni na świecie poznawalnym. Mam też większą wiarę w wolność - choć jednocześnie potrafię, a przynajmniej staram się tę wolność kwestionować.
Ideologia, która zmienia umysł - prawda. Każda ideologia, każde mocne przekonanie zmienia umysł osoby... przekonanej. Tworzymy doktryny, którym nie potrafimy się przeciwstawić - tylko dlatego, że nie lubimy przyznawać się do porażki. Myśl staje się dzieckiem, więc MYŚL kochamy i udajemy, że ten pampers nie śmierdzi aż tak.


SKĄD SIĘ BIERZE RADYKALNE MYŚLENIE? Czy autorce udało się odpowiedzieć na to pytanie? Nie wiem. Pozostawia nam pewne pole do popisu, jednak silnie sugeruje odpowiedź - czyli postępuje jak sprawny ideolog. Gdy przyjmiemy, że ideologia uszlachetnia, że jest to rozbudowana forma filozofii - to rewelacja. Lecz przecież nie musimy się zgadzać z tą tezą... i co wtedy? Czy do nas też przyjdzie przed śmiercią Pani Filozofia, by wygłosić piękne słowa? Słowa, które podniosą nas na duchu, otrą łzy i w serce wleją spokój? Nie wiem.


Książka jest ciekawa - nawet bardzo. Czyta się ją szybko. Mamy eksperymenty i szereg ciekawych odwołań do historii. MÓZG W PUŁAPCE IDEOLOGII, to pozycja z masą anegdot i rysem naukowym ubranym w letnią sukienkę. Przeczytać można - myśleć trzeba samemu.

gdzie kończy się mózg a zaczyna umysł
#nauka
bo.wiem
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
egzemplarz recenzencki

  π

sobota, 12 września 2026

#recenzjePi "TKAJĄCY FALE" Julie Johnson

Po pierwszej części WŁADZY RELIKTÓW, czyli TKAJĄCEJ WIATR - wprost nie mogłam doczekać się kontynuacji. Ona nadeszła w postaci TKAJĄCEGO FALE i tak jak w przypadku domu pierwszego, tak i tom drugi zaskoczyła mnie moją wyjątkową przychylnością dla wątku romantycznego... i dla romantasy w ogóle.


Jestem czytelniczką, która raczej nie szuka tematów miłosnych w opowieściach - nie dlatego, że jestem pozbawiona serca i kobiecych pragnień, ale dlatego, że te tematy zwyczajnie mnie nudzą... bo są nudne, przewidywalne, często niestety płaskie i ckliwe *zwłaszcza we współczesnych dziełach. A tu proszę! Niespodzianka!



Niespodzianka o tyle duża, że sam wątek jest mocno przewidywalny, nie ma tu żadnego odkrywczego CZEGOŚ... lecz i tak Julie Johnson wlała w to COŚ. Może powodem jest styl, bardzo dobry, literacko nie tylko poprawny, ale też szalenie przyjemny. Tak! Ta opowieść jest miła w odbiorze, idealna pod kocyk i wciąga.



Wiele z fabuły zdradzać nie mogę, więc tylko nadmienię (co nie będzie spoilerem, bo raczej ktoś, kto nie czytał jedynki nie powinien zaczynać od dwójki), że nasz trójkąt się mocno zacieśnia a tajemnica czwórki zagląda zza kąta. Żywioły grają pierwsze skrzypce i jak pisałam - nie jest to odkrywcze, ale jest dziko przyciągające... jak magnes. Ja ten magnes widzę właśnie w zdaniach, lekkich, miłych, które serwuje nam Johnson... ale też w pięknym ograniu popularnych motywów i nadaniu im drugiego życia.


Trzymam kciuki, że kolejny tom wyjdzie wkrótce - nie chcę czekać roku... ale cóż... zaczekam, jak trzeba będzie... Zysk i S-ka olśniewająco wydało tę serię i to też cieszy. Świetnie czyta się książkę, która i jest miła i wizualnie piękna. Półka też nie narzeka i dzielnie pręży muskuły, by WŁADZA RELIKTÓW miała wygodnie. POLECAM!

tym razem fala nas zalała - fala pożądania?
WŁADZA RELIKTÓW
tom 2
Wydawnictwo Zysk i S-ka
egzemplarz recenzencki

  π