Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 1 października 2026

#recenzjePi "SYRENI ŚPIEW jak uwaga stała się najbardziej zagrożonym zasobem na świecie" Chris Hayes

SYRENI ŚPIEW - JAK UWAGA STAŁA SIĘ NAJBARDZIEJ ZAGROŻONYM ZASOBEM NA ŚWIECIE Chrisa Hayes'a, to książka, którą na pewno czyta się szybko. Autor pisze lekko i podaje wiele anegdot... z historii. Tema UWAGI jest zaś bardzo na topie, zwłaszcza w erze mediów społecznościowych, życia online, ciągłego skupiania uwagi na pierdołach. Tak! UWAGA jest na miarę złota i to dosłownie, co zresztą HAYES wielokrotnie zaznacza.

Wszelkie reklamy, portale, seriale, programy i co by tam nie wymyślić - robią wszystko, by pozyskać moją, Twoją, naszą UWAGĘ. Pozyska i utrzymać. Bardzo podobają mi się odniesienia do Odyseusza i SYRENIEGO ŚPIEWU - rewelacyjna metafora a gdy zagłębimy się bardziej w lekturę, zaczniemy odkrywać wieloznaczność tego terminu - zobaczymy.... raczej USŁYSZYMY syreni śpiew tam, gdzie by nam on do głowy nie przyszedł.
I tak oto można by stwierdzić, że jestem zadowolona... ale. Właśnie, jest "ale". Może nie jest to gwóźdź, którym zamkniemy wieko trumny SYRENIEGO ŚPIEWU, lecz uważam (UWAGA UWAŻAM), że mogło być lepiej. A w czym? A np. w doborze postaci dramatu. Już tłumaczę.


HAYES ma chyba obsesję na punkcie Muska i ja rozumiem zamysł i chęć pokazania jego niedowartościowanego ego, które pragnie dowartościować poprzez kupowanie sobie "rzeczy" - a raczej UWAGI właśnie... ale no bez przesady. I to toporne porównanie Muska z Zełenskim. Ewidentnie widać zauroczenie autora jedną postacią i wyraźną antypatię do drugiej. Cóż... za dużo UWAGI przywiązał autor do własnych EMOCJI i UCZUĆ. Jest to oczywiście tylko moja opinia... Ach! I jeszcze jedno. Znów (znów, bo to kolejna książka, w której mam do czynienia z tym odniesieniem) pojawia się autorytet Marksa... no naprawdę nie. Ja wiem, że gość stworzył tę swoją "myśl", ale no wiemy do czego to doprowadziło. Ja bym go na sztandary nie brała. Możliwe, że już jestem przewrażliwiona, ale trudno.


Na koniec jednak zaznaczam, że jest to książka wciągająca, z której można wiele dla siebie wyciągnąć. Mi się naprawdę podobała (pomimo tego utyskiwania). HAYES zwraca UWAGĘ na UWAGĘ i stara się pokazać, jak ważne jest, by skupić ją na rzeczach ważnych, by się nie dać rozpraszać i oszukać przez "tanie, błyszczące bilbordy sprzedające nędzę".

UWAGA dla UWAGI
Wydawnictwo Zysk i S-ka
egzemplarz recenzencki

   π

środa, 30 września 2026

#recenzjePi "Mój przyjaciel KIM DZONG UN" Keum Suk Gendry-Kim


Keum Suk Gendry-Kim jest wyjątkową autorką powieści graficznych. Jej prace są reporterskie i mają wiele wspólnego ze świetnym, wnikliwym dziennikarstwem. Miałam wielką przyjemność poznać jej PIESKIE SZCZĘŚCIE (cudowna, wzruszająca opowieść), oraz rewelacyjne, autobiograficzne CZEKANIE. Teraz przyszedł czas na kolejną pozycję tej artystki - MÓJ PRZYJACIEL KIM DZONG UN i jest to szalenie mocna rzecz.


Pierwszym powodem, dla którego warto sięgnąć po tę pozycję, jest jej walor edukacyjny. Z tej powieści graficznej/komiksu dowiadujemy się wiele o historii Korei Północnej - Korei Południowej, o znaczeniu międzynarodowym obu państw i o międzyludzkich stosunkach, o realnych dramatach i o - co oczywiste po tytule - dużo o DYKTATURZE i tej mocno wyróżniającej się RODZINIE KIMÓW.



Autorka odkrywa przed nami historie zaskakujące, opinie rzadkie i prezentuje najwyższy poziom dokładności w zbieraniu materiałów. Sprawnie, pięknie łączy wątki tworząc nie tylko mocną warstwę informacyjną, ale także emocjonalną. I własnie to jest kolejny powód, dla którego po MOJEGO PRZYJACIELA... warto sięgnąć. Warto - bo to opowieść, która wpada w serce, jest wzruszająca a przedstawieni w niej bohaterowie - prawdziwe osoby - już zawsze będą miały COŚ do powiedzenia.


Komiksy Keum Suk Gendry-Kim, są także piękne technicznie i artystycznie. Ilustratorka używa oryginalnej palety kolorów, nie przesadza, stawia na minimalizm w barwie, ale to się świetnie sprawdza. Także kadry łączy mądrze, dzięki czemu przed oczami czytelnika wyświetla się dobrze zmontowany "film".


Zdecydowanie jest to pozycja wartościowa. Dla mnie była w wielu momentach zaskakująca i przerażająca jednocześnie. Jest w niej jednak wiele ciepła i "dobrego człowieczeństwa". To też obraz wojny i tego, co konflikt potrafi zrobić z ludzkim życiem. Bardzo polecam, nietuzinkowa, inteligentna, z nutą najlepszego dziennikarstwa, reporterski warsztat połączony z artystycznym uniesieniem.

KIM jest KIM?
Wydawnictwo Kultura Gniewu
egzemplarz recenzencki

   π

sobota, 26 września 2026

#recenzjePi "SPOWIEDŹ TRADERA" Gary Stevenson

Kim jest TRADER? Cóż... dla mnie, to spekulant finansowy, ale oficjalnie jest osobą, która kupuje i sprzedaje celem osiągnięcia zysku. W grę wchodzą aktywa, analiza rynku i zarządzanie ryzykiem. Taka osoba w banku służy do... naciągnięcia Cię na grubą kasę... czyli wpuszcza w kanał - choć w teorii nie ma z klientem kontaktu, jednak dla mnie to bez znaczenia - banki mają pieniądze> Jakie?!!! Czyje?!!!. Oczywiście dobrze zarabia, jednak z książki Garyego Stevensona jasno wynika, że jest to gra niebezpieczna nie tylko dla potencjalnego "klienta - ofiary", ale także dla "myśliwego".

Mam koszmarnie złe zdanie o bankach, dla mnie to piękne oszustwo. Wszyscy jesteśmy konsekwentnie ogrywani przez banki, które to realnie nami rządzą. Stevenson zdobył się na odwagę i napisał autobiograficzną książkę o tym, co wie, co przeżył i o tym, że jest się czego bać. Śmiało można nazwać tę pozycję horrorem - i tutaj potwory są o wiele straszniejsze od tych, w poczciwych "kobietach w czerni", "nawiedzonych domach", czy innych "draculach".


To, co mnie absolutnie zaskoczyło, to styl w jakim książka została napisana. Niezwykle lekki i wciągający i co ważne - literacko... naprawdę ładnie. SPOWIEDŹ TRADERA, to dobry kawał słów i masa mocnych zdań. Jest to książka silnie ucząca a, że uczy przez strach, to uczy skutecznie - nie da się z głowy wyrzucić tego lęku przez złodziejem i mobberem.


Bardzo polecam, bo otwiera oczy. Gary odważył się na szczerość i może nie jest to szczerość bezinteresowna, ale można z niej prawdziwie skorzystać. Ważna lekcja dla współczesnych i po lekturze jeszcze mocniej chcę zamieszkać w środku lasu, bez zasięgu, bez internetu - z dala od potworów.

potwory są wśród nas
Wydawnictwo Zysk i S-ka
egzemplarz recenzencki

   π

piątek, 25 września 2026

#recenzjePi "SPORTY W DECHĘ" Bartosz Ratajczyk

W moje ręce trafiła bardzo ciekawa książka dla dzieci... tzn. myślałam, że jest to książka "dla dzieci", ale po zapoznaniu się z nią stwierdzam, że jest to książka, która będzie idealna dla dzieci, dla młodzieży i dla dorosłych. Dlaczego? Już tłumaczę. 

SPORTY W DECHĘ Bartosza Ratajczyka, to ślicznie wydana pozycja, barwna, z mnóstwem ilustracji - ilustracje wprost wylewają się z każdej strony! I każda dotyczy - oczywiście - sportów z deską w roli głównej. Pomysł świetny, wykonanie również solidne i żywiołowe... jak na sport przystało. 

Pierwszym i chyba najważniejszym argumentem za "nieokreśloną grupą wiekową" - czyli za tym, że każdy coś z tej książki dla siebie może wziąć niezależnie od wieku - jest fakt, że nie mamy tu fabuły, czy konkretnych bohaterów, tylko moc informacji. Myślę, że śmiało można tę pozycję zakwalifikować do edukacyjnych... ale i nawet trochę popularnonaukowych (trochę, gdyż nie jest to pogłębiona analiza SPORTÓW W DECHĘ, tylko raczej skupisko najważniejszych cech omawianych aktywności, ale i technicznych aspektów łączących się z tymi sportami). 

Zadziwiła mnie ilość ciekawostek, informacji o SPORTACH z DESKĄ na tapecie. Bartosz Ratajczyk przedstawia czytelnikowi znaczenie konkretnych słów, pokazuje trochę historii i techniki np. jak powstają deski? Mamy nieco fizyki, szczyptę biologii i dużo przyrody... bo szumiące liście dają znaki, wiatr boczny bywa istotny a falę trzeba umieć złapać. 

Jeśli chcecie wiedzieć KIM JEST SHAPER?, Cóż to jest ZRYWKA? I chcesz poznać BHP SPORTÓW W DECHĘ - to to jest książka dla Ciebie. Może zainspirować, zachęcić do działania, odkryć talenty np. artystyczne i rozwinąć wiedzę, która może wydaje się popularna, ale okazuje się, że jest elitarna. 

Ilustracje Bartosza Ratajczyka są specyficzne i mają swój oryginalny styl. W tej kresce i kolorach widać energię i taki pozytywny flow, który rewelacyjnie pasuje np. do SURFINGU. Autor/artysta wcześniej już stworzył podobne publikacje, czyli O ROWERACH i KOLEJ NA POCIĄGI. Jak zauważyłam, są to pozycje, które tworzą ciekawą serię i są spójne. Nie poznałam tych tytułów, ale myślę, że na podstawie SPORTÓW W DECHĘ mogę spokojnie stwierdzić, że gdy ktoś lubi rowery, pociągi lub deski, to ucieszy się z takiego prezentu. 


na dechę a będzie w dechę

Wydawnictwo EZOP 

egzemplarz recenzencki 

   π

środa, 23 września 2026

#recenzjePi "Baśń o Bajarzu" Grzegorz Janusz (scenariusz), Ernesto Gonzales (rysunki)

BAŚŃ O BAJARZU - czy można sobie wyśnić lepszą opowieść... lepszą opowieść od opowieści o opowiadaczu? Przyznaję, że dla mnie, to szczyt szczytów. Mój ulubiony, ukochany temat! To tak, jak świetne biografie o pisarzach, rysownikach... tylko, że w formie BAŚNI!!! Czyi magia wszędzie i na serio. Przepiękna koncepcja - bardzo dobrze zrealizowana. 


Ludzie, to gatunek, który baja i baja i baja i baja. Przychodzimy po pracy do domu i bajamy o tym, jak nam minął dzień, kto był czarnym charakterem, a kto dobrą wróżką chrzestną. Kochamy opowiadać historie i własnie na tej miłości zbudowali swój komiks Grzegorz Janusz i Ernesto Gonzales. 


Grzegorz Janusz postawił u starszych czytelników na sentyment, wspomnienia z dzieciństwa typu "Za siedmioma wydmami..." zaś młodszy czytelnik może podglądać proces tworzenia opowieści, co zdecydowanie może ubogacić jego wyobraźnię. 


Bardzo podoba mi się prosta konstrukcja, to rodzenie się baśni w głowie Bajarza i ogromnie podoba się sam Bajarz - bohater potrafiący odgadnąć bolączki i znaleźć lekarstwo. Cała ceremonia tworzenia baśni, która choć nie jest tu specjalnie pogłębiona, to odsłania schemat wyłaniającego się z mroku umysłu smoka, księżniczki, zmarzniętych ptaszków szukających ciepła i będących lekcją dla świata. Super! 


Urocze, pełne wdzięku są też ilustracje Ernesto Gonzalesa. Barwy, fantastyczne krajobrazy, postaci z miłą mimiką. Komiks jest niezwykle spójny i konsekwentny, a co ważniejsze, może pomóc dostrzec w opowieści lek na zło świata, na zagubienie i samotność. Jest w tym coś romantycznego, coś pięknego i czystego... jak myśl, której dano skrzydła, by poleciała do potrzebującej wsparcia duszy. 

jak rodzi się nowy, fantastyczny świat 

Wydawnictwo Kultura Gniewu 

egzemplarz recenzencki 

  π

wtorek, 22 września 2026

#recenzjePi "MORDERCĄ NIE JEST ALICE" Iris Starling

Heh frajda jest! MORDERCĄ NIE JEST ALICE, to bardzo ciekawa gra, która wciąga i jest świetną, w sumie bazującą na bardzo prostych schematach, intelektualną łamigłówką. Ta książka dosłownie ZABIJA CZAS! I to akurat dobrze... bo w takich grach o to chodzi.



Skreślanie podejrzanego za podejrzanym, zgodnie ze wskazówkami - trochę działa jak kolorowanka tylko, że wymaga jedynie długopisu. Można by pomyśleć, że łatwo się nudzi, ale właśnie nie - ta konsekwencja w zauważaniu poszczególnych sygnałów, wydobywanie imion... fajne i słowo "fajnie" idealnie oddaje tę zabawę w detektywa.




46 600 podejrzanych, to sporo. 18 wskazówek, to 18 analiz, a 1 morderca czeka, na którejś ze stron. MORDERCĄ NIE JEST ALICE - gra wciągająca, zagadka angażująca, pomysł zakręcony, choć prosty. Iris Starling... autorka... spisała się z tą swoją siostrą. Wiele więcej nie da się o tej publikacji napisać - dla mnie to fajna zabawa i dobry zabijacz czasu... jest w tym też jakiś stopień medytacji (trochę jak liczenie do dziesięciu, by się uspokoić).

kto zabił - ktoś zabił
Wydawnictwo Zysk i S-ka
egzemplarz recenzencki

  π

poniedziałek, 21 września 2026

#recenzjePi "My, kruche kawałki mięsa" Colwill Brown

Seria z Żurawiem zawsze czymś zaskoczy - pozytywnie i oryginalnie. MY, KRUCHE KAWAŁKI MIĘSA Colwill Brown, to opowieść o dojrzewaniu i o przyjaźni, o dziewczyńskim kumpelstwie, które okazuje się nieustanną lekcją życia. Rach, Kel i Shaz, każda inna, ale razem tworzą zgrany zespół - jednak jak to w życiu bywa, ten zespół zostaje wystawiony na szereg prób, z których każda wyjdzie z ranami, ale i z prawdą o sobie.

Uważam, że to interesujące spojrzenie na dorastanie. Jest w tej opowieści chłód, którego normalnie bym się nie spodziewała po historii o trzech przyjaciółkach przezywających przygody. Lecz gdy tą przygodą jest prawdziwe życie... cóż... chłód staje się zrozumiały a wręcz konieczny. Pisarka sprytnie łączy wątki, buduje dramaty i szuka rozwiązań - bo tych rozwiązań szukają jej bohaterki.


MY, KRUCHE KAWAŁKI MIĘSA, to opowieść o błędnych decyzjach, które rzutują na przyszłość w brutalny sposób. To rzecz o złamanych nadziejach i o szaleństwie młodości, która nie myśli o konsekwencjach. Lecz jest to także historia w swym chłodzie lekko przykryta ciepłym płaszczem siostrzanych emocji. Trudno ocenić tę książkę, bo dojrzewanie jest trudne - trudne i dla każdego inne.


Doceniam tłumaczenie Kai Gucio, bo - chociaż nie czytałam oryginału - śmiało mogę stwierdzić, że styl Brown wydaje się oddany w pełni, gdyż jest nie do podrobienia. Myślę, że Gucio wyczuła język autorki i świetnie przekazała go polskiemu czytelnikowi. Warto podkreślić również wygląd Serii z Żurawiem, która to seria wizualnie nigdy nie zawiodła. Okładki projektu Klary Szymczyk budują spójność serii i ukazują jej metaforyczny charakter. Cóż - warto, bo to coś innego, ale nie jest to literatura łatwa i choć ją doceniam, to czasem męczył mnie ten prawdziwy chłód - to "mięso"... lecz zakładam, że o to mogło chodzić.

czas dorosnąć
Seria z Żurawiem
bo.wiem
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
egzemplarz recenzencki

  π