Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 30 sierpnia 2026

#recenzjePi "ZAGADKOWE GŁOSY Z OTCHŁANI" Roger Pater

ZAGADKOWE GŁOSY Z OTCHŁANI Rogera Patera, a właściwie Gilberta Hudlestona - benedyktyna, który pisał pod pseudonimem i nosił zakonne imię Roger - to opowieści "z życia wzięta". Dlaczego? Ponieważ wieść głosi, że nasz zakonnik ów historie spisał na podstawie własnych doświadczeń. A to gratka! Duchy, głosy, nawiedzenia... działo się, zdecydowanie DZIAŁO SIĘ dużo w życiu tego benedyktyna.

Ja Zysk i S-ka cenię za wiele rzecz i jedną z nich są właśnie wznowienia zapomnianych opowiadań o duchach. Wydawnictwo dostarcza swoim czytelnikom co roku świeżych "starych" duchów. Przepadam za tymi tekstami, ponieważ jest w nich przeszłość, jest zupełnie inne spojrzenie na grozę i choć może nie straszą bardzo - to dostarczają świetnej rozrywki połączonej z poznawaniem dziel dawno "umarłych" dla współczesności. Rewelacja!


Ponadto wydawnictwo dba o każdy szczegół i sprawia, że książki wyglądają obłędnie... ZAGADKOWE GŁOSY Z OTCHŁANI, to przykład świetnie zaprojektowanej okładki, z nawiedzoną ilustracją i eleganckim grzbietem. Jestem fanką!


W książce odnajdziemy piętnaście opowieści zakonnika, który albo był świetnym bajarzem, albo miał bardzo nawiedzony tryb życia... albo jedno i drugie. Podoba mi się narracja, która przyjęła formę relacji z konkretnego wydarzenia. dzięki takiej koncepcji czujemy się niemal jak uczestnicy jakiejś klimatycznej rozmowy przy kominku.


Prywatnie czekam na kolejne perełki od Zysk i S-ka i mam nadzieję, że Wydawca nie porzuci tej serii o duchach i upiorach. Nie znałam, nie słyszałam o Rogerze Paterze i penie bym nigdy o nim nie usłyszała, gdyby własnie nie Zysk i S-ka... a naprawdę warto poznawać takie ZAGADKOWE GŁOSY Z OTCHŁANI.

słyszałem duchy, widziałem zjawy
Wydawnictwo Zysk i S-ka
egzemplarz recenzencki

  π

środa, 26 sierpnia 2026

#recenzjePi "KSIĘŻYC NAD SOHO" Ben Aaronovitch

KSIĘŻYC NAD SOHO, to drugi tom serii Bena Aaronovitch'a RZEKI LONDYNU, która to seria opowiada o losach funkcjonariusza londyńskiej policji Petera Grant'a. Nie są to jednak losy zwyczajne, ponieważ w grę wchodzą duchy, potwory, legendarne upiory i in. fantastyczne postacie. Są także zbrodnie - a raczej przede wszystkim zbrodnie, zagadki i próba dojścia do prawdy... a tu prawda bywa magiczna.

Pierwszy tom RZEKI LONDYNU uznałam za genialny - a przynajmniej był genialny do połowy, potem był po prostu świetny. Długo czekałam zanim sięgnęłam po KSIĘŻYC NAD SOHO a powodem były właśnie te moje duże oczekiwania, jednak gdy otrzymałam tom trzeci SZEPTY POD ZIEMIĄ uznałam, że to ten czas i trach! Poszło jak z bicza trzasnął.


Bardzo dobra fabuła, przemyślana tajemnica i świetny świat urban fantasy. Lecz to, co mnie od pierwszego tomu całkowicie kupiło i trwa nadal i niech trwa do tomu ostatniego, to humor. Poczucie humoru Aaronovitch'a jest obłędne! Angielskie, momentami dickensowskie... zresztą pisarz ma dickensowski styl, tylko przekuł go w magię i współczesną sukienkę. Świetna literatura, słowo, zdania - dobrane z polotem i lekkością. Niesamowicie smaczna seria.


KSIĘŻYC NAD SOHO, to tom pełen jazzu i prywaty głównego bohatera i to jest bardzo na plus. Głębiej wchodzimy nie tylko w świat przedstawiony, w to całe szalone, dzikie uniwersum Londynu, ale także w postać Pitera Granta. Rewelacyjnie poznaje się jego zmagania z magią wszelaką... zwłaszcza tą umuzykalnioną... że się tak wyrażę.


Klimat, bohaterowie, styl, humor, magia, miasto pełne tajemnic - wszystko wykręcone do maksimum. Autor nie idzie na skróty i widać, że kocha świat, który stworzył. Warto też zwrócić uwagę na wydanie - tradycyjne, takie londyńskie, spójne... Idę po tom trzeci! Idźcie i Wy!

słyszę jazz... w głowie jazz...
RZEKI LONDYNU
Peter Grant
tom 2
Wydawnictwo Zysk i S-ka
egzemplarz recenzencki

  π

poniedziałek, 24 sierpnia 2026

#recenzjePi "WICHROWE WZGÓRZA" Emily Brontë

WICHROWE WZGÓRZA Emily Brontë... zna chyba każdy a przynajmniej każdy słyszał o historii Catherine i Heathcliffa i ich wyniszczającej miłości - pytanie, czy to była miłość? Znamy tę opowieść z rewelacyjnej ekranizacji z Juliette Binoche i Rlaphem Fiennes'em z 1992 roku, lub z absolutnie fatalnej ekranizacji z Margot Robbie i Jacobem Elordi z 2026 roku. Jednak to książka jest numerem jeden, to Emily Brontë stworzyła cały ten chaos uczuć i przeszła do historii literatury w iście mistrzowskim stylu.


Wychodzę z założenia, że klasyki nigdy za dużo. Zwłaszcza takiej klasyki! Czyta się ją świetnie, lekko a jednocześnie czuć, że to słowo piękne, wypracowane, uważne, bez przypadkowej paplaniny (co współcześnie zdarzać się lubi). Tłumaczenie Jerzego Łozińskiego tradycyjnie - znakomite.


I wydanie! Przepadłam, zakochałam się w tej okładce, w tym burzliwym, niepokojącym obrazie, w tej kobiecie, która zmierza wprost w paszczę ciemnego nieba. Twarda oprawa, klasyczny grzbiet, ponownie Zysk i S-ka serwuje najlepszą literaturę w najlepszym wydaniu. Bardzo cenię te ziemiste kolory, które w pokrętny sposób łączą niepokój ze spokojem - zadziwiające...



Emily Brontë była wyjątkowa, była pisarką z krwi i kości, nie pudrowaną, nie sztucznie wypromowaną, bez marketingu - czyste pióro i talent. Dzisiaj piszą wszyscy - a jak piszą wszyscy, to jakość... na ryj. Niestety... Dlatego sięganie po klasykę jest tak ważne, bo ważne jest - mieć porównanie. Ważne jest - zetknięcie ze słowem przemyślanym, płynącym z pasji do białej kartki, którą można zapisać mieniącym się atramentem, kładąc treść stałą - nie sezonową.


Co do samej historii... WICHROWE WZGÓRZA opowiadają o toksycznym uczuciu. Jak wiemy, miłość jest dbaniem o dobro tego/tych, których kochamy. Czy tutaj taka miłość występuje? Nie. Lecz dzięki temu WICHROWE WZGÓRZA są jeszcze ciekawsze i tworzą tematy do dyskusji, do przemyśleń. Można tę opowieść uwielbiać, można ją nienawidzić, ale oddać jej trzeba wielkość i ponadczasowość. Warto!

czy w tych wichrach grzmi miłość? czy tyko pożądanie?
Wydawnictwo Zysk i S-ka
egzemplarz recenzencki

  π

sobota, 22 sierpnia 2026

#recenzjePi "DEPARTAMENT PRAWDY tom 06 SZTANDAR WYPROWADZIĆ" Tynion, Simmonds, Cadonici, Bidikar

DEPARTAMENT PRAWDY tom 06: SZTANDAR WYPROWADZIĆ, czyli kolejna odsłona psychodelicznej podróży w głąb umysłów tak pokręconych, że prawda i kłamstwo zaczynają niebezpieczną grę, w której trudno połapać się, kto jest kim. Mroczny, straszny, niepokojący, wykorzystujący fakty i mieszający je z mitami cykl komiksów - zrobiony z dbałością o każdy detal.


Czym jest DEPARTAMENT PRAWDY? Przede wszystkim świetną fabułą. Literacko stoi na wysokim poziomie, a każde słowo zdaje się wprowadzać nowy wątek, nowe światło... lub cień na opowieść, bohaterów, potwory... Fabuła jest dlatego tak mocna, bo bazuje na PRAWDZIE, na wydarzeniach, które miały miejsce i zaczyna je interpretować, teoretycznie po swojemu, ale w praktyce każde "tłumaczenie" jest metaforą, która ma moc zbliżania czytelnika do samodzielnych wniosków. Świetna sprawa!




TOM 06 zdecydowanie jest MOCNY. Mroczny od początku do samego końca - a koniec zapowiada totalną demolkę. Tutaj senne mary łączą się z krwawą rzeczywistością, a historia pędzi w kierunku, którego czytelnik się nie spodziewa...




Oczywiście poza fabułą dostajemy mistrzowskie ilustracje. Kreski oddają charakter postaci i atmosferę osaczenia. Jest też klimat miejsc, ciasnych, dusznych, osaczających. Kolory dziczeją w oczach, idealnie wirują w rytm halucynogennej muzyki, która pojawia się w umyśle samoistnie, natrętna, z frazami w stylu "Nie myśl o Hatmanie..." Trochę jak w LŚNIENU Kinga. Polecam!

kolejna jazda bez trzymanki
DEPARTAMENT PRAWDY
tom 06
nonstopcomics
egzemplarz recenzencki

  π

piątek, 21 sierpnia 2026

#recenzjePi "LISTONOSZ" David Brin

Mocne otwarcie - angażujący bohater. LISTONOSZ, to książka, która chyba zawsze będzie aktualna. Przypomina mi trochę DROGĘ Cormaca McCarthyego... ale tylko trochę. Wiadomo - świat po katastrofie, zrujnowany, dziki, niebezpieczny, beznadziei na światło...

Światło jednak pojawia się i jest nim gość, który nieomal zginął na pierwszych stronach historii. Facet ledwie idzie, ale idzie i coś znajduje. Powołanie? Misję? Przewrotne jest życie... gdy przypiera nas do ściany, dusi i nagle puszcza - z nowym zadaniem do wykonania.


David Brin odznacza się znakomitym piórem. Od pierwszych zdań byłam oczarowana. Ot taka pierwsza linijka pierwszego rozdziału: "Wśród pyłu i krwi - gdy nozdrza wypełnia ostra woń strachu - człowieka często nawiedzają dziwne skojarzenia." Cóż... jak dla mnie rewelacja! I taka jest cała opowieść. Nieco poetycka, metaforyczna i filozoficzna - ale to właśnie w niej jest najlepsze. To te rozmyślania, to szukanie sensu w rzeczywistość pozbawionej sensu - ma sens. Nagle, podczas lektury, zdajemy sobie sprawę z kruchości tego, co posiadamy. Więcej! Zdajemy sobie sprawę, że samo "posiadanie" jest iluzją, w której żyjemy tylko po to, by karmić duszę strzępami bezpieczeństwa.


Ten LISTONOSZ z przypadku, ten wędrowiec, on zmusza nas do komunikowania się, do - choć prowizorycznej, zlepionej z niedoskonałości - sieci współpracy. Jest to gorzka opowieść, ale w tej goryczy jest światło - o którym pisałam. Jest w tej beznadziei nadzieja... w człowieku.

idąc przez zgliszcza, patrz pod nogi
Wydawnictwo Zysk i S-ka
egzemplarz recenzencki

  π

poniedziałek, 17 sierpnia 2026

#recenzjePi "TANIEC ZE SMOKAMI po uczcie" George R.R. Martin

I co teraz mam począć? Gdy już mam pełen obraz, wszystkie te piękne wydania od Zysk i S-ka, gdy już PIEŚŃ LODU I OGNIA stała się moją własnością... jest na półce... cała... Cała??? No właśnie! Cała?! Czy my się doczekamy CAŁEJ PIEŚNI LODU I OGNIA z godnym zakończeniem? Hmmmm nie wiem, ale wiem, że i tak było WARTO!




Może George R.R. Martin nie jest moim numerem jeden, jeśli w grę wchodzi fantastyka, ale jest - zdecydowanie - na wysokim miejscu. To bezwzględnie mistrz opowieści i mistrz nagiej prawdy o człowieku. TANIEC ZE SMOKAMI: PO UCZCIE wprawdzie nie rozwiązuje nam historii, ale podobnie jak poprzednie tomy wprowadza tematy celnie pokazujące wady ludzkości. Robi to o tyle sprytnie, że z jednej strony człowiek czyta baśń, a z drugiej niemal naukowe spojrzenie na nasz gatunek.



Oczywiście czuje się niedosyt, ponieważ czekanie na koniec podróży trwa już trochę... za długo. Styl autorka, jego niedomknięte wątki, metafory i rozwinięte, pogłębione postacie... cóż, to wszystko sprawia, że smutno dokłada się tę książkę na półkę - ponieważ odkłada się ją trochę... bez nadziei. A przecież dobrze wiemy, jak czytelnik przywiązuje się do świata przedstawionego i jak mu tego świata może być brak.



Lecz skupmy się na skarbach - dostępnych, czyli PIEŚNI LODU I OGNIA, którą to PIEŚŃ odświeżyło nam w absolutnie zachwycającym wydaniu ZYSK i S-KA. Spójrzcie na te okładki, na te szalone obrazy, wypływające z talentu Macieja Łaszkiewicza. Kolory, temperatura, spójność całej serii - fenomenalna! Ja jestem pod wielkim wrażeniem. Wydawnictwo po raz kolejny udowodniło, że zależy im na każdym aspekcie procesu "rodzenia książki".



Nie ma co się więcej rozpisywać, tę serię każdy szanujący się fan fantastyki znać powinien - można tylko jeszcze raz podkreślić, że warto mieć te książki właśnie w tym wydaniu. Ja mam ogromną radochę już z samego patrzenia na dumnie prężące swą książkową pierś grzbiety PIEŚNI LODU I OGNIA od Zysk i S-ka!

skarb fantastyki w najlepszym wydaniu
PIEŚŃ LODU I OGNIA
Taniec ze smokami
tom
Wydawnictwo Zysk i S-ka
egzemplarz recenzencki

  π

czwartek, 13 sierpnia 2026

#recenzjePi "LISTY Z AMERYKI" Rudyard Kipling

LISTY Z AMERYKI Rudyarda Kiplinga, to brawurowa podróż przez Stany Zjednoczone. Mamy tu do czynienia z LISTAMI, które tak naprawdę są mocnym, intuicyjnym, celującym w emocje reportażem - bardzo skutecznym i w swej szczerości uroczym. W momencie poczułam sympatię do Kiplinga, do jego uszczypliwości, które pięknie puentują rzeczywistość.

Rudyard Kipling, autor wspaniałej KSIĘGI DŻUNGLI, to oczywiście styl - ponadczasowy, piękny, niezwykle oryginalny w swej literackiej szacie. Czyta się tę niepozorną książkę pasjonująco a bohaterowie, osoby, które spotyka na swojej drodze autor, pokazani są w pełnych kolorach, z całą paletą swych nieprzeciętnych charakterów.


Mamy tu humor, którym pisarz zjednuje sobie czytelnika od pierwszej strony. Jest dowcip inteligentny, połączony z wiedzą o odwiedzanych miejscach. Wiedza ta jest nietypowa, ponieważ nie jest książkowa tylko doświadczalna. Przyglądamy się przygodom, których nawet najznakomitszy umysł by nie ujął, nie wymyślił w tak naturalnej formie, w ciągu przyczynowo skutkowym - który stworzyć może tylko... samo życie.


Cały urok i wartość tej pozycji polegają na jej naturalności i szczerości. Gdy do tego dodamy jeszcze piękno stylu (choć jest to styl odznaczający się czasem minionym - to dla mnie akurat też na plus) tworzy się nam relacja bezcenna i oryginalna.


Perypetie Kiplinga w Ameryce, są mi bliskie, bo sama zjeździłam Stany Zjednoczone i w wielu z opisywanych miejsc byłam. Z pewną przykrością i swoistą nostalgią, rozmarzeniem zauważam, że nie ma już tamtej Ameryki, nie ma tych kolorów. Teraz dominuje pośpiech a ludzie są jakby nieco bardziej wyrachowani... Jednak Ameryka, to barwne płótno i nawet dzisiaj warto zaglądnąć za zakurzony róg miasta, za drzwi sennych miasteczek i opuszczonych kopalń, odwiedzić Parki Narodowe, by zrozumieć, że choć wszystko płynie, to niektóre rzeczy zawsze pozostaną lepsze i trwalsze - jak przyroda, gościnność, uśmiech...


Na koniec wspomnę o tym, co mnie wyjątkowo rozbawiło i niech to będzie zachętą, by po LISTY Z AMERYKI sięgnąć. A co mnie tak rozbawiło? Opinia Kiplinga o amerykańskim dziennikarstwie. Z ręką na sercu - to są konkluzje bezcenne! Nic więcej nie zdradzę...

podróżą życie jest
Oficyna Wydawnicza Kontynenty
egzemplarz recenzencki

  π