SEN O SZEPCZĄCYM LESIE skusił mnie tytułem, okładką i słowiańskimi marami, duchami, stworami. Lubię takie klimaty i liczyłam na coś dobrego. Jak wyszło? Pół na pół. Mam dużo pochwał, ale mam też sporo zastrzeżeń... Dagmara Zielant-Woś napisała historię, które potrafi wciągnąć, lecz mogło być z pewnymi literackimi zabiegami - lepiej.
Zacznijmy od plusów, bo jest ich trochę. Pierwsze co mi się bardzo podoba, to lekkość opowieści. To nie jest książka, która zmusza do wysiłku - to książka, która ma dać przyjemność i rozrywkę. Warto to wiedzieć, by nie oczekiwać ambitnych, skomplikowanych treści, ponieważ takie oczekiwania mogą być w konsekwencji bardzo niesprawiedliwie w końcowej ocenie dzieła.
Po drugie słowiański klimat. Pisarka zdecydowanie kocha to, o czym pisze. Właśnie tę miłość cenię sobie w tej pozycji najbardziej. Czuję zaangażowanie pisarki, jej oddanie tematowi i zanurzenie w bogactwie słowiańskiej mitologii. Postanowiła stworzyć bohaterów, którzy mają "normalne", życiowe problemy i wrzucić ich w magiczny świat. Uważam, że to dobra droga, dzięki której czytelnik ma szansę szybko utożsamić się z postaciami.
Po trzecie LAS. Myślę, że LAS jest tu największym plusem, skrywa tajemnice i nie daje prostych odpowiedzi. Autorka także tchnie las w budynki, co jest oryginalne - leśna magia wkracza za progi i to jest chyba najmocniejszy element opowieści o Dragomirze...
I własnie. Sama Dragomira jest bohaterką sympatyczną, ale za dużo się dzieje i za szybko się dzieje. Dragomira na pierwszych stronach książki jest budowana jako osoba raczej mająca problem z podejmowaniem decyzji - i to jest wiarygodna wersja tej postaci. Szybko, zdecydowanie za szybko zaczyna decydować o swojej przyszłości - i to pod wpływem emocji, co raczej do niej nie pasuje. Albo inny powinien być początek, albo dłuższa droga do Orańców.
Wydarzenia i to te magiczne, dzieją się ot tak. Są wyciągane jak królik z kapelusza i to niestety nieco psuje efekt i traci wiarygodność. Ta natychmiastowość i to przesycenie nadnaturalnymi wydarzeniami wytrąca czytelnika z imersji i cały świat staje się... papierowy. Piszę to jednak z perspektywy osoby, która w głowie ma klasyków fantasy i nie może z tej głowy ich wyrzucić, a to może być nieco niesprawiedliwie dla autorki SNU O SZEPCZĄCYM LESIE.
Wiem, że SEN O SZEPCZĄCYM LESIE jest rozrywką, a nie literaturą klasyczną. To pozycja lekka i mająca dawać przyjemność - i te funkcje spełnia wzorowo. Ja po prostu szukam czegoś innego... słowiańskie akcenty, światy i stwory zawsze u mnie będą konkurować z WIEDŹMINEM, a to psuje odbiór odmiennej literatury, takiej jak ta. A my tu mamy słowiański romans połączony z obrzędowością, kultami i depczącą po piętach klątwą... przeszłością.
To, co niestety mi także przeszkadzało, to imiona i dialogi. Ja rozumiem, że pisarka postawiła na imiona słowiańskie, starodawne, jak imię głównej bohaterki Dragomiry, ale bym się nie rozpędzała na aż taką skalę. Dragomira, jak ojciec Krzesimir, Radomir, Nawojka, Pankracy, Hiacynta, Lila, Mieszko, Konstancja, Bruno, Gerhard... ufff za dużo dziwnych, a przez to - ponownie - miejsce i przeszłość traci wiarygodność. Rozumiem zabieg, ale po prostu myślę, że jedno, dwa, trzy takie imiona by w zupełności wystarczyły - bo tak to mamy szereg postaci o wymyślnych imionach, ale poza imieniem nie ma większej głębi. Z dialogami niestety też jest mocno prosto - zbyt prosto i niestety każdy mówi tak samo, z tą samą "słodyczą".
Jednak SEN O SZEPCZĄCYM LESIE, to książka miła. Przyjemnie się ją czyta, jest idealna na jesienne wieczory, do herbaty z cytryną i miodem, pod kocyk. To urocza opowieść, bogata w słowiańskie wierzenia - może trochę nawet zbyt nimi przesycona, ale MIŁA, PRZYTULNA, KOJĄCA. Zdecydowanie czytało mi się tę pozycję dobrze, tak niezobowiązująco - doskonała, jako "przerwa w codzienności", taka odskocznia. Myślę, że ma dużo z książek Katarzyny Bereniki Miszczuk (jak na złość, fanką nie jestem) i myślę, że SEN O SZEPCZĄCYM LESIE jest pod wieloma względami lepszy od pozycji, które wyszły spod pióra Miszczuk. Dlaczego? Bo nie ma w niej zadęcia, za to jest wyczuwalna pasja do pisania i miłość do opowieści. Dagmara Zielant-Woś z pewnością nas jeszcze zaskoczy, bo ma duży potencjał i świetne pomysły. Kibicuję i będę obserwować.
był las, nie było nas - będzie las, nie będzie nas
Wydawnictwo Zysk i S-ka
egzemplarz recenzencki
π










































