Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 23 listopada 2020

#recenzjePi "Podróże na drugi kraniec świata. Dalsze przygody młodego przyrodnika" David Attenborough


David Attenborough to postać legendarna, ikona podróżników i przyrodników. Poznałam go dzięki mojemu tacie, który za młodu uwielbiał oglądać filmy z jego udziałem. Książka, z którą dzisiaj do Was przychodzę, jest - jak to zauważyła Pani Krystyna Czubówna - LEKTURĄ OBOWIĄZKOWĄ! Zwłaszcza w dzisiejszych czasach.


Ten wyjątkowy człowiek zabiera nas w długą i obfitującą w niespodzianki podróż. Będziemy przyglądać się zalotom zwierząt i ludzi (choć w sumie to trochę to samo). Myślę, że własnie to jest najwspanialsze w tym tomie - to skupienie się SIR Davida nie tylko na świecie przyrody, ale i na świecie tubylców, ludzi żyjących od dawien dawna w Papui Nowej Gwinei, Australii - poznanie z bliska Aborygenów musiało być wielkim przeżyciem. Tyle ile krzywd biali zrobili tym prawowitym mieszkańcom Australii... cóż... WSTYD! Lecz ten WSTYD zdaje się regułą bez wniosków.



Zachwycił mnie sposób, w jaki podróżnik opisuje wszystko, co widzi. Jest w tym czułość i spostrzegawczość, a także szczerość, której czytelnik zawsze powinien oczekiwać. Ja naprawdę byłam wszędzie tam, razem z nim i jego operatorem. Ja naprawdę widziałam te rajskie ptaki, te tańce, obyczaje, tę dzikość, ten świat - świat, którego już nie ma. Zakochałam się w KAMELEONACH - tak wiem jak to dziwnie brzmi, ale dajcie im szansę, to i może wy poczujecie do nich miętę.
Najwyżej jednak cienię szacunek, który odnajduję na kartach tej książki. Szacunek do wszystkiego i wszystkich, tę pokorę w poznawaniu obcych miejsc, ten zachwyt, pierwotny i dlatego prawdziwy i oczywiście ciekawość - wielką ciekawość, która prowadzi do wiedzy, do poznania i w końcu do zrozumienia, a zrozumienie jest podstawą współistnienia.



Jakoś tak to się w moim życiu podziało, że czytałam wiele reportaży o Papui Nowej Gwinei i Australii (mniej czytałam o Madagaskarze, więc ta księga była dla mnie wyjątkowo miła). jak się nad tym zastanawiam, to nie wiem dlaczego. Wybierałam te książki spontanicznie, niemalże same wpadały mi w ręce i kazały się czytać. Cieszę się, bo podczas poznawania tej konkretnej pozycji dysponowałam już informacjami, które pozwoliły mi na porównanie i... ta książka była najlepszą, jaką miałam w łapkach. To taki strzał w dziesiątkę, tutaj nie możesz się pomylić, tutaj nie będzie zawodu - możesz brać z zamkniętymi oczami - choć polecam je jednak otworzyć i przyjrzeć się jej lepiej, bo nie tylko wnętrze zachwyca.
Wydanie jest cudowne! Czy wy widzicie tę okładkę?! Chciałabym siedzieć obok Davida - to by było coś - chociaż teraz byłabym już posunięta w latach więc może jednak zostanę przy własnym życiu... ale pomarzyć zawsze można. Mieć taki wehikuł czasu! To jest myśl!



Najsmutniejsze w tym jest to, że nie ma już tego świata, że on przeminął. Nie ma tej dzikości i naturalności, a wszystko sprowadziło się do suwenirów, turystycznych atrakcji.... a niestety turyści potrafią zasr** najpiękniejsze miejsca i zrobić z nich targowisko próżności.
OGROMNIE WAM POLECAM TĘ KSIĄŻKĘ! NIESAMOWICIE WARTOŚCIOWA, IKONICZNA, PIĘKNA.

dajcie się namówić na tę podróż sir Davidowi - kto by mu odmówił
9/10
tom II
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
π


niedziela, 22 listopada 2020

#recenzjePi "Gospodarz Giles z Ham. Kowal z Przylesia Wielkiego. Przygody Toma Bombadila" J.R.R. Tolkien


Pisarz moje życia TOLKIEN - właściwie na tym mogłabym zakończyć... Zawsze, gdy widzę jakieś wznowienie mistrza, moje serduszko się raduje. Wydawnictwo Zysk i S-ka w sprawianiu mi tej radości jest specem - jak WY cudownie wydajecie tego tytana pióra! Nie przestawiajcie! Proszę o więcej!


Omawiany tutaj zbiór, jest krótki, co jest dość nietypowe w przypadku tego autora. To nie są znane teksty, ale moi drodzy - to są teksty WYŚMIENITE i idealne na początek przygody z Tolkienem. Wspaniale się stało, że ta pozycja pojawiła się teraz, tuż przed Świętym Mikołajem i Bożym Narodzeniem - bo nie ma lepszej propozycji na prezent pod choinkę: dla dzieci (tak! te teksty spokojnie można kupić swoim pociechom), dla młodzieży (wiecznie aktualne), dla dorosłych (którzy kochają piękne opowieści) i dla starszych (bo to historie, które dają nadzieję).



"Gospodarz Giles z Ham" jest tekstem zabawnym, osadzonym w świecie, gdzie smoki i olbrzymi są chlebem powszednim. To właściwie jedyny utwór Tolkiena, który nie jest osadzony w znanym wszystkim uniwersum. warto poznać tę inną twarz mistrza, który puszcza oko do czytelnika i bawi się popularnymi, heroicznymi wzorami bohaterów i bohaterstwa.



"Kowal z Przylesia Wielkiego" zmienia klimat na nieco bardziej sentymentalny, nostalgiczny, tęskny. uwielbiam tę opowieść, która ma wiele ukrytych znaczeń. Na moją wyobraźnię działa chyba najbardziej ten niewidoczny, a obecny tuż za rogiem świat. Fakt, że jesteśmy, my - ludzie krótkowzroczni z jednej strony smuci, z drugiej wlewa w serce otuchę - bo przecież może kiedyś dotrzemy do tego niewidzialnego królestwa. Warto w to wierzyć!



I wreszcie "Przygody Toma Bombadila", czyli wiersze Tolkiena. Jestem zakochana w poezji mistrza. TO JEST PIĘKNE, więc jeśli lubicie obcować z pięknem - to koniecznie, koniecznie, KONIECZNIE kupcie sobie te książkę. Są tu wiersze zabawne, ale są też smutne, pełne przeogromnej tęsknoty za czymś, co nieosiągalne. Wszystkie te utwory dotykają strun głęboko ukrytych w naszych duszach. Dlaczego "głęboko ukrytych"? Ponieważ dzisiejszy świat nas znieczulił, kazał zapomnieć o wartościach, odrzucić w kąt głupią miłość - bo to przecież choroba psychiczna ... to co mamy robić, to PIENIĄDZE. Smutny świat - warto więc się zatrzymać.
Na koniec WYDANIE - cuuuuuuuuuuuuudowna okładka. Ilustrację namalował dla nas Jędrzej Chełmiński, którego już od jakiegoś czasu podziwiam. Czyż to nie piękna scena? Czyż nie magiczna? Zwiewnie nierealna? A może jednak możliwa? W lasach kryje się wiele tajemnic - dla nas śmiertelników niewidocznych - chyba, że sięgniemy po literaturę, która wprowadza nas tam, gdzie nogi nie potrafią.

arcydzieło
10/10
Wydawnictwo Zysk i S-ka
π


piątek, 20 listopada 2020

#recenzjePi "MAG" John Fowles


Co to była za książka! Jestem trochę odurzona poznaną treścią i nie wiem, co o niej myśleć. Z jednej strony mi się naprawdę podobała, z drugiej... cóż... trudno określić, co z drugiej strony do niej czuję. Nie jest to rozczarowanie, raczej obcość. Długo się z nią siłowałam (i "siłowanie" jest tu słowem idealnym, raz ona wygrywała, raz ja), bo też "MAG" jest książką potężną (701 str.).


Z czego wynikało to poczucie "obcości"? Chyba powodem był główny bohater, którego nie polubiłam. Jest on strasznym egoistom, bufonem, irytującym facecikiem, który myśli, że pozjadał wszystkie rozumy, a co gorsza, to on jest narratorem. Czasem było mi trudno czytać te jego mętne, wątpliwe monologi. OCH jaki on ma zepsuty, płaski, nudny umysł! A jednak książka jest pociągająca i to nie z powodu wspomnianego z tyłu na okładce EROTYZMU.
"MAG" uwodzi czającą się tajemnicom, jest w nim coś z baśniowości, ale w tym typowym, grimmowskim, krwawym stylu. "MAG" jest okrutny i właśnie to okrucieństwo może uwodzić, bo nie jest to okrucieństwo oczywiste, jak w horrorach typu "Teksańska masakra...", ale subtelne, podstępne, przewrotne, czyli najgorsze z możliwych - bo niewidoczne, a gdy je już dostrzeżesz... jest po tobie.



John Fowles stworzył dziwną powieść. Na początku poznajemy bohatera odpychającego, ale realnego, który wyrusza do Gracji by tam nauczać. Przyglądamy się jego stosunkowi do kobiet, jego beztrosce, widzimy, że "sumienie" jest mu wstrętne - nie posiada go, bo zamiast sumienia ma JA JA JA, czyli wielkie, przeogromne EGO. To wszystko jest jednak możliwie, tacy ludzie istnieją. Nicholas Urfe jest głupcem, a głupców niestety na świecie mamy sporo. Potem zmieniamy klimat, robi się tajemniczo, poznajemy odgrodzonego od ludzi bogacza i jego posiadłość. Nasz główny bohater wpada w jego sidła, choć przecież uważa się za sprytnego (HA! UWAŻA SIĘ! - cecha głupca). Conchis doskonale wie kogo przed sobą ma, widzi, że takim człowiekiem łatwo manipulować i robi to. Opowiada mu o sobie, o swojej przeszłości, lecz to wszystko brzmi jakoś sztucznie, jakoś "nie tak"... Urfe jednak daje się wciągnąć w tę pokręconą grę. I oczywiście nie mogę nie wspomnieć o KOBIETACH. Wielu kobietach, pięknych kobietach, które Nicholas najchętniej oglądałby nago - i właściwie mu się to nawet udaje.
Z tymi kobietami wiele się wiąże. To nie są "normalne" kobiety, bo autor pozbawił je emocji, a to zawsze jest nienaturalne. Urfe krąży od jednej do drugiej, gubi się w tym labiryncie ciał. Myśli, że jest Casanovą, ale czy aby na pewno tak jest? Czytelnik zostaje wplątany w tę hipnotyzującą grę, ociera się o rzeczy niewidzialne, jednocześnie obcując z najprostszymi ludzkimi odruchami - pożądanie, fascynacja, nagość, gorszące flirty, które służą wyłącznie cielesnym podnietom i nie niosą ze sobą żadnej głębi - nie ma tu miłości, choć "MAG" (zdaje się) ostatecznie jest rozpaczliwym jej szukaniem.



Koniec... co to był za koniec. Od momentu, gdy zaczynamy rozumieć, co się dzieje, wszystko się zmienia. Nagle zauważamy, że my także daliśmy się wrobić temu dziwakowi - bogaczowi Conchisowi i jego haremowi. Chyba w tym tkwi atrakcyjność tej powieść - w tym, że razem z bohaterem krążymy po labiryncie, który zbudował dla nas autor. Niektóre opisy są nieco... hmmm.... przygniatające, ale dostajemy też dialogi, a one rozluźniają atmosferę, choć nie są wcale w swej naturze i treści rozluźniające, ale dają czytelniczy oddech. Poznając losy Nicholasa Urfe doznawałam wrażenia otępienia, jakbym widziała świat po zażyciu przykładowo grzybków halucynogennych (nigdy ich nie próbowałam, opieram się na doświadczeniu innych). Jest to pozycja ciekawa, ale wymaga czasu i pewnie niejednego znudzi. Akcja jest powolna, a postaci tego "dramatu" nie dają się lubić, ale to dobra książka, tylko musi trafić na odpowiedniego odbiorcę. Nie traktuję jej dosłownie, nie przejmuję się chorymi filozofiami w niej zawartymi, bo najlepiej wszystko uznać za bredzenie śmiesznego mężczyzny, który boi się miłości i jednocześnie o nią błaga.
Zawsze wspominam też coś o wydaniu i tutaj nie będzie inaczej. Wydawnictwo Zysk i S-ka oddało w moje ręce przepięknie wyglądającą książkę. Ta OKŁADKA jest niesamowite! Nie potrafię oddać jej uroku na fotografii, ale wierzcie mi na słowo, że niebieski, mieniący się w świetle, pod odpowiednim kątem - mistrzostwo świata. Ogromnie mi się podoba ten projekt (projekt graficzny okładki : Tobiasz Zysk). Chociaż nie była to lektura, która mnie zachwyciła, jestem dumna, że ją pokonałam i pięknie będzie się pysznić na mojej półce.

dziwaczna, okrutna, zmysłowa
6/10
Wydawnictwo Zysk i S-ka
π


środa, 18 listopada 2020

#recenzjePi "Prezent gwiazdkowy dla Korneliusza Klopsa" John Burningham



Nie wiem jak to się stało, ale stało się - za niecały miesiąc 6 grudzień! Z jednej strony szok - kiedy ten rok minął, z drugiej radość, bo kto nie lubi dostawać prezentów. I właśnie o te prezenty się tutaj rozchodzi, bo pewien chłopiec, Korneliusz Klops, może w te Święta nie dostać prezentu. Dlaczego? Cóż... Mikołaj go przeoczył, prezent się sprytnie zapodział i odnalazł już po odbytej podróży dookoła świata. Wszystkie dzieci już mają swoje podarki pod poduszką, w skarpetkach, pod choinką - tylko ten Korneliusz z Marmoladowej Góry... Co robić? Renifery zmęczone, jeden nawet chory. Jedynym wyjściem jest, by Święty Mikołaj samotnie wyruszył i postarał się zdążyć na czas. Więc trzeba się zbierać! Prezent sam się nie zaniesie, ale będzie to długa i niebezpieczna podróż. Czy ta awantura dobrze się skończy? Tego wam nie powiem, ale obiecuję, że będziecie zadowoleni z rozwiązania akcji.


"Prezent gwiazdkowy dla Korneliusza Klopsa", to książka dla dzieci, ale jak to zazwyczaj z książkami dla dzieci bywa - są tak naprawdę dla każdego. John Burningham napisał ją prostym językiem, to nieskomplikowana forma, idealna dla najmłodszych. Jednak nie dajcie się zmylić tą prostotą, bo to właśnie w niej tkwi siła.



Dlaczego tak bardzo mi się podobała ta opowieść? Cenię ją właśnie za ten jasny przekaz, za ten brak skomplikowanych filozofii, za to niewymuszone ciepło. To przede wszystkim mądra książka, która pokazuje nam, że razem jesteśmy w stanie zrobić wszystko. Współpraca jest kluczem do sukcesu, a pomocna ręka wyciągnięta w naszym kierunku jest najpiękniejszym, najcenniejszym prezentem. Jakże to ważny przekaz, zwłaszcza teraz, w tych trudnych czasach! Pomagajmy sobie i dbajmy o siebie, nie bądźmy egoistami, nie narażajmy innych na niepotrzebne niebezpieczeństwo - troszczmy się o siebie.



Lecz ta pozycja, to nie tylko treść, że tak się wyrażę - tekstowa - to również przepiękne ilustracje. I naprawdę nie przesadzam pisząc PRZEPIĘKNE, bo one faktycznie takie są. Najbardziej podobają mi się te minimalistyczne, na których dominują odcienie jednego koloru, a w rogu bohater jest niczym zabłąkana kropeczka. Są to malarskie dzieła, kojące dla oczu i działające uspokajająco (serio). Moją uwagę zwrócił również papier najlepszej klasy. Wydanie jest przepiękne, okładka błyszczy w Słońcu, a tytuł lśni złotem. IDEALNY PREZENT!



Na koniec jeszcze raz was zachęcę do sięgnięcia po tę książkę. Warto, bo nie tylko dostaniecie wartościową treść, ale i piękny wygląd. Jak już pisałam Święty Mikołaj tuż, tuż - więc nie wiem na co jeszcze czekacie. To moja pierwsza propozycja "prezentowa", "świąteczna" , ale nie bójcie się, nie ostatnia.

życzę wam, by za rogiem zawsze stał ktoś, kto będzie gotowy wam pomóc w trudnej sytuacji
8/10
Wydawnictwo Dwie Siostry
π


poniedziałek, 16 listopada 2020

#recnezjePi "Siedem wykładów z psychologii sztuki" Stanisław Kowalik


Na samym początku tej opinii chcę wam dać znać, że to jest praca naukowa, więc nie jest to lekka lektura do porannej kawy. Ja sama miałam nieco inne wyobrażenie tej książki, myślałam, że będzie tylko o malarstwie, a okazało się (co zrozumiałe), że traktuje o SZTUCE w ujęciu szerokim: muzyka, poezja, proza, teatr, malarstwo, nauka a sztuka itp. Jak się to czyta? Zastanawiałam się, do czego porównać ów tytuł i sądzę, że najlepiej do pracy magisterskiej, bo każdy mniej więcej wie, z czym to się je. Oczywiście "Siedem wykładów z psychologii sztuki", to praca na znacznie wyższym poziomie, w końcu napisał ją prof. dr hab. Stanisław Kowalik, ale struktura jest podobna. Mamy rozdziały (wykłady) i podrozdziały, bogatą bibliografię i naukowy, specjalistyczny język - ale nie bójcie się, jest on, pomimo swej fachowości, zrozumiały.


Nie mogę napisać, że czytało mi się to dobrze, bo byłoby to kłamstwo. Tutaj potrzebne jest maksymalne skupienie i pewna wiedza, oraz zainteresowanie tematem. Uważam, że to pozycja idealna dla np. studentów kulturoznawstwa, historii sztuki, a nawet psychologii, czy pedagogiki - wachlarz jest spory. Osoby pracujące w kulturze, lub na co dzień obcujące ze sztuką (malarstwo, teatr, muzyka, literatura), będą z tych wykładów zadowolone i z pewnością skorzystają z badań autora.



Najbardziej zainteresował mnie wykład o literaturze, w którym Stanisław Kowalik bierze na warsztat poezję i prozę. Zawsze wiedziałam, że dzieło jest obrazem autora, jego stanu, że tak się wyrażę "psychicznego", przeżyć artystycznych - to się pokrywa właściwie w każdej gałęzi sztuki, ale słowa do mnie zawsze silniej przemawiały... choć obrazy również są na honorowym miejscu w moim rankingu sztuk wszelkich.



Od dziecka obcowałam ze sztuką i artystami, więc ta pozycja była naturalnym wyborem, choć w konsekwencji dość zaskakującym. Uważam, że dzisiaj należy rozmawiać o sztuce, o pojęciu piękna. Koniecznie trzeba odróżnić kicz od sztuki, bo inaczej nasza cywilizacja upadnie - i to nie jest żart. Teraz napiszę dość dosadnie: gówno na środku pokoju, jest gównem na środku pokoju, a nie dziełem sztuki. Otrząśnijmy się, bo i tak już jesteśmy cywilizacją plastiku, a następni, ci co przyjdą dłuuuuugo po nas, będą odkopywać na swych stanowiskach archeologicznych co? PLASTIK i MADE IN CHINA oczywiście. Ufff to sobie ponarzekałam.



Wróćmy jednak do książki, która obfituje w treść. Więc MUZYKA - czym ona jest i dlaczego ją tak kochamy. Czy to, czego słuchamy wpływa na nas? Co to o nas mówi? Disco polo, pop. a może klasyczna? Psychologia ma na ten temat wiele do powiedzenia, choć nikt nie da wam tu stuprocentowych odpowiedzi - to nie matematyka.
WŁAŚNIE! Pamiętajmy, że to "refleksje". Owszem, naukowe i ważne, ale koniec końców zawsze na sztukę patrzymy swoimi oczami, co oznacza, że nikt inny nie patrzy na nią tak, jak my - nasz obraz jest jedyny, wyjątkowy i niepowtarzalny, tak jak artysta, który go stworzył. Co było w jego głowie? Nie dowiemy się, choć przecież barwy, znaczenie kolorów (również pięknie tutaj opisane) mogłyby nam coś o jego stanie ducha powiedzieć. Dlaczego użył szarości? Dlaczego obraz tonie w zieleni? Możemy dywagować - zawsze.



Jestem bardzo zadowolona z tej książki. Nie jest to łatwa lektura, ale na pewno interesująca i dająca do myślenia. Autor wykonał wielką pracę i widać, że kocha to, co robi. To nie jest lektura dla każdego - ale dla tych, dla których jest, będzie rewelacyjna. Warto, ale pamiętajcie - nie każdy się w tym odnajdzie. Ja sama miałam spory problem, choć sztukę kocham, a psychologią się interesuję (rzecz dość popularna).

ambitna
7/10
Wydawnictwo Zysk i S-ka
π


niedziela, 15 listopada 2020

#recenzjePi "Lampka" Annet Schaap



"Lampka", to piękna opowieść o dziewczynce, która postanowiła postępować w życiu słusznie - a to wcale nie jest takie popularne. Znajdziecie tutaj sytuacje pozornie niemożliwe, ale czy na pewno? Może to wcale nie baśń, tylko świat ukryty pod płaszczem niesamowitości...


Annet Schaap nie kryje, co było jej inspiracją - cytat z "Małej syrenki" Hansa Christiana Andersena odnajdujemy na samym początku i każdy, kto zna tekst oryginalny, a nie Disneyowską modyfikację - wie, jaka to mroczna historia. Oczywiście nawiązanie jest silne i zauważalne, lecz ja, podczas czytania, nie mogłam odpędzić od siebie myśli o "Tajemniczym ogrodzie". "Lampka" mi go bardzo przypomina, zarówno klimatem, jak i bohaterami i ogólnym zarysem akcji - i nie jest to zarzut. Uwielbiam "Tajemniczy ogród" i niemal tak samo mocno pokochałam "Lampkę".



Styl autorki jest zachwycający. Ma w sobie przynależną baśni niesamowitość, ale zarazem jest całkowicie niepowtarzalny. Pisarce udało się stworzyć coś swojego, czego z niczym innym nie można pomylić. Oczywiście, znać tu "Małą syrenkę", ale nie w stylu i nie w fabule, "Tajemniczy ogród" również wyłania się z kart, ale są to miłe skojarzenia, a nie mocne, powielające coś, co już było - nawiązania.



"Lampka", to imię, a raczej przezwisko głównej bohaterki - Emilii, córki jednonogiego latarnika, który nie jest tak dobrym ojcem, jakby chciał. Dziecko codziennie biegnie na sam szczyt latarni i ją zapala, aż do chwili, gdy kończą zapałki, a morze ogarnia sztorm... Tutaj wszystko toczy się szybko, a czytelnik na każdej stronie odkrywa nowe tajemnice.



Wiem, że już pisałam o stylu, ale on naprawdę jest wyjątkowy. Bardzo podobają mi się te zdania, takie rzucone w przestrzeń i pozostawione bez odpowiedzi. Lubię tę konstrukcję, dobór słów - musicie tego skosztować, pyszna przygoda z tekstem, który ożywa na waszych oczach.
Wielką zaletą są również ILUSTRACJE autorki Annet Schaap. Wydają się takie nieidealne, takie szkicowe, ale doskonale oddają klimat książki. Piękne wydanie zaś dopełnia całości i zachęca do "pożarcia".



Baśniowość "Lampki", to jej wielka zaleta, ale nie dajmy się zwieść, bo to historia o dobrych ludziach, którzy aby nie stać się źli, muszą walczyć. Jest to także opowieść o braku społecznej akceptacji, o poprawności, która rani i stereotypach, które sprawiają, że świat staje się ramą bez obrazu. ACH i bym zapomniała! To książka o MIŁOŚCI, o różnych jej odmianach, ale przede wszystkim o miłości córki do ojca.

piękna, burzliwa, mokra opowieść - dajcie się porwać tej fali
8/10
Wydawnictwo Dwie Siostry
π


piątek, 13 listopada 2020

#recenzjePi "AFORYZMY i MĄDROŚCI Tyriona Lannistera" George R.R. Martin



ACH ten Tyrion! Każdy, kto go widział choć w jednym odcinku GRY O TRON wie, jaki ma cięty język i dość specyficzne poczucie humoru. Ja nie czytałam sagi PIEŚNI LODU I OGNIA, a i serial znam raczej wyrywkowo, ale gdy zobaczyłam tę publikację pomyślałam : o ho! to będzie coś przewrotnego! - I się nie pomyliłam.



Uważam, że to bardzo dobra pozycja, nie tylko dla fana twórczości Gerogea R.R. Martina. Sama specjalną fanką jego książek nie jestem (najbardziej podobał mi się, do tej pory, LODOWY SMOK), ale takie ciekawostki dają radość, bo dają radość ładne książki, a ta książka jest świetnie wydana. Dawno też nie czytałam żadnych AFORYZMÓW, bo takie złote myśli najbardziej popularne są we wczesnej młodości - dojrzewające dzieciaki lubią szybki, językowy fast food - i nie ma w tym nic złego, ot, życie. Lecz wracając do mnie i AFORYZMÓW... chyba się za nimi stęskniłam, bo miałam wielką frajdę z czytania. Potrzebowałam czegoś niewymagającego, lekkiego, acz uszczypliwego, kąśliwego i pikantnego - wszystko to znalazłam.



Jestem przekonana, że ci, co sięgną po tę książkę, będą zadowoleni, bo każdy dokładnie wie, co to aforyzmy i powinien wiedzieć, jaki jest Tyrion (a jak nie wie, to niech pogrzebie w otchłaniach internetu, aby nie był zaskoczony jego szczerością i mnogimi podtekstami - miłość w wykonaniu Tyriona zawsze zaprawiona jest pieprzem).



Dla mnie ogromne znaczenie przy takich publikacja ma wygląd, bo treść, jak już ustaliliśmy, nie jest wymagająca, ma prostą konstrukcję wycinków z gazet i dobrze, bo takie to ma być. Lecz WYGLĄD! Moi drodzy, to śliczna książeczka, elegancka, estetyczna i cudownie zilustrowana. O obrazy troszczył się Jonty Clark, prawdziwy spec, który świetnie oddał charakterek Tyriona. Cóż - jeśli tak jak ja, mielibyście ochotę na coś lekkiego, przewrotnego, pikantnego, niewymagającego skupienia a dającego frajdę i przy tym kusząco wyglądającego - to to jest coś dla was.

świetna na prezent dla żartownisia, lub fana G.R.R.Martina 
7/10
Wydawnictwo Zysk i S-ka
π