Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 19 października 2026

#recenzjePi "CZAS CZARODZIEJÓW wielkie dziesięciolecie filozofii 1919-1929" Wolfram Eilenberger

CZAS CZARODZIEJÓW - WIELKIE DZIESIĘCIOLECIE FILOZOFII 1919 - 1929, to cztery życia, cztery biografie skupiające się głównie na latach 1919-1929, ale sięgające także w przód i w tył dla pełnego zrozumienia przedstawianych sylwetek filozofów. Wolfram Eilenberger połączył w jednej książce losy Waltera Benjamina, Martina Heideggera, Ludwiga Wittgensteina i Ernsta Cassirera. Splótł ich egzystencje - bo przecież one były splecione.... i scalił w jedną opowieść o czasie między wojnami, o rozwoju i upadku oraz o zbliżającej się katastrofie.


W tej książce czytelnik może nie tylko podglądnąć życia bohaterów, ale przede wszystkim zapoznać się z ich myślami, z ich spojrzeniem na ludzi, na społeczeństwa, na świat. Magia tych życiorysów polega na ich przekorności, na drogach usianych dziwnymi zwrotami akcji i na ich - oczywiście - nieprzeciętnych charakterach.


FILOZOFIA, umiłowanie mądrości - czy faktycznie chodzi o mądrość? Czy może każdy buduje sobie to, co szumnie nazwie prawdą? W CZASIE CZARODZIEJÓW dostajemy pytania i odpowiedzi... a, jak możemy przeczytać, tam gdzie jest pytanie, tam musi być odpowiedź. Trudno przejść obojętnie obok pokazanych dramatów, ale też trudno przejść obojętnie obok osobistych wyborów bohaterów. Jedno nieodłącznie łączy się z drugim - dramat z decyzją... a do tego jeszcze ten "dobry" naród.


W książce odnajdziemy także fotografie, które pozwolą nam wyobrazić sobie te czasy, zobaczyć tych ludzi i nadać im znaczenie. Po lekturze może tylko powtórzyć za Niemenem "Dziwny jest ten świat". Osobliwe losy i szalone czasy... tylko, że czasy chyba zawsze są szalone, a CZARODZIEJÓW brak.

gdzie ta magia - między wojną a wojną świata...
Wydawnictwo Zysk i S-ka
egzemplarz recenzencki

   π

czwartek, 15 października 2026

#recenzjePi "KLUB BLASZANEJ PUSZKI" Peter Warren (scenariusz), Francesco Mobili (rysunki), Chris Chuckry (kolory)

KLUB BLASZANEJ PUSZKI, czyli komiks z wielkim potencjałem, który trochę zaprzepaszczono. Mam tu dużo pochwał dla twórców, ale niestety mam też sporo "ale". Lecz po kolei...


Dostajemy wyglądający ciekawie świat superbohaterski - taki, jaki ja cenię, czyli normalny człowiek, normalni ludzie, ale życie zmusza ich do stania się wyjątkowymi. Jest to model BATMANA a że ja BATMANA bardzo lubię, to jest to model dla mnie najlepszy.


Komiks wygląda obłędnie! Rysunku Francesco Mobili robią piękną robotę - jest tu energia, jest akcja, ale są też emocje, uczucia, klimat miejsc i chemia między bohaterami - to wszystko zostało świetnie narysowane. Zostało też świetnie pokolorowane przez Chrisa Chuckry i Ci dwaj artyści spisali się na medal tworząc coś dla oka dobrego i oryginalnego.


Teraz czas przejść do tego, co nie wyszło i to nie wyszło od początku, bo już na początku stykamy się z szaleńczą powierzchownością w budowaniu postaci głównego bohatera. Określenie, że adoptujący, chrześcijańscy rodzice, to na bank fanatycy, którzy skrzywdzili już i tak skrzywdzone przez życie dziecko - obłęd. Nie zarysowano nam żadnej opowieści, nic się za tym nie kryje poza ogólnikiem, który jest tak nienaturalny i dziwny, że aż śmieszny. A to niestety dopiero początek.


W tym komiksie nie ma głębi, która prosi się o "bycie", bo sam pomysł był naprawdę niezwykle udany. KLUB BLASZANEJ PUSZKI posiada potencjalnie wachlarz osobowości i charakterów, lecz autor scenariusza Peter Warren poszedł na łatwiznę pisząc płaską akcję. Bardzo szkoda, ale nie skreślam, bo widzę, że to seria - liczę, naprawdę liczę na rozbudowę świata, na pogłębienie sylwetek członków KLUBU.


Na koniec wspomnę o miłych nawiązaniach. Mianowicie, to co wyszło, to wyszła kumpelstwo, koleżeństwo, przyjaźń - gorzej poszło w z miłością, ale to może autorzy też rozbudują i nadadzą tej relacji znamion żywotności. Moje skojarzenia z kingowskimi dzieciakami z horrorów, czy ze Stranger Things - miód na duszę. Wątek najważniejszy - czyli wątek niepełnosprawności, bardzo ważny, daje nadzieję na przyszłość i zdecydowanie zachęca mnie do sięgnięcia - pomimo średniego początku - po kolejne tomy,

zbudujmy sobie superbohatera
KLUB BLASZANEJ PUSZKI
tom 1
nonstopcomics
egzemplarz recenzencki

   π

środa, 14 października 2026

#recenzjePi "W PONIEDZIAŁEK NAS POKOCHAJĄ" Najat El Hachmi

W PONIEDZIAŁEK NAS POKOCHAJĄ, to pozycja z tych, które poruszają... zostają w głowie, smucą. Najat El Hachmi napisała przedziwny list, który onieśmiela swoją szczerością i bezkompromisowym charakterem. Styl jest świetny, dobitny, czuły i okrutny jednocześnie. Mamy tu opowieść, którą czyta się szybko, ale która potrafi stanąć ością w gardle.

W mojej ocenie jest to historia przyjaźni, która musiała się wydarzyć. Ta przyjaźń bohaterom była pisana, tak jak pisane im było piekło stworzone przez innych. Powolne wychodzenie z ról, ale meta dla każdej była inna. Bunt, który rodził się latami... lecz wraz z upragnioną wolnością nadszedł kolejny kat - własne słabości i niemoc, mur świata całego.


Anna Sawicka przełożyła z języka katalońskiego W PONIEDZIAŁEK NAS POKOCHAJĄ w sposób harmonijny, lekki i doskonale oddający złamane nadzieje. Momentami czyta się to wszystko dziwnie, nawet obrzydliwie i szuka się w tych decyzjach - sensu. I nie wydaje się, by ten sens był, aż wreszcie przychodzi refleksja... sens jest w samej decyzji, w samej możliwości pójścia w drugą stronę, choćby była to przepaść.


Książka nie od razu bije nas po twarzy. Hachmi powoli nas przyzwyczaja do bólu. Uderza raz po raz, aż czujemy, jako czytelnicy, okropność rzeczywistości bohaterek - bo tak nikt nie powinien żyć. Nie da się streścić tej pozycji - bo jest ona uczuciem, a nie wydarzeniem. Kobieca, pełna marzeń i lęków, rozchwiana i pogubiona.

gdzie te nasze piękne dni?
Seria z Żurawiem
bo.wiem
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
egzemplarz recenzencki

   π

poniedziałek, 12 października 2026

#recenzjePi "KRONIKI AMBERU" tom I (1-5) Roger Zelazny

Ojjj długo zastanawiałam się nad sięgnięciem po KRONIKI AMBERU. Zawsze coś mi stało na przeszkodzie, zawsze było co innego do czytania, zawsze odkładałam "na później". Teraz już nie mam wymówek, ponieważ Zysk i S-ka zachwyciło mnie tym wydaniem! Jest przepiękne i zapowiada prawdziwie magiczną, szaloną podróż.

W TOMIE 1 dostajemy aż 5 tomów razem KRONIK AMBERU i to jest bardzo dobry zabieg, choć gorzej się trzyma w łapkach książkę, ale przyłóżkowy, nałóżkowy stoliczek i sprawa rozwiązana. Z miejsca informuję, że jeszcze ie pożarłam wszystkich 5 tomów w tym jednym zawartych - jestem w trakcie, ale to dobry czas, by napisać o tej książce. Raz, ponieważ właśnie zadebiutowała w tej nowej szacie wykreowanej ręką Jędrzeja Chełmińskiego (obraz na okładce). Dwa, że jest to lektura idealna na jesień, długa, wciągająca, z niezwykłym światem przedstawionym (a właściwie światami przedstawionymi) - światotwórstwo jest tu znakomite, pomysł doskonały i wykonanie! Ach wykonanie Rogera Zalaznego! Jak ja bym chciała serial, świetny serial na podstawie KRONIK AMBERU!


Mam przedziwne wrażenie, że Victoria Schwab w swojej znanej serii ODCIENIE MAGII mogła inspirować się KRONIKAMI AMBERU. Nic w tym dziwnego, ponieważ są one stawiane obok takich tytanów jak WŁADCA PIERŚCIENI Tolkiena, PIEŚŃ LODU I OGNIA Martina, czy ZIEMIOMORZA Le Guin. To klasyk! I zupełnie mnie to nie dziwi.


Pierwszy tom DZIEWIĘCIU KSIĄŻĄT W AMBERZE zaczyna się trochę jak THOR filmowy i bardzo mnie to kupiło, takie uziemienie fabuły i bohatera ("uZIEMIENIE"). Dobrze też czyta się pierwszą osobę, narracja jest przekonywująca, naturalna, ale ma w sobie coś z elegancji, której brakuje "ziemskim" myślom. Tutaj należą się podziękowania i brawa dla tłumaczki - Pauliny Braiter!


Nasz główny bohater - książę Corwin - może przypominać na początku... trochę... cyborga, takiego Schwarzenegger'a w TERMINATORZE (naprawdę mi się tak to skojarzyło), ale to tylko początkowa wizja, która przechodzi dalej we wspomnianego THOR'a. Ogólnie, miałam podczas czytania (mam nadal, bo nadal czytam) wiele różnych skojarzeń filmowych i literackich - co oznacza, że ZELAZNY był faktycznie mistrzem opowieści, gdyż połączył wiele rozmaitych archetypów w jedno i pewnie wyznaczył ścieżkę współczesnym.


KRONIKI AMBERU wydane są, jak wspomniałam, zachwycająco. Piękna okładka Jędrzeja Chełmińskiego! Barwione brzegi, które sprawiają, że opowieść dostaje jeszcze bardziej magicznej szaty i zapowiada czary. Grzbiet elegancki, wyważony, spójny! Czekam na TOM 2 oczywiście!

ze świata, do świata
KRONIKI AMBERU
tom 1
Wydawnictwo Zysk i S-ka
egzemplarz recenzencki

   π

niedziela, 11 października 2026

#recenzjePi "HILDA I ROŻEK kamień z kosmosu" Luke Pearson

HILDA jest jedną z moich ulubionych postaci komiksowych. Luke Pearson stworzył świat, który chce się odwiedzać i postaci, z którymi czuje się więź. Z miejsca poczułam wielką sympatię do bajki na podstawie HILDY, niezwykle oczarował mnie świat przedstawiony i kreska! Dlatego też ogromnie się ucieszyłam na wieść, że Pearson postanowił rozszerzyć to uniwersum o nową "podserię" do HILDY, mianowicie HILDA I ROŻEK, gdzie śledzimy przygody dziewczynki i jej niezwykłego, czworonożnego przyjaciela.



HILDA I ROŻEK doczekała się na tę chwilę trzech tomów, ale ja mam nadzieję, że na trzech się nie skończy. Wprawdzie HILDA I ROŻEK skierowana jest bardziej do młodszych czytelników i nie jest tak wieloznaczna, wielowątkowa jak oryginalna HILDA, ale urok wciąż działa i serduszko się cieszy na nowe przygody.




Pearson zdecydowanie jest artystą wyróżniającym się na tle konkurencji. Po pierwsze świetnie pisze, jego dialogi są naturalne i nie są banalne. Po drugie kreska i kolory kupiły nie od pierwszej chili, od poznania, od spojrzenia! Po trzecie, to po prostu jest niezwykle miłe i niesie kochane, puchate przesłanie.



KAMIEŃ Z KOSMOSU, to szalona opowieść z KOSMOSEM w roli ważnej. Dostajemy tu lekcję przyjaźni i oddania, ale również dobroci, opiekuńczości i skutecznego dialogu. W mojej ocenie jest to najlepszy, jak do tej pory, tom HILDY I ROŻKA. Czuła, rożkowa opowieść, w której HILDA jest... HILDĄ, a ROŻEK ratuje świat.

coś spadło z nieba
HILDA I ROŻEK
tom 3
krótkie gatki
Wydawnictwo Kultura Gniewu
egzemplarz recenzencki

   π

sobota, 10 października 2026

#recenzjePi "CHRONOSQUAD 2 kierunek: rewolucja, ostatnie wezwanie" Panaccione (ilustracje), Albertini (scenariusz)

CHRONOSQUAD - KIERUNEK: REWOLUCJA, OSTATNIE WEZWANIE tom 2 Albertiniego i Panaccione zdecydowanie był pozycją, na którą czekałam. Pierwszy tom przypadł mi do gustu, doceniłam pomysł (rewelacyjny) z turystyką w czasie i podobali mi się bohaterowie. Jeśli chodzi o warstwę wizualną, także nie mogę się do niczego przyczepić. Podsumowując TOM 1 był świetny i czekałam - po ciekawym zamknięciu jedynki - na TOM 2. Jak wypadł?




Dwójka pod względem ilustratorskim, estetycznym, kadrowym, montażowym - jest tak samo genialna, jak jedynka. Gregory Panaccione jest niezwykle wyrazisty, jego dzieła są inspirujące, z intensywną, soczystą barwą i ostrą, tuszową kreską. Projekt okładek tej serii jest obłędnie dobry i zwraca na siebie uwagę. Przebija się przez te dzieła wielka spójność i konsekwencja - a to przykuwa. Postaci mają niepowtarzalny charakter i z miejsca widać ich cechy szczególne. Jaki zaś jest scenariusz?



Giorgio Albertini trochę mnie zawiódł. Widzę, w którą stronę zmierza fabuła i nie jestem zachwycona... Oczywiście dialogowo, literacko - poziom wysoki, ale zamiast przygody zaczynam dostrzegać tu manifest. Nie przekreślam, bo nie zmienia to faktu, że seria szalenie mnie interesuje i bardzo mi się podoba, tylko liczę na zmianę kierunku. Mam nadzieję, że autorzy mnie zaskoczą na plus z fabuła. Po prostu uważam, że TOM 2 jest słabszy fabularnie, mniej trzyma ciekawość czytelnika i już tak nie pachnie oryginalnością jak jedynka.



Osobiście nie mogę doczekać się kolejnych odsłon tej przedziwnej turystyki "czasowej". Raz, że komiksy wyglądają świetnie - dwa, że oczekuję czegoś naprawdę dobrego po TOMIE 3, który (ufam) nie spełni moich czarnych scenariuszy, a odmaluje scenariusz ambitny, który nie zejdzie na populistyczne hasła a stworzy coś własnego. Czekam!

ruszamy w tył
CHRONOSQUAD
tom 2
nonstopcomics
egzemplarz recenzencki

   π

piątek, 9 października 2026

#recenzjePi "ZAPŁATA DLA FLECISTY" George A. Romero, Daniel Kraus

Widziałam, że to będzie dobre! Dlaczego? Ponieważ czytałam ŻYWE TRUPY, które także są dzieckiem tego duetu. Daniel Kraus po raz kolejny wskrzesza George A. Romero i robi to w szalonym stylu. ZAPŁATA DLA FLECISTY ma w sobie czar horrorów minionych, gdzie w kinie ludzie krzyczeli na widok zabawnie obklejonej glonami postaci wyłaniającej się z wody... tudzież z bagna. 

Lecz ZAPŁATA DLA FLECISTY, jak każdy dobry horror, mówi COŚ - coś więcej, niż tylko: boj się potwora! Mamy tu do czynienia z wielowarstwową, mądrą opowieścią skąpaną w bagnie przeszłości. Luizjana, to miejsce idealne pod taki duszny, kleisty, spocony horror z tajemnicami, które potrafią zabić... a czasem mają nawet macki. 

Na szczególną uwagę zasługują bohaterowie, którzy mają niepowtarzalne osobowości, a nasza Pontiac jest nie do podrobienia. W tej książce płynnie przechodzimy od piratów, po voodoo, od niechlubnej przeszłości, po równie niechlubną teraźniejszość. Tytułowy FLECISTA, zaczerpnięty z mrocznej baśni o FLECIŚCIE Z HAMELN działa na wyobraźnię i czytelnik zastanawia się, czy ów antybohater jest faktycznie anty, czy może jest konsekwencją ogromnego zła, którego panami są ludzie? 

Przepadłam w stylu, w tym mrocznym, ale dowcipnym i dosadnym opisie wydarzeń i postaci. Dialogi diablo inteligentne z jednej strony mają coś z kingowskiego umysłu, z drugiej prezentują świeżość przedkingowską, mieszającą się z kinowymi wyobrażeniami straszydeł, potworów porywających dzieci i dorosłych, którzy nie wiedzą, co robią... i kogo szukają. ZAPŁATA DLA FLECISTY, to LEGENDA, której pozwoloną wyciągnąć błotniste, lepkie macki w stronę czytelnika. I okładka! Rewelacja! 


coś tam jest, coś jest.... coś było...

Wydawnictwo Zysk i S-ka 

egzemplarz recenzencki 


   π