Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 7 kwietnia 2026

#recenzjePi "DINOODYSEJA 2/ognista góra" Goubely / Gaet's

Normalnie - aż łezka w oku się zakręciła... odezwały się wspomnienia z dzieciństwa, ponieważ DINOODYSEJA uderzyła w najczulsze struny... PRADAWNEGO LĄDU, który to jest bajką mojego życia (każdemu polecam). Ja oczywiście mam słabość do dinozaurów, uwielbiam Jurassic Park i wszystko, co z gadami związane. Lecz do rzeczy - DINOODYSEJA tom 2 OGNISTA GÓRA, jest komiksem cóż... przeuroczym.


Totalnie zakochałam się w kresce Goubely! Te ilustracje są cudowne! Czy Wy widzicie te dinusie? Przecież to jest mistrzostwo świata. Artystka dała tym stworzeniom boskim niepowtarzalny charakter, urok nie do odparcia, groteskowe ruchy - tak! - ruchy! - bo te rysunki się poruszają na naszych oczach. Obłęd! Kolory zaś są dobrane niezwykle skrupulatnie. Paleta jest jakby wyciszona, możne nawet trochę "wypalona", co sprawia, jakbyśmy oglądali film dokumentalny o dinozaurach, w nieco prześwietlonym klimacie, klimacie muśniętym kulą ognia. Rewelacja!



Co do fabuły - niby prościzna, nic skomplikowanego, a jednak działa. Ujmuje za serducho... ta przyjaźń na dobre i złe, na życie i śmieć, na zawsze. Kto nie marzy o takich kumplach?! To jest ekipa niczym z TEORII WIELKIEGO PODRYWU (tfu! WYBUCHU). I ostatni kadr - poezja. To się nazywa akcja - reakcja.


Autorzy także podarowali wielce miły dodatek w postaci informacji o świecie pre i to jest meeega! Ja bawiłam się świetnie i chcę więcej. Dostałam miłą, piękną, zabawną, uroczą, rewelacyjnie narysowaną opowieść o grupie przyjaciół, którzy zrobią dla siebie wszystko. Bardzo polecam!

czy to koniec świata? czy może życzenie?
DINOODYSEJA
tom 2
Wydawnictwo Debit
egzemplarz recenzencki

π

poniedziałek, 6 kwietnia 2026

#recenzjePi "KRÓL SZMACIARZY" Cassandra Clare

KRÓL SZMACIARZY Cassandry Clare, czyli kontynuacja STRAŻNIKA MIECZA, którą to książkę czytałam w grudniu 2023 r.! Trochę czasu minęło, więc początkowo miałam dość duży problem - ponieważ zupełnie nie pamiętałam wydarzeń z tomu pierwszego. Miałam "dziurę w głowie" i zarówno świat, jak i bohaterów poznawałam niejako od nowa. Na szczęście w miarę upływu stron pamięć mi wracała a nawet, gdy nie mogłam odnaleźć w zakamarkach mózgu faktów z fabuły jedynki - to wynagradzała mi wszelkie braki wciągająca akcja KRÓLA SZMACIARZY.


Naprawdę na początku myślałam, że polegnę, albo że będę brnąć przez książkę z niechęcią i poczuciem straty czasu... ale nie! Okazało się bowiem, że Clare rzeczywiście ma wciągające i lekkie pióro. Po ok. 60 stornach zaczęłam biec, chciałam wiedzieć, co będzie za chwilę i nie mogłam odłożyć książki.



Mamy tu do czynienia z opowieścią o wyrzutkach, którzy jednak to mają moc ratowania tego, co zagrożone. Jest tu silnie zarysowane tło polityczne, jest też niepokój budowany ciągłą niepewnością - komu można zaufać? Czy przyjaciel rzeczywiście jest przyjacielem? Mamy też ciekawy system magiczny - światotwórstwo fantastyczne jest na mocnych fundamentach. I oczywiście wątki romantyczne, bardzo udane, nieprzytłaczające i niesłodkie, angażujące i zawsze skrupulatnie wyważone dramatycznie. Jednak to, co mi się chyba najbardziej podoba, to dwójka głównych bohaterów i ich pozycja odszczepieńców, indywidualistów, którzy zdają się nigdzie nie pasować a jednak świat bez nich jest skazany na niepowodzenie.


KRÓL SZMACIARZY, to dobre fantasy i jest pięknie wydane. Te okładki robią wrażenie! Złocenia, twarda oprawa, spójna grafika. Mamy zatem nie tylko ciekawy świat fantastyczny, ale również radość od wizualnej, estetyczne strony. Uważam, że jest to ciekawa propozycja, może nie jakoś niesamowicie oryginalna, ale bardzo dobrze napisana, silnie angażująca i barwna w swej konstrukcyjnej - stylistycznej formie.

walka toczy się
Kroniki Castellane
tom 2
Wydawnictwo Zysk i S-ka
egzemplarz recenzencki

π

piątek, 3 kwietnia 2026

#recenzjePi "SZALEŃSTWO rasizm i przemoc w szpitalu psychiatrycznym w CROWNSVILLE" Antonia Hylton

Przyznaję, że ociągałam się z poznaniem tej historii. Dlaczego? Chyba trochę się jej bałam i nie miałam odwagi na dołowanie się opowieścią o ludziach-potworach, którzy pod płaszczykiem szpitalnego dobrodziejstwa ukryli wyzysk, okrucieństwo, rasizm, przemoc. Ostatecznie jednak przeczytałam - i nie żałuję, choć tak jak przypuszczałam, nie była to lekkostrawna lektura.


SZALEŃSTWO - RASIZM I PRZEMOC W SZPITALU PSYCHIATRYCZNYM W CROWNSVILLE Antoniy Hylton od pierwszych stron silnie angażuje czytelnika... ponieważ od pierwszych stron jest intymny, osobisty, nie jest wyłącznie reportażem, w którym autor jedynie obserwuje i znajduje, ale także czuje. Mamy tu dużo emocji i one w tym konkretnym temacie są wręcz niezbędne, konieczne by lepiej zrozumieć sprawę, by się z bohaterami utożsamić, by poczuć wściekłość - co jest tu nie tylko zrozumiałe, ale wręcz niezbędne i świadczy i tym, że człowieczeństwo jednak ma sens.



Hylton spokojnie i konsekwentnie odsłania historię po historii, ukazuje pacjentów, dociera do zapomnianych, do numerów bez imion zakopanych w "ogródku". Ci ludzie - czarni - brutalnie wykorzystywani najpierw jako tania siła robocza, później jako zwykły eksperyment, którego można się pozbyć, bo przecież nikt nie upomni się o ofiary.



Najbardziej wrył mi się w pamięć opis i widok cmentarza obok cmentarza - nie zdradzę więcej, bo myślę, że warto samemu poznać, ale ten kontrast, ci "zmarli sąsiedzi", są pomnikiem niesprawiedliwości, wciąż aktualnych podziałów na lepszych i gorszych i już nie musimy różnić się kolorem skóry, dzisiaj wystarczy, że różnimy się poglądami. Stygmatyzacja - to cecha tak nieznośnie celnie opisująca społeczeństwa. Diabły są tutaj...
PS Mamy tu także Polaka... z przykrością napiszę - niestety...

i jak tu nie zwariować...
MUNDUS
bo.wiem
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
egzemplarz recenzencki

  π

czwartek, 2 kwietnia 2026

#recenzjePi "ALGEBRA BOGACTWA prosty wzór na twoje bezpieczeństwo finansowe" Scott Galloway

ALGEBRA BOGACTWA - PROSTY WZÓR NA TWOJE BEZPIECZEŃSTWO FINANSOWE Scott'a Galloway... tak, wiem jak to brzmi. Strasznie, skomplikowanie, matematycznie i nużąca - ale takie nie jest! Ta książka jest niesamowicie PRZYJEMNA w czytaniu i sama aż się dziwię, że faktycznie taka jest. Przyjemne czytanie o finansach? Tak! Bo autor nie potraktował tego tematu statystycznie, a "po ludzku" i ten czynnik - nazwijmy go czynnikiem serca - robi wielką różnicę.


Co tak naprawdę dostajemy? W mojej ocenie życiowe doświadczenie i bardzo sensowne rady. Przyznaję, że czasem te rady wydają się zbyt PROSTE, ale dajcie tej prostocie szansę, bo prawdopodobnie to w niej tkwi cały sekret. Ludzie lubią komplikować, tworzyć skomplikowane wzory, a potem nie potrafią ich wprowadzić w czyn... bo są zbyt skomplikowane. Tymczasem Galloway rzuca nam wyzwania do zrealizowania, osiągalne dla każdego... choć wymagające pracy i to raczej ciężkiej pracy, bo systematycznej.



Coś takiego, jak SKUP SIĘ NA DOSKONALENIU zdaje się tak banalne, że aż śmieszne. A zdanie typu BĄDŹ PRZYGOTOWANY NA PRZECIWNOŚCI LOSU zdaje się z czytelnika wręcz kpić. Tylko, że nie kpi. To nie kpina, tylko rozsądek - to fakt, a z faktami się nie dyskutuje... chyba, że chce się odnieść porażkę...




Coś w tej pozycji jest - miłego. Coś konsekwentnie pokrzepiającego, co zachęca do podjęcia wyzwań, do samoorganizacji i do choćby próby skorzystania w tych PROSTYCH RAD, które w gruncie rzeczy wypływają z bolesnego uczenia się na błędach. Nie jestem przekonana, czy dzięki tej książce osiągnę bogactwo, ale myślę, że mam szansę uporządkować swoją codzienność, sprawić - by była bardziej przewidywalna i, co za tym idzie - bezpieczniejsza. Bardzo ciekawa i naprawdę przyjemna lektura - oraz użyteczna.

dobrobyt toczy się decyzją
Wydawnictwo Zysk i S-ka
egzemplarz recenzencki

  π

środa, 1 kwietnia 2026

#recenzjePi "NIEPEWNOŚĆ I WĘZŁY LOSU" Marian Golka

LOS złośliwy bywa? Tak mówią. Okrutny? Tak też. Ślepy? Również. Można tak wyliczać jego przywary, narzekać na swój, wytykać palcami czyjś. LOS jednak, jak to LOS, pozostaje niewzruszenie ciągły... póki nie przerwie go śmierć - trwa. MARIAN GOLKA postanowił trochę o nim pofilozofować i przyznaję, że mnie, jako czytelniczce, również udzieliły się te rozważania - pozytywnie. 

Możliwie, że książka NIEPEWNOŚĆ I WĘZŁY LOSU zwyczajnie trafiła na "dobry: tzn. zły czas w mojej ziemskiej egzystencji i BACH! Strzeliła mnie między oczy swą jęczącą życiowością. Bardzo dobrze mi się czytało te rozważania GOLKI. Do połowy książka mi się po prostu podobała, ale od połowy zaczęła mi się podobać bardzo. Klasyfikacja ludzkich postaw w stosunku do tego co ich spotyka, w mojej ocenie - błyskotliwa, nie przegadana, konkretna i prosta w opisie. Świetne przykłady nadawały lekturze powieściowego charakteru - co wyszło na plus. A skłonność ludzi do WIERZENIA W COŚ... COKOLWIEK - taki to już chyba jest ten gatunek... najinteligentniejszych. Chociaż... chyba każdy musi w COŚ WIERZYĆ, by nie popaść w kompletne szaleństwo.

NIEPEWNOŚĆ I WĘZŁY LOSU, to książka, która sprawiła mi dużą przyjemność. Czytało mi się ją szybko, nie mamy tu wielce skomplikowanych zdań, które mają zazwyczaj na celu pokazać, jaki to autor jest elokwentny i uczony. Marian Golka pisze "normalnie", jakby rozmawiał z przyjacielem i przedstawiał mu swoje opinie, swoją wiedzę nabytą w toku życiowego doświadczenia. Ładna to rzecz, ładna i mądra i skłaniająca do przemyśleń... refleksja mile widziana. A czy los jest ślepy, czy głupi... samo musimy sobie odpowiedzieć. Ślepy jestem? Czy głupi? A może postanowię być szczęśliwy... mimo wszystko? Zatem narzekanie, czarnowidztwo, czy może Amor fati? Cóż... tak, czy inaczej trzeba trwać - bo i to się kiedyś skończy. 


jaki jesteś mój losie - bom niepewny jutra

Wydawnictwo Zysk i S-ka 

egzemplarz recenzencki 

  π

wtorek, 31 marca 2026

#recenzjePi "STRAŻNIK SZYSZEK opowieści z archipelagu" Jakub Babczyński (rysunki), Piotr Szulc (scenariusz)

STRAŻNIK SZYSZEK - OPOWIEŚCI Z ARCHIPELAGU, to komiks tak dziwaczny, nieprzewidywalny, groteskowy, przygodowy..., że trudno, naprawdę trudno go jednoznacznie ocenić, opisać, zaklasyfikować. Prawdę mówiąc, nawet nie wiem, co przeczytałam/zobaczyłam. Autorzy stworzyli świat, który rządzi się swoimi, swobodnymi prawami. W tym szyszkowym uniwersum wszystko może się zdarzyć.


Mamy syreny, potwory, tajemnicze rytuały przejścia, szkołę magii, w której szkoli się przyszłych STRAŻNIKÓW SZYSZEK, są labirynty, zamknięte społeczności, szalone wyspy i ich szaleni mieszkańcy - do wyboru, do koloru! W tym komisie jest wiele złotych monet.



Jednak to rysunki Jakuba Babczyńskiego, są wisienką na torcie. Zakręcony scenariusz ze świetną puentą Piotra Szulca nie wybrzmiał by tak dobrze bez tych ilustracji, tej kreski, stylu wyrazistego, tak dziwacznego, jak dziwaczni są bohaterowie STRAŻNIKA SZYSZEK. Czasem mój wzrok wręcz tonął w natłoku informacji, graficznych szczegółów i to było zaprawdę doświadczenie interesujące.


Myślę, że jest to dzieło nietypowe i przez to, może nie dla każdego. Myślę jednak też, że każdy, kto po STRAŻNIKA SZYSZEK sięgnie będzie zadziwiony - a to już jest całkiem dobry powód, by komiks poznać.


Cieszę się, że weszłam w świat stworzony przez Babczyńskiego i Szulca - jest to nowe doświadczenie i zupełnie inna wariacja na temat szkół pełnych tajemnic i jej adeptów. Wrażenie robi struktura ów świata, jego nieprzewidywalność i oryginalność. W tym fikcyjnym miejscu w każdej chwili można zostać wpuszczonym w niezłą aferę - i to ma smak.

po co właściwie jest ten STRAŻNIK SZYSZEK?
Wydawnictwo Kultura Gniewu
egzemplarz recenzencki

π

poniedziałek, 30 marca 2026

#recenzjePi "DOM SLAUGHTERÓW lazur" James Tynion IV, Sam Johns, Werther Dell'edera, Letizia Cadonici, Francesco Segala

Opowieści ze świata, w którym COŚ ZABIJA DZIECIAKI, są dla mnie dobre. To porządne komiksy, ze świetnym pomysłem, interesującymi bohaterami, ostrą, wyrazistą kreską i przykuwającymi uwagę kolorami. Pod względem artystycznym trudno się do czegokolwiek przyczepić, pod względem fabularnym zresztą również.


TOM 6 DOMu SLAUGHTERÓW - LAZUR, jest decydujący, obnaża tajemnice, zdziera maski. Śledztwo, a raczej padające w tym dziele pytania, rozwijają się walecznie, krwawo i szybko. Mamy tu dość dużo wchodzenia w głowy bohaterów, obserwacji, które prowadzą do ciekawych rozwiązań fabularnych. Zdecydowanie Edwin jest tu postacią najjaśniej błyszczącą, choć to Nolan ciągnie akcję. Niemniej w tym tomie wszyscy do siebie pasują - bo tworzą barwną układankę i wskazują na zbliżające się mocne zakończenie.



Cenię wygląd tej serii - wygląd wszystkich odsłon świata, w którym COŚ ZABIJA DZIECIAKI. Te komisy dobrze się czyta, a treści nigdy nie są banale. Zawsze czytelnik dostaje interesujące metafory, do których nie dochodzi się szybko, ale ich odkrywanie daje dużą satysfakcję. Te opowieści kryją w sobie skarby i bazują na niezwykle emocjonalnych "totemach", które znane są każdemu człowiekowi. Cóż... to nawet trochę smutne - te walki z traumami, to przepracowywanie blizn, walka o wolność w sensie niezależności, braku sznura, co do budy wiąże psa... i co zrobić, gdy uwolni się potwora? Co, gdy pozna go cały świat?

coś zabija, coś się rodzi
DOM SLAUGHTERÓW
tom 6
nonstopcomics
BOOM!
egzemplarz recenzencki

π