WICHROWE WZGÓRZA Emily Brontë... zna chyba każdy a przynajmniej każdy słyszał o historii Catherine i Heathcliffa i ich wyniszczającej miłości - pytanie, czy to była miłość? Znamy tę opowieść z rewelacyjnej ekranizacji z Juliette Binoche i Rlaphem Fiennes'em z 1992 roku, lub z absolutnie fatalnej ekranizacji z Margot Robbie i Jacobem Elordi z 2026 roku. Jednak to książka jest numerem jeden, to Emily Brontë stworzyła cały ten chaos uczuć i przeszła do historii literatury w iście mistrzowskim stylu.
Wychodzę z założenia, że klasyki nigdy za dużo. Zwłaszcza takiej klasyki! Czyta się ją świetnie, lekko a jednocześnie czuć, że to słowo piękne, wypracowane, uważne, bez przypadkowej paplaniny (co współcześnie zdarzać się lubi). Tłumaczenie Jerzego Łozińskiego tradycyjnie - znakomite.
I wydanie! Przepadłam, zakochałam się w tej okładce, w tym burzliwym, niepokojącym obrazie, w tej kobiecie, która zmierza wprost w paszczę ciemnego nieba. Twarda oprawa, klasyczny grzbiet, ponownie Zysk i S-ka serwuje najlepszą literaturę w najlepszym wydaniu. Bardzo cenię te ziemiste kolory, które w pokrętny sposób łączą niepokój ze spokojem - zadziwiające...
Emily Brontë była wyjątkowa, była pisarką z krwi i kości, nie pudrowaną, nie sztucznie wypromowaną, bez marketingu - czyste pióro i talent. Dzisiaj piszą wszyscy - a jak piszą wszyscy, to jakość... na ryj. Niestety... Dlatego sięganie po klasykę jest tak ważne, bo ważne jest - mieć porównanie. Ważne jest - zetknięcie ze słowem przemyślanym, płynącym z pasji do białej kartki, którą można zapisać mieniącym się atramentem, kładąc treść stałą - nie sezonową.
Co do samej historii... WICHROWE WZGÓRZA opowiadają o toksycznym uczuciu. Jak wiemy, miłość jest dbaniem o dobro tego/tych, których kochamy. Czy tutaj taka miłość występuje? Nie. Lecz dzięki temu WICHROWE WZGÓRZA są jeszcze ciekawsze i tworzą tematy do dyskusji, do przemyśleń. Można tę opowieść uwielbiać, można ją nienawidzić, ale oddać jej trzeba wielkość i ponadczasowość. Warto!
czy w tych wichrach grzmi miłość? czy tyko pożądanie?
Wydawnictwo Zysk i S-ka
egzemplarz recenzencki
π







Zawsze mam problem z „Wichrowymi Wzgórzami”, bo trudno mi jednoznacznie polubić bohaterów, a jednocześnie trudno przejść obok tej historii obojętnie. Szczególnie trafne wydało mi się zwrócenie uwagi na to, że nie jest to po prostu kolejna romantyczna opowieść. Jest w niej sporo gniewu, obsesji i zwyczajnie trudnych emocji. Chyba właśnie dlatego ta książka mimo upływu tylu lat nadal potrafi wywołać u czytelnika mocną reakcję.
OdpowiedzUsuń