Każdy człowiek, wszyscy, ja i Ty - jesteśmy nieustannie w drodze... póki nie dojedziemy na stację końcową. Dlatego też LUDZIE Z PERONU 5 Clare Pooley, to książka nie tylko ciekawa fabularnie, w odniesieniu do akcji i historii postaci, ale także ciekawa w kontekście metafory, która stała się tu niejako klamrą spinającą życia bohaterów.
Pooley postawiła na narrację z różnych perspektyw. Chociaż jest to utrzymane w konwencji tradycyjnej, to jednak ów narracja wodzi wzrok czytelnika niczym operator "oko" kamery. Raz widzimy Ionę - zdecydowanie najciekawsza osobowość tej opowieści, to ona trzyma czytelnika przy sobie, jest ujmującą, piękną kobietą w dojrzałym wieku z psem Lulu i silnym charakterem. Raz Sanjay'a - nieśmiały chłopak ze stanami lękowymi związanymi z pracą pielęgniarza w szpitalu. Raz Piers'a - który na początku prawie umiera na oczach bohaterów, jest on na pozór antypatyczny i niemiły, ale jego życie również skrywa smutne sekrety. Raz Emmie - piękna dziewczyna z książką pracująca w reklamie... samotna w tłumie, piękna nie z wyboru...
Książka zatem została bardzo dobrze podzielona fabularnie. Czasem takie "skakanie" z postaci na postać może przeszkadzać, ale w tym przypadku jest niemal konieczne. Powoli odkrywamy sekrety z życia bohaterów i robimy to bardzo... subtelnie. Podoba mi się ta elegancja i empatia w odsłanianiu kolejnych warstw problemów dręczących naszą czwórkę.
To, co chyba najbardziej zasługuje na uznanie, to prawda, jaką LUDZIE Z PERONU 5 pokazują każdemu, kto zechce patrzeć. Jaka jest to prawda? Może i banalna - wszyscy mamy pożary do ugaszenia, relacje do naprawienia i traumy do przepracowania. Uważam, że jest to dobra książka i chociaż czyta się ją lekko i miło, a okładka i nawet opis wskazują raczej na coś w stylu smacznej przekąski do kawy... to jednak niesie ze sobą sporo bólu i dlatego sądzę, że ta pozycja może mieć wręcz zdolności terapeutyczne - o ile trafi na odpowiedni czas.
spotkali się - choć znali się od dawna
Wydawnictwo Zysk i S-ka
egzemplarz recenzencki
π





Czasami banalna prawda jest tą najważniejszą.
OdpowiedzUsuńKtoś gdzies wspominał o tej ksiązce. Pozytywnie wspominał. :)
OdpowiedzUsuńCzytałam jedną książkę tej autorki i bardzo mi sie podobała. Pewnie sięgnę i po tą
OdpowiedzUsuńZapowiada sie
OdpowiedzUsuńZapowiada się ciekawa książka :)
OdpowiedzUsuńBardzo fajnie to ujęłaś – szczególnie to zestawienie lekkiej formy z tak ciężką emocjonalnie treścią. To jest chyba największa siła tej książki, że „udaje” coś prostego, a w środku ma całkiem sporo życiowych tematów, z którymi każdy może się jakoś utożsamić.
OdpowiedzUsuńPodoba mi się też to, co napisałaś o narracji – te zmiany perspektyw faktycznie mogą albo męczyć, albo właśnie wciągać, i wygląda na to, że tutaj autorce udało się złapać ten balans.
No i masz rację z tym „terapeutycznym” wymiarem – niektóre książki nie rozwiązują niczego wprost, ale potrafią człowieka trochę zatrzymać i zmusić do myślenia o własnych sprawach. I to często więcej daje niż typowe „życiowe rady” z zewnątrz.