NA KRWAWYCH SKRZYDŁACH, to wampiryczne romantasy, pierwszy tom serii AKADEMIA KRWAWYCH SKRZYDEŁ autrostwa Briar Boleyn. Jest to pozycja, która zrobiła furorę, podbiła wiele serc... ale moje jest letnie. Dlaczego "letnie"? Cóż, nie jestem ani zauroczona, ani całkowicie rozczarowana. Dostrzegam zalety tej książki, jak i jej wady. Lecz po kolei.
Zdecydowanie to, co mnie przyciągnęło do tego tytułu opiera się na: po pierwsze - świetnym marketingu i rewelacyjnym wydaniu, po drugie - na SMOKACH... których w tomie pierwszym... delikatnie rzecz ujmując, jest jak na lekarstwo. Dostajemy za to opowieść o dziewczynie, która rzekomo jest ostatnim smoczym jeźdźcem... tyle, że smoki wyginęły, więc nie ma na czym jeździć. W wyniku dość dramatycznych wydarzeń staje się "niewolnicą - narzeczoną" księcia wysoko urodzonych WAMPIRÓW i trafia do AKADEMII KRWAWYCH SKRZYDEŁ. Wszystko dzieje się w tej historii trochę na zasadzie - bo tak pasuje autorce, więc bum, jedziemy z tematem. Nie ma tu wypracowanej akcji, a raczej nastoletnie marzenia. I jest to wada dla starszego czytelnika, lecz zaleta dla młodszego... Jednak co do wieku odbiorców, to raczej bym widziała przedział między 20 a 30 lat. Ten wiek pozwoli się czytelnikowi nieźle bawić przy lekturze, nie jest się za młodym na wygibasy dość zbiorowe, ani za starym na rażące fabularne luki. Myślę, że po prostu ten przedział wiekowy jest najlepszy do luźnego przyjęcia prezentowanej treści.
Co do bohaterów, nie są to pogłębione postaci, raczej jednowymiarowe, co w tym gatunku może i nie jest wielką wadą, ale więzi z postaciami też niespecjalnie buduje. Niestety podstawową wadą książki jest styl. Literacko Boleyn jest słaba i niestety tego nie da się ukryć. Nie ma tu ładnych zdań, ani ciekawych dialogów. I tak - teraz trochę się pastwię, ale za chwilę przejdę do plusów - bo one istnieją.
Można teraz w formie kontrargumentów powiedzieć, że to taki gatunek, że to romantasy i jest to jakaś obrona, ale nie do końca. Niedawno czytałam TKAJĄCĄ WIATR Julie Johnson i książką byłam oczarowana. Też dostałam dość płaskich bohaterów, naiwną fabułę, ale BAWIŁAM SIĘ CUDOWNIE, a nie mogę tego powiedzieć o NA KRWAWYCH SKRZYDŁACH. Możliwie, że w grę wchodzi moje znużenie wampirami w fabułach, a wątek AKADEMII też nie dodaje książce atrakcyjności (w mojej opinii). Mamy tu po prostu powtarzalność, bo już gdzieś, kiedyś, to było.
Lecz PLUSY! Istnieją! Jednym z argumentów ZA jest fakt, że zdecydowanie chcę poznać kontynuację i to nie po to, by się nad nią pastwić, ale po to, by zobaczyć, gdzie zmierza autorka ze smoczym wątkiem - czyli najciekawszym w całej opowieści. Zdecydowanie plusem jest również szybkość, z jaką można tę książkę przeczytać - pomimo grubości rach ciach i już jesteśmy na ostatniej stronie... czyli jednak wciąga. Ach i najlepsze zakończenie! Na ostatnich kartkach DOSŁOWNIE OSTATNICH dzieją się rzeczy najlepsze. Czyli no nie mam wyjścia, muszę sięgnąć po TOM II. Oczywiście wielkim plusem jest szata graficzna - WYDANIE OGNISTE, SMOCZE, SMACZNE! Kończąc więc: dla rozrywki, bez uniesień i z oczami szeroko zamkniętymi na literacki styl... po prostu rozrywka.
gdzie by tu lecieć, by dolecieć do SMOKÓW
Akademia Krwawych Skrzydeł
tom 2
Wydawnictwo Zysk i S-ka
egzemplarz recenzencki
π








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz