NOTATKI O BYCIU MĘŻCZYZNĄ... w pierwszej chwili pomyślałam: to raczej nie dla mnie, jestem kobietą. W następnej jednak stwierdziłam, że chcę wiedzieć, co to znaczy być tym mężczyzną w dzisiejszym świecie. I to była dobra decyzja, ponieważ dostałam szczerą, piękną i bardzo osobistą książkę Scotta Galloway, który pisze o rzeczach powszechnych, a tak mocno wpływających na kondycję nie tylko mężczyzn, rodzin, ale i całych społeczeństw, pokoleń.
Najbardziej ujęła mnie właśnie ta wspomniana szczerość. Autor na własnym przykładzie pokazuje, jakie czynniki wpłynęły na to, kim się stał, jakim mężczyzną się stał. Trudne przeżycia z dzieciństwa, rozwód rodziców, zachwiany obraz męskości, brak wzorców, aż po czasy studiów, ciągle pokusy, dojrzewanie w samotności i niezrozumieniu, konieczność podejmowania decyzji "za wcześnie" a "na zawsze". Następnie przechodzimy do radzenia sobie w związkach, do tego, co kuleje, a co trudno zmienić, do konieczności imponowania i zdobywania bez możliwości pokazywania emocji... i tak trafiamy na łono rodziny własnej, na dzieci, na synów, których ojciec chce nauczyć "bycia mężczyzną" bez wiecznego udowadniania, że się zasługuje na miłość.
Mamy tu do czynienia z pozycją wartościową, którą dobrze też, jeśli przeczytają kobiety. Często mężczyzna i kobieta, nawet przy najlepszych chęciach - się nie rozumieją. Nie wynika to z wzajemnej wrogości, ale z niezrozumienia różnic, ściśle biologicznych różnic, które mają ogromny wpływ na rozwój każdej relacji. "Nie ma czegoś takiego jak równowaga, są tylko kompromisy. Możesz mieć wszystko, ale nie w tym samym czasie."
zrozummy swoje potrzeby
Wydawnictwo Zysk i S-ka
egzemplarz recenzencki
π





O kurcze, chyba chcę to przeczytać. :)
OdpowiedzUsuńBrzmi to naprawdę jak książka, która może człowieka trochę zatrzymać i zmusić do myślenia, zwłaszcza ten wątek o „byciu mężczyzną bez wiecznego udowadniania czegokolwiek”. Tylko zastanawiam się, czy to „biologiczne różnice” nie są czasem zbyt wygodnym skrótem myślowym — bo jednak sporo z tego, co opisujesz, wygląda mi bardziej na kulturę i wychowanie niż czystą biologię.
OdpowiedzUsuńSama idea, żeby kobiety też to czytały, jest dla mnie ciekawa, ale mam wrażenie, że takie książki często trafiają głównie do osób, które i tak już chcą się rozumieć nawzajem, a nie do tych, którzy faktycznie mają z tym problem
Zgadza się... choć biologia współcześnie jest nieco mało popularna, co skłania o jej przypominaniu. Zaś jeśli chodzi o to, że świadomi sięgają po takie książki, to tak, ale właśnie Ci świadomi mogą sprezentować mniej świadomym fajną publikację.
Usuń