Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 18 stycznia 2021

#recenzjePi "DZIEWCZĘTA MYŚLĄ O WSZYSTKIM genialne wynalazki genialnych kobiet" Catherine Thimmesh, Melissa Steet


Właśnie przeczytałam "Dziewczęta myślą o wszystkim" i uważam, że jest to bardzo miła i inspirująca pozycja idealna na prezent dla małej kobietki i nie tylko małej. odkąd zobaczyłam okładkę chciałam ją mieć u siebie - uważam, że jest świetna - a i sama tematyka mnie zainteresowała.


Catherine Thimmesh wpadła na mądry pomysł przedstawienia nam kobiet, które coś wynalazły, czegoś dokonały i to wcale nie chodzi o jakieś tam drobiazgi, ale chociażby o skale Apgar (każdy był tej ocenie poddany), lub kosmiczny zderzakk który chroni astronautów przed kosmicznymi śmieciami, lub kevlar, którego to historia mnie najbardziej porwała i od tej chwili to moje ulubione włókno.



Autorka w tej krótkiej książce postanowiła pokazać nam kobiety, kobietki, dziewczęta, które są bardziej i mniej znane. Czasem bywa tak, że korzystamy z jakiegoś wynalazku, ale nie wiemy kto się za nim kryje, jaka historia wiąże się z jego "narodzinami".



Tak jak wspomniałam, mamy tu bardziej i mniej znane bohaterki świata wynalazków. Oczywiście można zastanowić się, dlaczego akurat te zostały wybrane do ów publikacji, lecz chyba nie o to w tej książce chodziło, by pokazać jak najwięcej kobiet, ale by pokazać, że kobiety nie są słabsze, czy mniej pomysłowe od mężczyzn. Pomimo trudnej historii i dyskryminacji dawały radę i choć często to smutne opowieści, bo wiele z nich nie zarobiło nic na sowich pomysłach, to te opowieści mają moc inspirowania nowego pokolenia.



"Dziewczęta myślą o wszystkim" to pozycja, która spełnia funkcję edukacyjną, poznawczą, jak i właśnie inspirującą. Warto też wspomnieć o walorze estetycznym, bo książka została bardzo ładnie wydana, a ilustracje Melissy Sweet idealnie pasują do tematyki. POLECAM
* Pamiętaj - Ty też możesz odmienić świat!

świetna na prezent dla małej kobietki
7/10
Wydawnictwo Zysk i S-ka
π


sobota, 16 stycznia 2021

#recenzjePi "Ostatni" Maja Lunde


Maja Lunde - wiele o niej słyszałam, zwłaszcza o jej "Historii pszczół", którą to powieścią podbiła serca czytelników na całym świecie, lecz do tej pory niczego, co wyszło spod jej pióra, nie czytałam. "Ostatni", to trzecia część tzw. kwartetu klimatycznego, trzecia i jak do tej pory najświeższa - czwarta odsłona ów cyklu zgaduję, że się pisze. Książki można czytać w dowolnej kolejności, bo nie łączą się ze sobą i mają innych bohaterów - elementem wspólnym jest katastrofa klimatyczna... taka, czy inna.


W "Ostatnim" pisarka wplątuje nas w trzy różne historie, które dzielą lata, lata, lata i - zmiany, zmiany, zmiany. mamy więc ROK 1882 i Michaiła, zoologa z Petersburga, który wyrusza do Mongolii by złapać nowy gatunek koni - KONIE PRZEWALSKIEGO, ROK 1992 i Karin, weterynarz, która próbuje KONIOM PRZEWALSKIEGO zwrócić wolność (również Mongolia) i wreszcie 2064 i Eve, której rzeczywistość polega na ciągłej walce o przetrwanie pośród świata nękanego katastrofą klimatyczną, ona również ma KONIE PRZEWALSKIEGO i za wszelką cenę próbuje je ocalić przed wyginięciem. Mamy też wiele innych bohaterów, jak chociażby syna Karin - Mathiasa, który w życiu jest dość pogubiony, lub córkę Evy - Isę, zbuntowaną nastolatkę, samotną młodą dziewczynę, która pragnie matczynej uwagi. Cóż, postaci mnóstwo i każda z tych postaci nosi, że tak się wyrażę "swój krzyż". Ilu ludzi, tyle tragedii, a może i więcej, bo w czasie deszczu nie spada na nas jedna kropla, nie od jednej kropli przecież mokniemy, a ci ludzie są przemoczeni tragediami.



Może to też mnie trochę przytłoczyło. Czasem czułam sporą dezorientację i nie wiedziałam o kim właściwe czytam. Bohaterowie zlewali mi się w jedną całość, lecz - już po lekturze - sama nie wiem, czy to zaleta, czy wada tej książki. Zdecydowanie ta powieść niesie ze sobą sporo emocji, które na początku, a raczej przez większość czasu zdają się wprowadzać chaos, a czytelnik nie wie, czy lubi bohaterów i nawet nie wie, czym się oni od siebie różnią i czy w ogóle się różnią. Sądziłam, że to błąd, bo charaktery postaci nie zostały prawidłowo zarysowane, ale naprawdę teraz, po przewróceniu ostatnich stron nie wiem. Te opowieści mają w sobie pewną uniwersalność, pokazują, że jesteśmy do siebie bardzo podobni i nie tylko my, jako ludzie, ale też my, jako istoty żywe.
I wreszcie słowo o sercu książki - KONIE PRZEWALSKIEGO, są kręgosłupem całej tej powieści, są łącznikiem w czasie, punktem wspólnym. Uwielbiam pracować z końmi, to wspaniałe zwierzęta, a pisarka wykonała moc pracy, zebrała informacje, zadbała o szczegóły - jestem pod wrażeniem tej jej skrupulatności BRAVO! Świetnie wyszły jej opisy zachowań zwierząt i to nie tylko zachowań koni, bo mamy tu do czynienia również np. ze zwierzętami gospodarczymi. Ludne stanęła na wysokości zadania, nie mamy tu bzdur.



Muszę się wam przyznać, że niemal do końca nie wiedziałam, czy ostatecznie napiszę, że ta książka mi się podobała, czy że mnie zawiodła - ale to, jak autorka zamknęła te opowieści sprawiło, że serce zabiło mi mocniej. Od początku wiedziałam, że "Ostatni" jest powieścią dobrą, bo styl nie budził moich zastrzeżeń, lecz nie mogłam zżyć się z bohaterami, lecz teraz, po poznaniu całej historii czuję brak - pustkę, bo skończyła się książka, która tak wiele mówi o emocjach, o uczuciach, o bólu, o tym, jacy jesteśmy, czego się wstydzimy, jak się krzywdzimy i na ile mocno podlegamy instynktom. To była interesująca przygoda.
Nie rozumiem jednak tytułu, ponieważ w oryginale jest to "Koń Przewalskiego"/"Konie Przewalskiego" i uważam, że to byłby lepszy tytuł, niż "Ostatni". Do tłumaczenia nie mam jednak zastrzeżeń, bardzo dobrze się mi tę książkę czytało i polecam ją przeczytać. Wiem jednak, że będą tacy, co ją pokochają, tacy co ją docenią (w tym ja), tacy dla których będzie obojętna i tacy, którym się nie spodoba. Warto sprawdzić to których "takich" należycie.

bardzo dobra, choć nieco przytłaczająca (co jednak, nie musi być w tym przypadku wadą)
7/10
cykl: Kwartet Klimatyczny
część III
Wydawnictwo Literackie
π



środa, 13 stycznia 2021

#recenzjePi "WIERSZE PRAWIE WSZYSTKIE" (tom II) Agnieszka Osiecka


Osieckiej chcę więcej i więcej i zawsze jest mi jej brak. Wydawnictwo Prószyński i S-ka chyba usłyszało to moje wołanie, bo podarowało swoim czytelnikom przepiękny zbiór tekstów tej niezwykłej autorki, poetki, pisarki, tekściarki. To DWA GRUBE TOMY pięknych słów, wierszy, które znałam, ale większość było dla mnie nowością (ogromna większość). To, co rozpoznałam, to piosenki, które śpiewali celebryci dawnych lat i dzięki tym popularnym piosenkom kojarzyłam tekst, ale nie zawsze wiedziałam, że słowa stworzyła Agnieszka Osiecka.

Potrafiła sięgnąć głęboko, hen do duszy i nigdy nie pisała banałów. Każdy jej wiersz ma przynajmniej drugie dno, o ile nie trzecie, czwarte, piąte... Są to teksty często na pozór zabawnie, śmieszne, drwiące nawet, ale gdzieś, między słowami straszy smutek, tęsknota za marzeniem, za światem dobrym i prostym, za uczciwym człowiekiem.


Czytam te wiersze z ogromną ciekawością, bo są to mini powieści, w tym jest treść, nie tylko (tak jak to dzisiaj bywa) dwa słowa i nic. Czuję ciężar tematu, ten ładunek emocji, który jest jak fala uderzeniowa, jak tsunami, wystarczy tylko chcieć, wystarczy tylko się zatrzymać.


W jednym i drugim tomie podzielono tematycznie dorobek autorki. Każdy "rozdział" rozpoczyna się pięknym zdjęciem Agnieszki Osieckiej, które wprowadza w atmosferę prezentowanej na kolejnych stronach twórczości. Wydanie jest CUDOWNE! Eleganckie okładki, delikatne kolory, cudowny projekt graficzny. Ogromne, OGROMNE gratulacje dla Pani Marii Bożyckiej! Brawo! Są to książki, które nie będą zbierać kurzu na półce, bo człowiek sięga, ja nawet codziennie, po choć jeden wiersz. W tym cała wartość tego bogatego zbioru. W tym jego moc!


Jeden z pierwszych wierszy w TOMIE II pokazał mi całą potęgę słowa Osieckiej. BEZRADNIE ZNÓW DO DOMU WRACAM, to przesączona smutkiem opowieść o codzienności, o braku nadziei i rezygnacji. Nie widzę tu szczęśliwego końca, bo jest tylko to, co zawsze :

"Przy lampce ćma się tłucze wściekle -
prawnuczka ćmy, co znała mnie (...)"


Trudno nie kochać tych wierszy, trudno się od nich dystansować. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Coś, co będzie tylko jego, bo Osiecka pisała osobiście, ale uniwersalnie. Nie wiem, jak jej się to udało, ale nie muszę wiedzieć, bo talent jest czymś niewyjaśnionym i dobrze gdy służy (tak jak w tym przypadku) wielu.


Zapewniam was, że te pisane wierszem opowieści pozostawią w sercu ślad (jeśli serce macie). Obcowanie z tymi tekstami ubogaca i odsłania prawdziwą twarz świata. Znajdziecie tu duszę Osieckiej, jej tęsknoty, zmartwienia, obawy, małe radości - wszystko, a najpiękniejsze w tym jest to, że jesteśmy w tym razem z nią. Nagle okazuje się, że przecież my też się czegoś boimy, za kimś tęsknimy, na coś złościmy. Piękne! Naprawdę piękne!


Jeszcze raz polecam i polecać będę jeszcze nie raz. To wydanie, treść. Każdemu przyda się raz na jakiś czas, zatrzymanie. By zapalił się w głowie czerwony sygnał - ostrzeżenie przed złymi ludźmi, bo oni istnieją i nie o to chodzi, by w nich nie wierzyć, ale by ich rozpoznawać. Musimy też nauczyć się słuchać, innych i UWAGA siebie. My się liczymy, nasze potrzeby mają znaczenie. Niezwykłe, jak wiele te wiersze mówią, jak ciskają nam prawdę przed oczy w ten najpiękniejszy, najdelikatniejszy, poetycki sposób.

Idą ludzie -
śmiechu warci,
idą ludzie -
źli, uparci (...)

my tacy nie bądźmy i po Osiecką do księgarni chodźmy
10/10
TOM II
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
π


poniedziałek, 11 stycznia 2021

#recenzjePi "SPLĄTANE DRZEWO ŻYCIA nowe, radykalne spojrzenie na historię ewolucji" David Quammen


Dość często sięgam po pozycje popularnonaukowe, więc i ta mnie skusiła. Nie jest to jednak lektura prosta i nie czyta się jej jak powieść. SPLĄTANE DRZEWO ŻYCIA, to wymagająca książka i każdy, kto po nią sięgnie, z miejsca się o tym przekona. Oczywiście, to nie zarzut, bo nie może być zarzutem określenie - ambitna pozycja. Muszę jednak podkreślić, że nie jest to książka dla każdego i najlepiej, gdy "zaopatrzą" się w nią ludzie, których żywo interesuje ten temat, lub którzy pragnę poznać historię ewolucji - w szczególe.


David Quammen zabiera nas w bardzo drobiazgową podróż po historii ewolucji. Nieźle się nagimnastykowałam (umysłem), zwłaszcza przy fragmentach czysto biologicznych, chemicznych, przyrodniczych - w ujęciu naukowym. Lżej czytało mi się fragmenty historyczne, bo mamy tu ich całą masę - właściwie to o tę historię tutaj chodzi. Dobrze poznaje się sylwetki naukowców, gdzie możemy zobaczyć jakimi ludźmi byli prywatnie i zawodowo, nawet jak wyglądali i jak wspominają ich ci, którzy się o nich otarli. O większości z tych nazwisk (pewnie wstyd się przyznać) nie słyszałam wcześniej, a jeśli nawet, to nie kojarzyłam ich z niczym konkretnym - ta książka spełnia więc bardzo dobrze walor poznawczy.



Dowiedziałam się wiele m.in. o RNA (kwas rybonukleinowy), który dla mnie faktycznie stał w cieniu DNA - niesłusznie! RNA należy się taka sama uwaga, a nawet w kontekście opisywanych odkryć większa niż DNA. Wszystkie te doświadczenia, badania, ta droga do odkrycia nowych kart historii ewolucji naprawdę była bolesna. Naukowcy spotykali się z niezrozumieniem, a nawet wrogością. Sama uważam, że niepotrzebnie, bo nauka, to nauka i co ważniejsze, nie stoi w sprzeczności z tym, w co dany człowiek wierzy - nauka dopełnia naszą duszę i karmi potrzebę wiedzy, którą i tak mamy znikomą i tak naprawdę nic nie wiemy, choć zdawać by się mogło, że wiemy już wiele.



Podoba mi się to, że autor sercem książki uczynił stwierdzenie DRZEWO ŻYCIA i prowadził czytelników od początku tego "pomysłu" do chwili obecnej, a początek wcale nie nastał wraz z Darwinem, ale był o wiele, wiele starszy. Sądzę, że właśnie ten tytuł mnie przyciągnął do lektury. Miałam nieco romantyczną wizję tej książki, głównie z racji mojej słabości do drzew (wiem, naiwne) i słabości do pięknych słownych zależności (SPLĄTANE DRZEWO ŻYCIA), oraz słabości do okładki (jest piękna).



Na chwilę zatrzymam się nad tą warstwą wizualną. Okładkę zaprojektowała Urszula Gireń i uważam, że wykonała kawała świetnej roboty. Efekt jest ujmujący i faktycznie zachęca do porwania tej książki z półek księgarskich - a czyż nie o to w tym chodzi? Uważam również, że okładka polska jest lepsza niż oryginalna - nasza jest elegancka i nie krzywcie się, ale to ma znaczenie. Jeśli chodzi o wnętrze, to znajdziecie tu sporo szkiców, rysunków DRZEW ŻYCIA projektowanych przez poszczególnych naukowców (niektóre są spektakularne nawet w samym wyglądzie).
Wracając do treści. Tak jak wspomniałam, to nie jest książka dla każdego. Ja spędziłam z nią sporo czasu i większość z tego, co przeczytałam, już mi z umysłu wyleciało. Cóż, człowiek potrzebuje powróżeń, by zapamiętać na beton. Jestem zdziwiona tym, czego się dowiedziałam, choć teoria ewolucji nie była mi obca (jak chyba każdemu), tu mamy jednak RADYKALNE SPOJRZENIE, które rzeczywiście wiele zmienia. Gdy czytałam o bakteriach, a potem o naszym DNA i o możliwościach RNA, o tym, że jesteśmy złożeni z wielu (choć to też przecież jest oczywiste) oczy robiły mi się większe i mózg czasem mówił DOŚĆ.



Może nie czyta się tego łatwo i nie jest to lektura dla każdego, ale ci, co lubią ten temat i lubią wiedzieć więcej nie powinni się zawieść. Ja szczególnie cenię to przedstawienie postaci, ten ludzki aspekt, ale całość jest wartościowa i dla chcącego, będzie to niezwykła przygoda.

dobra
6/10
Wydawnictwo Zysk i S-ka
π



poniedziałek, 4 stycznia 2021

#recenzjePi "Perfekcyjny świat Miwako Sumidy" Clarissa Goenawan


Nawet nie macie pojęcia, jak ja długo zbierałam się do przeczytania tej książki. Zapytacie : dlaczego? Odpowiedź jest prosta : bałam się jej. ostatni czas nie był i nadal nie jest dla mnie łatwy, a temat samobójstwa raczej nie podnosi na duchu... lecz chciałam, czekałam, wyczekiwałam spotkania z "Perfekcyjnym światem Miwako Sumidy" i wreszcie sięgnęłam, przeczytałam i ta historia dotknęła mnie, poruszyła - trudna, gorzka i bardzo wartościowa, jak to w przypadku SERII Z ŻURAWIEM do Wydawnictwa UJ bywa (szepnę wam na ucho, że ta seria to pewniak).


Clarissa Goenawan napisała tę książkę w lekkim stylu, dzięki czemu czytelnik się nie męczy, pomimo tak trudnego tematu jakim jest odebranie sobie życia przez młodą dziewczynę. Autorka w sprytny sposób połączyła wiele bolesnych kwestii, a samobójstwo Miwako stało się zapalnikiem - wybuch BUM i mamy inne tragedie, nowe koszmary i stare życia.
Książka została bardzo ciekawie skonstruowana, bo podzielono ją na trzy części, a każda część, to opowieść o Miwako z perspektywy osoby, która ją znała, tak też mamy koleżankę, chłopaka i siostrę chłopaka. Wszyscy ci bohaterowie coś skrywają, każdy nosi w sobie ból, który tai przez resztą świata. Wchodzimy za kurtynę i przyglądamy się im z bliska, patrzymy na nich niby z boku, a jednak oczami Sumidy, która już po śmierci układa im dni niczym po trzęsieniu ziemi. A świat się zatrząsł, bo nikt nie podejrzewał, że młoda, stanowcza, konkretna i posiadająca swoje zdanie dziewczyna popełni samobójstwo. Jak sobie poradzić z taką stratą? Jak wybaczyć? I komu trzeba wybaczać? Miwako? Czy sobie?



Najbardziej podobała mi się ostatnia część, czyli historia Fumi-nee (siostra chłopaka Miwako). Był tu element nadprzyrodzony, ale przede wszystkim była tu kulminacja wszystkiego, co do tej pory widzieliśmy. To nagromadzenie emocji, ta wyłaniająca się z każdego kąta strata i tęsknota - to było mocne i to było coś, co zapamiętam.



Nie jest to może moje najlepsze spotkanie z książką z SERII Z ŻURAWIEM, ale zdecydowanie (jak każde w tym przypadku) wartościowe i nie żałuję poświęconego jej czasu. uwielbiam historie z tej serii, a Wydawnictwo UJ dodatkowo dba o szatę graficzną i sprawia, że te książki się kocha, ba się do nich jakiś taki czuły sentyment. Oczywiście polecam, ale nie czytajcie zajawki z tyłu na okładce, bo ona niepotrzebnie ujawnia bardzo ważną rzecz, o której chyba nie powinnam wiedzieć tak wcześnie.

* ach i ten kot! Tama! Koty mają w sobie tajemnicę, a tajemnica to słowo, które łączy wszystkie postaci tego dramatu...

trudna, smutna i delikatna
7/10
Seria z Żurawiem
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
π


piątek, 1 stycznia 2021

#recenzjePi "WIERSZE PRAWIE WSZYSTKIE" (tom I) Agnieszka Osiecka


Nie mogłam sobie wymarzyć lepszej książki na rozpoczęcie Nowego Roku 2021. W ten wyjątkowy dzień, w którym chcemy zostawić to, co stare i niedobre za sobą, a przywitać nowe i miejmy nadzieję, że tylko dobre - piszę sobie tutaj o Osieckiej, poetce, matce pięknych polskich piosenek i wierszy, w których każdy odnajduje coś innego - coś swojego.


Dzisiaj przychodzę do was z pierwszym tomem: WIERSZE PRAWIE WSZYSTKIE TOM I Agnieszki Osieckiej, ale zdradzę zaraz, że drugi jest tak samo arcymistrzowski i w wydaniu i w treści. W środku znajdziemy teksty znane i mniej znane, a dla mnie większość (wstyd) była nieznana - do tej chwili. Osiecka miała wrażliwość we krwi i oko... uważne, spostrzegawcze, do kości ludzkie i to serce - skomplikowane, czasem szczęśliwe, lecz tylko w chwili, bo częściej jednak cierpiące. Takie jest życie, niezabawne, ale barwne i ona potrafiła o tym życiu pisać jak mało kto. Jej słowa czasem szokują, bo nie są jednoznaczne, a rzeczy ładne ukazane często w cieniu szaleństwa i codziennej goryczy, jak te krasnoludki od sierotki Marysi... bo jakie to były krasnoludki?



Zawsze kochałam wiersze Agnieszki Osieckiej i wszystkie piosenki, których słów jest autorką. Miała talent do portretowania rzeczy zwykłych w niezwykły sposób - w sposób poetycki, a prosty, delikatny, a mocny. Uwielbiam jej "HERBACIANE NONSENSY"

"Już wieczorna godzina
zeskakuje z komina,
zaraz lampę słoneczną punktualny zgasi wiatr (...)"




Łączyła słowa i tworzyła z nich głęboki, wnikliwy obraz człowieczej duszy. Nie wiem jak to robiła, ale umiała najprostszą czynność przekuć w złoto i nadać jej nieoczywistego znaczenia. Jest tak chociażby w tekście piosenki "NIE SPOCZNIEMY", którego chyba nikomu nie muszę przytaczać i polecam wyszukać sobie zaraz, tak na Nowy Rok, i wysłuchać i zaśpiewać jeszcze raz!



Podczytuję sobie codziennie te zawsze aktualne treści, a w Sylwestrową noc wręcz w nich utonęłam. Dają siłę, ale i zmuszają do zatrzymania się, do wartościowania, do stworzenia listy rzeczy koniecznych, ważnych, niezbędnych i nie ma w nich pieniędzy, okazuje się, że zawsze na takiej liście jest drugi człowiek i strach przed samotnością, od którego wszyscy uciekamy. Jest też zdrowie - i nie zapominajmy, że to psychiczne również jest nam do szczęścia potrzebne.
Agnieszka Osiecka była niezwykłą kobietą. Kobietą na sto procent, na zawsze, do końca. Piękna i smutna, lecz z wielkim poczuciem humoru i potrafiąca kochać, choć czasem nieudolnie, ale nie z własnej winy - bywa, że winny jest tylko świat. My wszyscy tak właśnie kochamy, smutno, z potknięciami, na zmianę, bywa, że na pół etatu, bo na cały nas nikt nie chce przyjąć. Podpisujemy umowy na zlecenie, błąkamy się po ziemi i spotykamy "NIEDOBRE KRASNOLUDKI", które pchają nas do wódki... OT CO! Lecz my "NIE SPOCZNIEMY"! i na przekór wszystkim przetrwamy z tymi naszymi kulawymi miłościami.



"WIERSZE PRAWIE WSZYSTKIE" TOM I , to piękna książka, bo nie mogło być inaczej. Treść jest strzałem w dziesiątkę i możecie brać zarówno TOM I jak i II z zamkniętymi oczami. Wydawnictwo Prószyński i S-ka jak zawsze spisało się na medal. Piękna okładka, w delikatnym kolorze (jak poezja Osieckiej - jak różowa mgła), a w środku słowa, słowa, słowa i fotografie Pani Agnieszki, tak samo piękne, jak jej talent... bo to była piękna kobieta.

"Tych kilka słów,
tych kilka nut,
to niewiele..."
ale uwierzcie mi - to jest warte waszej półki
10/10
TOM I
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
π


czwartek, 24 grudnia 2020

#recenzjePi "Z duchami przy wigilijnym stole" wielu autorów


Nie mogłam wybrać lepszego dnia na pisanie o tej książce - WIGILIA, a to przecież "Z duchami przy wigilijnym stole" - rewelacyjna antologia opowiadań, które niekoniecznie są świąteczne, ale za to są takie, jakie lubię najbardziej - klasycznie straszne, smaczne, idealne do podczytywania wieczorami i doskonałe do opowiadania w gronie znajomych i rodziny (choć w te Święta ów grono musi być ciasne, ale i tak damy radę). Oceniam ten zbiór wyjątkowo wysoko, bo to teksty, które cudownie wbiły się w mój gust czytelniczy, a dodatkowo zostały znakomicie napisane. Ogromną zaletą są również wiersze o tematyce... trumiennej, że się tak wyrażę, a na pewno pozagrobowej - ŚWIETNA SPRAWA! Wyboru tekstów dokonał Tadeusz Zysk, któremu ogromnie gratuluję wyczucia i gustu czytelniczego.


Zapewne nie wszystkim się ta książka spodoba, bo są to opowieści w starym stylu, które raczej nie straszą, a przynajmniej nie przerażają, tylko delikatnie, niczym wieczorna mgła, osnuwają nasze zbłąkane serca. Dość napisać, że nie ma tu słabego opowiadania! Każde reprezentuje unikalny styl i jest gawędą, przy której można spędzić miło czas, a nawet się zaśmiać (wiersz Bolesława Leśmiana rozwalił system).



"Z duchami przy wigilijnym stole", to jakoby druga odsłona cyklu, bo w tamtym roku Wydawnictwo Zysk i S-ka podarowało nam "Wigilię z duchami", którą także uwielbiam, choć ta część zdecydowanie bardziej mi przypadła do gustu. Głównym powodem jest chyba to, że znajdziemy tu teksty polaków (Stefan Grabiński, Henryk Rzewuski i in.) jak i zagranicznych (Sir Walter Scott, Margaret Oliphant i.in.) i oczywiście te WIERSZE (Bolesław Leśmian, John Day i in.). Wszystko to razem tworzy doskonałą całość, od której trudno się oderwać.



Wspomnę teraz o paru opowiadaniach, które zrobiły na mnie wielkie wrażenie i które cenię (choć, jak wspomniałam, wszystkie są świetne).
Ogromnie ucieszyła mnie obecność "Ja gorę" Henryka Rzewuskiego. Znałam tę historię z rewelacyjnej ekranizacji, która tak mocno mi wryła się w pamięć, że słowa "Ja gorę" prawdopodobnie nigdy z głowy nie wypadną. Wróćmy jednak do tekstu - mistrzowsko napisanego, z ogromnym poczuciem humoru, ale i smutną prawdą podaną w dość lekki sposób, jednak powagi sprawy wcale przez to nie bagatelizujący. Ta opowieść zdecydowanie zasługuje na waszą uwagę i na docenienie.



SIR Walter Scott uraczył nas zaś klimatyczną gawędą pt. "Gobelinowa komnata albo Dama w sukni z trenem". Już sam tytuł - przyznajcie - brzmi kusząco. Kocham takie subtelne, staromodne straszenie i właśnie to tutaj dostałam. Fenomenalny styl wynagradza raczej prostą fabułę, która opowiedziana w inny sposób nie wywarła by na nas większego wrażenia. To klasyczny "duch na zamku", lecz ja właśnie takie duchy cenię najbardziej.
Nie mogę nie wspomnieć o naszym polskim Edgarze Alanie Poe - Stefanie Grabińskimi jego "Ślepym torze". Cenię twórczość tego Pana i podpisuję się obiema rękami pod stwierdzeniem, że nie jest w niczym gorszy od Poe. Grabiński można rzec, że miał obsesję na punkcie pociągów - i jakże to dobrze dla nas, czytelników, bo z tej obsesji zrodziły się doskonałe opowieści.



Powtarzam i będę powtarzać do znudzenia, że WARTO. Pięknie wydana książka, z doskonałym wyborem opowiadań i świetnym tłumaczeniem Jerzego Łozińskiego i Marii Czarneckiej- CUDO. Jeśli tak jak ja kochacie opowieści o duchach, ale takie dżentelmeńskie - to nie wiem na co jeszcze czekacie.

Wesołych Świąt KOCHANI
i nie zapominajmy,
by przy wigilijnym stole
zostawić jedno miejsce wolne.
Może ktoś nas odwiedzi?
(ktoś, kto już nas nie może niczym zakazić)
9/10
Wydawnictwo Zysk i S-ka
π