czwartek, 17 stycznia 2019

Urodzić się raz jeszcze


Prawdę pisząc, nie planowałam tego wpisu – dziwnie zabrzmiało, niech będzie.
Ostatnio rzadko cokolwiek planuje. Jest parę przyczyn tego stanu rzeczy. Pierwsza, to doświadczenie, które wyraźnie dało mi do zrozumienia, że plany planami, a życie życiem (już przestałam się na to gniewać). Druga, to nieumiejętność planowania – jestem w tym zupełnie do kitu (już nauczyłam się z tym żyć). Trzecia, to wrodzona miłość do niespodzianek (bo „kto wie, czy za rogiem, nie stoi Anioł z Bogiem”). „Przyczyn” - takich i innych - jasna sprawa, jest więcej, ale po co się rozdrabniać.
Wiecie, nie daje mi spokoju ta sugestia: „URODZIĆ SIĘ RAZ JESZCZE”. Myślę o tym, a właściwie nie myślę, bo wiem, że dałabym się namówić na ponowne przyjście na świat (oczywiście po przeżyciu tego życia, które mam). I wiem, że czasem jest ciężko, że egzystencja wiąże się z bólem, chorobami, niepowodzeniami miłosnymi, rodzinnymi, kumpelskimi, zawodowymi… że można trafić fatalnie i to życie przeklinać, ale to też dar. Gdybyś nie żył, nie mógłbyś na życie być zły. No i życie, to nieodłączny kochanek śmierci. Pełne szaleństwo, jazda bez prawa jazdy, bez znajomości przepisów, bez lekcji próbnych… mało tego, często to jazda bez samochodu, a jechać musisz, bo już, na tej autostradzie zwanej „życiem” - jesteś. I to jest tak cholernie fajne! Takie ekscytujące i piękne! Dzikie! Kocham to, choć narzekam – oj często narzekam, ale się nie wstydzę narzekać. To część tego układu. Ty mi życie dajesz wolność, ja ci życie daję siebie.
Niestety, w ostatnich dniach dowiedziałam się o samobójczej śmierci 30 letniego mężczyzny – męża, tatusia, syna… Zdjęcie pokazało mi uśmiechniętego, pełnego dobroci i nadziei w oczach młodego człowieka. Co się stało? Nie mam kompetencji, by na to pytanie odpowiedzieć… Odpowiedzieć można tylko ciszą.
Ktoś mądry powiedział, że zawsze jest więcej powodów by żyć, niż by umrzeć. Ja mogę tylko napisać, że się z tym zgadzam, że to prawda. 
Bądźmy dla siebie dobrzy...

 π 


sobota, 5 stycznia 2019

"Piękna" Helena

Lustereczko, powiedz przecie...

Często mam to szczęście, lub nieszczęście, przebywać, a może raczej ocierać się o celebrytów, gładkich, pięknych i nieprzyjemnych. Nie, że jest to jakaś reguła, ale zdarza się, zaskakująco często się zdarza i mi przydarza się ich nieprzyjemność. Tak naprawdę nie potrafię stwierdzić, co w nich jest takie odpychające, człowiek chyba jeszcze tego nie nazwał, nie wymyślił odpowiedniego słowa dla tej choroby, przypadłości. Lecz wiem, jakie słowo wymyślono, i ono również świetnie do nich pasuje, sprawdza się – nuda. „Gwiazdy” są śmiertelnie nudne. Nie wiem, czy tak było zawsze, ale teraz tak jest, bez dwóch zdań. Zastrzegam, że to wyłącznie moja opinia, i oczywiście nie poznałam wszystkich celebrytów świata… i nie zamierzam chyba, że zostałabym do tego zmuszona.
Nie o tym jednak chciałam pisać. Chciałam pisać o Helenie, a że ona była taką trojańską celebrytką, naszedł mnie powyższy akapit i kazał się pisać, więc go napisałam.
Ostatnio uczestniczyłam w dyskusji o pięknie, czym jest piękno i czy piękno rzeczywiście jest piękne, czy tylko nam się tak wydaje. Ja twierdzę, że istnieje kanon piękna, że zasada „nie to ładne, co ładne, ale co się komu podoba” jest chuligaństwem. Oczywiście, czasem się to jakoś tam sprawdza, np. w miłości, ale o miłości, to może kiedy indziej.   
Helena poza tym, że była piękna, mam na myśli piękna wizualnie, była też lekkomyślna i tak, wiem, lekkomyślność to jeszcze nie koniec świata. Może i nie koniec, gdy nikomu nie szkodzi, lecz gdy prowadzi do wojny i śmierci setek ludzi… cóż, przestaje być niewinną, kokieteryjną mrzonką, a staje się zbrodnią. Lecz ja nawet nie o tej jej zbrodni chciałam pisać, nie o tej lekkomyślności, nie o głupocie, ale o tym przeklętym pięknie, które prześladuje nas do żywego. Może nie mnie, bo ja już na to macham ogonem, ale takie nastolatki, anorektyczki, bulimiczki… z nimi też się stykałam, z nimi też rozmawiałam i w odróżnieniu od celebrytek, one/oni mieli coś do powiedzenia. Prezentowali pewien rodzaj rozdarcia, prowadzili ciągły dialog, sami ze sobą, jakby w ich głowach siedziały dwie różne osoby. Jedna rozsądna, mówiąca o tym, że warto jeść, a druga szalona, pragnąca ograbić swą ofiarę do kości – dosłownie „do kości”.
Pogoń za urodą, przybrała groteskowy wygląd kobiety, dającej się pociąć chirurgom tylko po to, by sobie zmniejszyć o parę milimetrów nos, powiększyć o parę centymetrów biust, wygładzić zmarszczki, wyssać z boków tłuszcz. Nie wiem od kiedy stała się modna tandeta, przegapiłam tę datę, przeoczyłam ją, albo ona tak świetnie się maskowała, że nikt jej nie zauważył. Nasza cywilizacja będzie nazywana cywilizacją plastiku i nad tym strasznie boleję, okropnie mnie to smuci, naprawdę. Czuję, jak wszystko mnie przez ten plastik boli, jak mnie bolą oceany, ziemia, powietrze, jak boli mnie patrzenie na naciągniętą skórę kobiety, która kiedyś była ładna, ale by być piękna, stała się potworem.
Problem ten nie dotyka tylko kobiet, ja też nie chcę pisać wyłącznie o kobitach i jeśli ktoś by kiedyś ode mnie tego wymagał, obraziłabym się. Kobiety, to nie jest jakieś wydarzenie, żeby się o nich, o nas, rozpisywać. Nie trzeba nam specjalnej rubryki w prasie, abyśmy mogły się lepiej poczuć. Mężczyźni nie powinni nas głaskać, ale śmiało podawać nam rękę, którą my mocno uściśniemy, lecz oni też wpadli w ten zaklęty krąg. Oni też są ofiarami piękna.
Helena miała wielu adoratorów, całą listę, a wybrała tego żonatego, w dodatku jego żoną była jej siostra. Skąd bierze się w nas ta chęć robienia sobie i innym na przekór? Nie mam pojęcia. Faktycznie, coś musi być w tym zakazanym owocu, w jego błyszczącej powłoce, która zdarta, zawsze odkrywa zgniliznę. Ludzie, których świat nazwał pięknymi, mają fałszywe poczucie władzy i myślą, że wszystko im wolno. To krzywdzące nie tylko dla „reszty”, ale i dla nich samych. Zostają okłamani i kiedyś, bo kiedyś na pewno, boleśnie się przekonają, że ziemia nie kręci się wokół nich, że istnieją rzeczy ważniejsze niż wygląd i posiadanie. Władza, nawet ta najsilniejsza, kiedyś się kończy, w tym wypadku kończy ją albo starość, albo choroba, albo po prostu samotność, bo z narcyzem ciężko wytrzymać.
Napisałam to, bo stykam się na co dzień z ludźmi dotkniętymi pięknem, to znaczy wykrzywioną jego wizją. Mogłabym napisać więcej i mocniej, ale chyba nie jestem jeszcze dość wściekła, a by pisać dobrze, trzeba być albo wściekłym, albo zakochanym. Czasem dobre pisanie wynika z połączenia wściekłości i miłości. To tutaj jest dzieleniem się, wyrzuceniem pewnych myśli. Zresztą nazywajcie to jak chcecie, odwiedzajcie, czytajcie, oceniajcie. Ludzkość, kultura, cywilizacja wyrosły na opiniach – to opinie zmieniają świat, a przynajmniej przyczyniają się do jego zmian... oby zmieniły go na przynajmniej choć trochę mniej plastikowy. 

 π 

środa, 2 stycznia 2019

Nowy Rok - Nowy Blog


Jeden się skończył, drugi zaczął... Jesteśmy przez to dojrzalsi, mądrzejsi? Tego nie wiem. Z pewnością "nabieramy liczb", starzejemy się, przeklinamy czas, który ma to gdzieś. Oczywiście świętujemy, pijemy szampana, tańczymy, śpiewamy, wybieramy albo kameralne grono, albo imprezy masowe - żyjemy w dobrych czasach. Naszym jedynym zmartwieniem jest to, z jak dużym kacem się obudzimy w Nowym Roku 2019...
Jako dziennikarka widziałam wiele i nie piszę tego, by się chwalić, bo nie ma czym. Nie zwiedzałam nigdy świata, tak jak to robią gwiazdy instagrama, facebooka - nie. Za każdym razem, gdy gdzieś jechałam, miałam w tyle głowy kasę i to, że muszę się z tego wytłumaczyć. Gdy wracałam z podkulonym ogonem, gdy coś szło nie tak jak sobie zaplanowałam, chciałam zapaść się pod ziemię, bo dla mnie to była przegrana bitwa. Pracę traktowałam zawsze serio, bo życie traktuję serio. Bardzo serio.
Wiecznie przeszkadzali mi głupcy, którzy mają wiele pieniędzy i mało rozumu. Zadziwiające jest, że to prawie zawsze idzie w parze. Gdy byłam dzieckiem wpatrywałam się w aktorów, jak w bogów, wszechwiedzących, wszechwyglądających, wszechobecnych. Pamiętam, jak mój dziadek zagadnął, kim chciałabym być gdy dorosnę, a ja odpowiedziałam, że aktorką. Wtedy on się uśmiechnął, i zapytał "Dlaczego?", a ja na to, że nie chcę być tylko jednym, a aktorzy mogą być każdym, kim zapragną. Dziadek poklepał mnie po plecach, zagwizdał jakąś wesołą melodię, bo tak miał w zwyczaju i gdy myślałam, że  już nie wróci do tej rozmowy, powiedział: "Oni są tylko klaunami kochanie, a Ty nie jesteś klaunem, nie nadajesz się do tej pracy, jesteś prawdziwa." Już nigdy więcej nie chciałam być aktorką, uważałam, że to straszny obciach.   
Patrzę teraz na martwy, zimny i sztywny 2018 i nie wiem, co o nim napisać, jaką modlitwę odmówić, jak pożegnać. Sylwester, to najdziwniejszy pogrzeb, przychodzi cały świat i cały świat się śmieje... teraz wiem, że to śmiech przez łzy, bo każdy coś tej nocy traci.
Wiele razy próbowałam rozkręcić tego bloga, ale nie miałam na niego wystarczająco dobrego pomysłu, nadal chyba nie mam. Myślę jednak, że mój zawód jest na tyle ciekawy, że będę miała o czym pisać. Zwłaszcza, że prawdziwe dziennikarstwo zostało zamordowane, wrzucone w niszczarkę i zapomniane. Oczywiście, każdy chce pamiętać o wielkich, np. o takiej Orianie Fallaci, ale nikt nie chce nią być, nie chce, albo nie umie - wychodzi na jedno. Kariera jest najważniejsza, kariera i pieniądze, ludzki zachwyt, chwilowy ale taki błyszczący i kuszący. Ja nie mam ani jednego, ani drugiego, dlatego mogę pisać naprawdę, bo tak jak mówił dziadek, jestem prawdziwa.
Nie musicie znać mojego imienia i nazwiska, bo to przecież nawet lepiej. Ludzie, gdy poznają twoje dane, szybko wrzucają cię do jakiejś sztucznej szuflady, którą stworzył ich mózg - to zawsze błąd i zawsze owocuje kłamstwem. Kłamią o tobie, i kłamią sobie. Tworzą nieistniejącą wizję, obraz, świat - niestety sporo ludzi, ogromna większość, lubi te kłamstwa, one dają im bezpieczeństwo, są jak ciepły koc, ale jak długo można siedzieć pod kocem? W końcu albo braknie ci świeżego powietrza, albo zatrujesz się własnymi gazami.
Na swoją obronę napiszę, że miałam dobrych nauczycieli. Zwłaszcza jednego, cenionego, wspaniałego, wyjątkowego człowieka - korespondenta wojennego, ale on raczej nazywa się korespondentem pokoju - bo czyż nie o to w tym zawodzie chodzi?
Czego Wam życzę? Na dobry początek w o l n o ś c i - ponieważ dla mnie jest ona najważniejsza... ale ta zdrowa. Ta, która najpierw jest obowiązkiem, dopiero potem prawem. 

 π