Łączna liczba wyświetleń

piątek, 31 października 2025

#recenzjePi "JAK POZNAĆ DRUGĄ OSOBĘ o sztuce głębokiego widzenia innych i bycia naprawdę widzianym" David Brooks

Przede wszystkim NIE DAJCIE SIĘ ZWIEŚĆ nudnej okładce i tytułowi, który może sugerować (a przynajmniej mnie zasugerował), że lektura JAK POZNAĆ DRUGĄ OSOBĘ? będzie poradnikiem w stylu "jak się zakochać?" i czytelnik będzie poznawał naiwne rady, które "na pewno" zmienią jego smutne i samotne życie w pasmo miłosnych sukcesów. Absolutnie, to nie jest taka książka! Ta książka jest po prostu ŚWIETNA! Mamy do czynienia z niezwykle mądrą analizą ludzkich zachowań i owszem, znajdziemy tam coś na kształt rad, ale nie będzie to infantylne pouczanie a wiedza oparta na dogłębnej analizie, długoletnim doświadczeniu i przyglądaniu się człowiekowi i jego schematom działania.


Przyznaję, że jestem oczarowana tą pozycją. Czyta się ją niezwykle szybko i wciąga jak niejedna fabularna zagadka. David Brooks podaje szereg przykładów z życia, ze swojego zawodowego i prywatnego egzystowania na tej dziwnej planecie, którą zamieszkuje jeszcze dziwniejszy gatunek - ludzki.


To, co mnie z miejsca kupiło, to styl. Brooks jest fantastycznym nauczycielem i opowiadaczem. Radzi sobie znakomicie z propagowaniem wiedzy, dzieli się nią w otwarty i komunikatywny sposób. Podczas lektury czułam się jak na arcyciekawym wykładzie i cały czas chciałam więcej. UWAGA ta książka nie nudzi... ona fascynuje i odkrywa nowy świat.


I teraz warto nadmienić, co Brooks nam przekazuje. Mianowicie dzięki tej pozycji dowiadujemy się jak kruchym i skomplikowanym psychicznie stworzeniem jesteśmy. Jak np. ulegamy schematom i jak potrafimy z przyzwyczajenia ignorować najbliższych... i w gruncie rzeczy okazuje się, że nie znamy męża, żony, rodzica. Często nie dostrzega się zmian, bo wydaje nam się, że jak już kogoś raz poznamy, jak z nim - powiedzmy - żyjemy lata... to ta osoba jest stałą, stabilną masą a przecież tak nie jest! Zmieniamy się każdego dnia, zmiany - czasem ogromne - powstają w człowieku w jednej chwili, podczas jednego zrywu, jednej traumy, lub jednej sekundy szczęścia.


David Brooks celnie punktuje mgłę powijającą umysły ludzi - mgłę utkaną ze stereotypów i własnego przekonania o swej nieomylności. Dzięki tej książce możemy nie tylko poznać lepiej innych i zrozumieć, jakie to ekstremalnie ważnie i jak wszystko zmienia - ale i możemy lepiej przyglądnąć się własnej osobie, własnej psychice. Szalenie wartościowa lektura! Szalenie!

jak Cię widzą... tak Cię piszą?
Wydawnictwo Zysk i S-ka
egzemplarz recenzencki

π

czwartek, 30 października 2025

#recenzjePi "SKĄD PRZYSZEDŁ KOT?" Dorota Sumińska (tekst), Ola Woldańska-Płocińska (ilustracje)

Kocie, kocie, kocie... i co z Ciebie wyrosło? Kici, kici, kici... jak to z Tobą jest? A może najlepiej zapytać SKĄD PRZYSZEDŁ KOT? i to pytanie zadała i na nie odpowiedziała Dorota Sumińska. Jej książka jest nie tylko spojrzeniem na drogę "mruczących bestii", którą kończy często kanapa, ale jest całościowym obrazem, historią łączącą człowieka z tym niezwykłym, tajemniczym, dla niektórych i magicznym zwierzęciem.


Opowieść o kociej tułaczce - o tym jak długi i dziwny był proces adaptacji dzikości w mruczącą kulkę -autorka opowiada bardzo mądrze. W książce mamy różne elementy. Są np. ciekawostki, one najczęściej znajdują się w kolorowych dymkach, wyróżnione i zwracające na siebie uwagę, ale są też opowieści spójne, fabularne, baśniowe. Dostajemy całą paletę bohaterów od człowieka po kota... a nawet i mysz się znajdzie (jakżeby inaczej).


Sumińska prowadzi nas do głębokiej przeszłości, gdzie Egipcjanie kota czczą, a łowcy-zbieracze potrzebują. Lecz możemy także zagłębić się w "kocią psychikę", poznać powody niektórych zachowań, zrozumieć miałczącą miłość a to wszystko zbliży nas do mruczka, który leży nam na kolanach i grzej w zimny, jesienny wieczór.


SKĄD PRZYSZEDŁ KOT? to książka idealna dla kociarzy i będzie doskonałym dla nich prezentem. Jest też pozycją dobrą dla każdego, kogo interesują ciekawostki z życia zwierząt. Sumińska ciekawie ją zaprojektowała od strony tekstu, ale nie można zapomnieć o ilustracjach...


Ola Woldańska-Płocińska napracowała się, to widać. Książka jest kolorowa, radosna, energiczna i dzięki temu - pełna życia. Okładka bez wątpienia przykuwa uwagę i bardzo podoba mi się jej paleta. Może i nie jest to mój ulubiony ilustratorski styl, ale nie mogę absolutnie nic zarzucić tej pozycji od strony wizualnej. SKĄD PRZYSZEDŁ KOT? to dopracowana i pod względem treści i obrazu książka, dzięki której możemy dowiedzieć się np. CZY KOTY ROZUMIEJĄ, CO DO NICH MÓWIMY? lub DLACZEGO KOT NIE LUBI HAŁASU?


Podsumowując - miłośnik zwierząt, kociarz i każde dziecko, które jest ciekawe świata powinno być z książki zadowolone. To bardzo dobra pozycja, solidnie przekazująca konkretną wiedzę. Kochacie kotki? Nie zastanawiajcie się zatem nad lekturą... a nie kochacie kotów? to też się nie zastanawiajcie, bo może pora docenić te mądre istoty... mądre i piękne.

kici, kici - miał, miał
Wydawnictwo Literackie
egzemplarz recenzencki

π

środa, 29 października 2025

#recenzjePi "LIS z Martwego Lasu" Aubrey Hartman (tekst), Marcin Minor (ilustracje)

Listopad za progiem i myślę, że LIS Z MARTWEGO LASU jest lekturą idealną na ten właśnie, wyjątkowy w roku - czas. Dla mnie są to chwile zadumy, lubię pogrążać się we wspomnieniach i rozmyślać o zawsze za szybko kończących się dniach. Aubrey Hartman opowiedziała naprawdę piękną historię, którą warto poznać. Podjęła trudny temat - temat śmierci - w fascynujący, delikatny i czuły sposób.


Nasz główny bohater, Lis Bazyl, jest... nieumarły. Stał się, na skutek zdarzeń strasznych, Przewodnikiem Dusz w Martwym Lesie. Już to brzmi ciekawie! A dalej jest tylko lepiej... Należy przede wszystkim podkreślić, że Bazyl jest postacią stworzoną do kochania. To dobry lisek, który ukrywa się przed światem nie tylko dlatego, że jest nieumarły, ale także dlatego, że uważa, że jest brzydki i straszny. Można napisać, że Bazyl ma bardzo niską samoocenę, ale jest przy tym pracowity, serdeczny i mądry. Ta mieszanka tworzy bohatera do przytulania.


Przeprowadzanie dusz na drugą stronę, to nie jest byle co. Odpowiedzialność, jaka spoczywa na jego lisich barkach, jest ogromna. On sam doskonale to rozumie, ale to, co ma się wydarzyć w Wigilię Wszystkich Świętych przerośnie nawet jego dobre serduszko. Warto też zauważyć, że koniec historii jest piękną klamrą dla całości - warto poznać.


Jednak ta książka nie byłaby tak piękna bez ilustracji Marcina Minora. Mamy wspaniałą okładkę, która zapowiada tajemniczą przygodę, ale mamy także moc czarno-białych ilustracji w środku. Każdy rozdział przyozdabia jedna i wszystkie są znakomite - baśniowe, jakieś takie wypukłe i wzruszające.


Styl Hartman może i nie jest idealny, ale jest skierowany do młodszego czytelnika - niemniej polecam i dorosłemu sięgnięcie po tę książkę. To jest styl prosty, powtarzający frazy, czasem nawet dialogiem dublujący opis, lecz to absolutnie idealna lektura do poduszki w listopadowy... ogólnie jesienny... wieczór. POLECAM.

nieumarły, niekochany, czuły LIS
Wydawnictwo Kropka
egzemplarz recenzencki

π

poniedziałek, 27 października 2025

#recenzjePi "LEONARDO DA VINCI i MICHAŁ ANIOŁ światło geniuszu, mrok rywalizacji" Roberto Mercadini,

Nie jest łatwo napisać dobrą, wciągającą biografię a trzeba wiedzieć, że "LEONARDO DA VINCI i MICHAŁ ANIOŁ światło geniuszu, mrok rywalizacji", to nie jest zwykła biografia. mamy tu do czynienia z biografią łączoną, przeplatającą dwa życia, dwa światy, dwa wielkie, absolutnie niepodważalne talenty. Lecz, aby tego było mało, autor Roberto Mercadini snuje tę spektakularną opowieść nie pozwalając sobie na klapki na oczy - wkłada wiele nazwisk, wiele biografii w tę jedną książkę, która - udała się! I to udała się bardzo...


Przede wszystkim muszę pochwalić sposób prezentacji informacji. Autor postawił na krótkie rozdziały i to jest niemal zawsze, o ile nie zawsze - w przypadku tego typu dzieł - dobry pomysł. Tytuł każdego z rozdziałów jest już sam w sobie opowieścią, którą chce się poznać, bo np. kto by nie chciał "Odpowiedzieć zmarłym", lub kogo nie zainteresuje "Sztuka palenia obrazów"? Zdaje się, że są to pytania retoryczne... mnie bardzo zainteresowało wszystko.


Dla potwierdzenia zuchwałej narracji i stylu Roberto Mercadini'ego przytoczę pierwsze zdanie ów książki (a jak wiemy, pierwsze zdanie, to nie byle co) "Nie wszystkim zdarza się mieć ojca zakonnika i matkę zakonnicę." i ja spokojnie mogę zagwarantować każdemu, że temperatura każdej następnej myśli - rośnie. Roberto postawił na szokowanie. Szokuje jednak elegancko, zgrabnie. Wyciąga perły, które lśnią i sypie nimi czytelnikowi pod nogi. To nie są zwykłe życiorysy, bo i to nie byli zwykli ludzie. Mamy tu od czynienia z wizjonerami, artystami ponadczasowymi, umysłami dziwacznie cudownymi. Tak jak ich dzieła, tak i oni zachwycają, budzą podziw, ale i zdziwienie, czasem nawet zgorszenie. Opowieść o tej dwójce jest burzliwa, pełna pikantnych szczegółów, nietypowa.


Roberto Mercadini, jak mało który biograf, postawił na ten wspomniany szok i nie odpuszcza do końca. Książka iskrzy i rzeczy trudnych do pojęcia - a one się wydarzyły. Sposób, w jaki te dwa światy się stykały, jaką drogę pokonały i jakich wspólnych "znajomych" do siebie wpuściły - tak, to są światy pełne przypadków, od których może się zakręcić w głowie. Podoba mi się ta sensacyjność, choć ogólnie nie mam w zwyczaju gonienia za nią, ale tutaj - myślę, że jest wskazana. Lepiej się czyta, lepiej przyswaja fakty i myślę, że nawet lepiej rozumie bohaterów tej prawdziwej historii.



Warto też zwrócić uwagę na fotografie. Mamy tu sporo reprodukcji (szkoda, że czarno-białych) i dobrze, bo czytelnik zaraz może porównać to co przeczytał, z tym, co na obrazie. Myślę, że to jedna z ciekawiej napisanych książek biograficznych i ma szansę spodobać się wielu. Świetnie napisana, pełna ciekawostek, sprytnie łącząca wielką historię z małymi historiami jednostek. Mocna pozycja.

było takich dwóch
PORTRETY/OBLICZA
bo.wiem
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
egzemplarz recenzencki

π

niedziela, 26 października 2025

#recenzjePi "TKAJĄCA WIATR" Julie Johnson

Czytelnicza przyjemność, radość i lekkość płynąca z lektury, chęć pochłonięcia książki za jednym zamachem - TKAJĄCA WIATR właśnie to mi dała i przyznaję, że się zupełnie, ale to zupełnie tego nie spodziewałam. Przynajmniej nie spodziewałam się aż takiej intensywnej, łaskoczącej w brzuch przyjemności z opowieści. Takie niespodzianki to ja chcę! Poproszę więcej!

Julie Johnson naprawdę to zrobiła! I choć okładka, to jak wspaniale książka wygląda, zapowiadała świetną przygodę, to nie do końca wierzyłam, że faktycznie takową dostanę. Zwłaszcza, gdy przeczytałam, że owszem - jest to fantasy - ale raczej z naciskiem na romantasy... a ja wątków miłosnych unikam, nomen omen, jak ognia, bo są szalenie przewidywalne, po prostu mnie nie interesują. Traktuję czasem sięganie po romanse, jako eksperyment i nie przywiązuję do nich wagi, ale tutaj! Tutaj! To co innego... było gorrrrąco, ale i fantastycznie.


Pisarka odznacza się lekkim, wyjątkowo miękkim i przyjemnym stylem. Widać to zwłaszcza w dialogach, które może czasem wydają się infantylne - zwłaszcza słowa wypowiadanie przez główną bohaterkę - ale ogólnie, są szalenie angażujące i zabawnie ciepłe. Rhyi można przecież wybaczyć dziecinność i niedojrzałe odpowiedzi, ponieważ jest młodą dziewczyną... półelfką o zdolnościach, które mogły by przytłoczyć każdego.
Podziwiam chemię, jaką udało się zbudować Johnson między bohaterami. Jest intensywnie, prawdziwie i spójnie i nie mam tu tylko na myśli relacji łączącej dwie główne postaci, ale wszystkich, o których czytamy. Pisarka postawiła także, w mojej ocenie, na bardzo ryzykowny sposób narracji - bo narrację pierwszoosobową, którą bardzo łatwo zepsuć. Wielu autorów wpada w jej pułapkę prawdopodobnie uznając, że jest łatwiejsza do napisania, bo przecież człowiek myśli w pierwszej osobie... ale to złudzenie. Ten typ opowiadania jest zdradliwy, łatwo wpada w banał i sprawia, że całość wygląda monotonnie, dziecinnie i topornie. TKAJĄCA WIATR jest przykładem naprawdę dobrze napisanej pierwszoosobowej narracji, wiarygodnej i emocjonalnie spójnej.


Oczywiście jest też świat przedstawiony, który wciąga. Fantastyczna moc żywiołów ukryta w bohaterach. Ależ to wciąga! I jaką radochę daje! Rozrywka znakomita i była mi ta książka szalenie potrzebna! Nie mogę się doczekać kontynuacji... Zaznaczam, że nie jest to wybitna literatura, nie jest to nawet wybitna fantasy, ale jest rozrywkowa, perfekcyjnie wciągająca i sprawiająca, że czytelnik przestaje myśleć to problemach codzienności. Dla mnie była to czyta przyjemność. Każdemu, kto szuka odskoczni - polecam. Świetna przygoda!


Na koniec wspomnę o pierwszym wrażeniu. O tym, z czym skojarzyła mi się książka - mianowicie ze świetnym serialem Carnival Row... aż musiałam sprawdzić, czy to nie była inspiracja, czy nie są te dwa dzieła ze sobą jakoś powiązane. W dalszej części złudzenie znika, ale na początku było bardzo silne.

podmuch miłości
tom 1
Władza Reliktów
Wydawnictwo Zysk i S-ka
egzemplarz recenzencki

π

piątek, 24 października 2025

#recenzjePi "LADIES WITH GUNS tom 4" Olivier Bocquet (scenariusz), Anlor (rysunki), Elvire de Cock (kolory)

LADIES WITH GUNS tom 4... to jest miazga! W najlepszym tego słowa znaczeniu - oczywiście. Żałuję, że nie czytałam poprzednich tomów, bo mam do czynienia z inteligentnym, wyrazistym, mocnym, brutalnym ale i zabawnym komiksem. Moje pierwsze spotkanie z Paniami uznaję więc za w stu procentach udane.


Gdy złapałam w dłonie LADIES WITH GUNS pomyślałam: no wypisz, wymaluj Tarantino z naciskiem na Django i nie myliłam się. TOM 4 ma w sobie wiele z Tarantino. Jest pokręcony humor, jest brutalność a w tej konkretnej odsłonie LADIES jest też niewolnictwo i kobiecość, która okazała się silniejsza od wrogów.



Jestem pod wrażeniem siły głównych bohaterek i chodzi mi tu o siłę stworzonych charakterów. Każda z Pań prezentuje inną osobowość, ma przeszłość, która się odzywa w zdaniach, dialogach, obrazach. W czwórce skupiamy się na Kadi (Kadiatou), która właśnie rodzi w dość trudnych okolicznościach. Mamy zatem mocne otwarcie tomu a potem jest tylko mocniej. To prawdziwa jazda bez trzymanki z potrzebującym lekarza nowo narodzonym dzieckiem. To podróż przez Dziki Zachód w kobiecym, twardym, bezlitosnym stylu... bo miłość matki nie zna granic i nie wie, co znaczy "poddać się".



Wielką zaletą tego komiksu jest fakt, że choć rozpoczęłam przygodę z Paniami od tom 4, to nie czułam zagubienia. Jasne, że chciałabym poznać poprzednie części, ale nie dlatego, że nie ogarnęłam fabuły 4, tylko dlatego, że to jest tak dobre, że po prostu chcę wiedzieć o tych niesamowitych dziewczynach wszystko.


Muszę też napisać o bardzo dobrych dialogach, które czyta się na jednym oddechu. Od komiksu nie da się oderwać, ja musiałam poznać zaraz całość, ponieważ bym nie zasnęła. Fabuła tylko pozornie wydaje się sensacyjna, ale tak naprawdę dostajemy tu mądre, głębokie wejście w świat, w którym kobieta musi walczyć... bo przecież to metafora, bo przecież te problemy bywają bardzo aktualne. Samotność każdej z Pań jest kojąca, bo spotyka samotność w oczach kolejnej, w oczach siostry, przyjaciółki, partnerki w niedoli. Zatem LADIES WITH GUNS jest pozycją o wspieraniu się, o wspólnym celu i o ciągłej walce o przetrwanie.... trzeba przyznać, że bardzo to życiowe.


I ilustracje! Coś absolutnie wspaniałego. Tarrantino w kresce, ostre emocje wypływające z kartek. Kadry żywo skomponowane, energiczne, ale i w odpowiedniej chwili subtelne, smutne i refleksyjne. Nie da się nie polubić tej grupy i tego dzieła. Naprawdę piękna rzecz - mądra opowieść. Bardzo polecam!

były sobie Panie...
LADIES WITH GUNS
tom 4
nonstopcomics
egzemplarz recenzencki

π

czwartek, 23 października 2025

#recenzjePi "SEKRETY STARYCH ZAMCZYSK ilustrowany skarbiec szkockich legend" Theresa Breslin (tekst), Kate Leiper (ilustracje)

Szkocja - kraina, która od zawsze budziła we mnie magiczne skojarzenia i nie przesadzę, gdy stwierdzę, że chętnie bym tam zamieszkała. Czar tych stron wydaje się lekiem na rozkrzyczany świat. Połączenie zaś Szkocji z zamkami i legendami jest wprost BAJECZNE. Ta książka nie mogła się nie udać, a udała się znakomicie, bo wzięły się za nią dwie wybitne kobiety. Jedna zadbała o pióro i lekkość opowieści - Theresa Breslin, druga o znakomity obraz, ilustracje, które sprawiają, że legenda staje się faktem - Kate Leiper.


SEKRETY STARYCH ZAMCZYSK - ILUSTROWANY SKARBIEC SZKOCKICH LEGEND, to zjawiskowo wydana pozycja, która prezentuje przepiękne, czasem mroczne, czasem lekkie historie. Każda z baśni jest wyjątkowa, usytuowana w innym miejscu, opisująca innych bohaterów i ich motywacje i stawiająca całą sytuację w konkretnym kontekście - historycznym.



Breslin wyśmienicie operuje słowem a jej styl jest wprost stworzony, by opowiadać legendy. Nie ma tu trudności, czytelnik storna po stronie mknie przez szkockie krajobrazy, poznaje dudziarza, dziwnego czerwonego kapturka a nawet prawdziwego potwora z Loch Ness. Każda z tych historii rozgrywa się w cieniu jakiegoś szkockiego zamku, który z łatwością możemy odnaleźć na mapie. Oszałamiająco świetna rzecz!



Lecz legendy, sam tekst, to nie wszystko, Mamy również wybitne ilustracje Kate Leiper. To nie są jakieś tam obrazki, oj nie, nie. To są dopracowane. przemyślane, magiczne w swej dokładności dzieła utalentowanej artystki. Każda ilustracja niesie ze sobą ogromny ładunek emocjonalny a bohaterowie - zarówno ci ludzcy jak i zwierzęcy, mają "duszę". Również krajobrazy, budowle, rzeczy codziennego użytku zadziwiają swą wyrazistością. Warto także zwrócić uwagę na piękną paletę kolorów. Leiper postawiła na stonowane barwy, naturalne, pozbawione błysku, raczej matowe i do tego stopnia mądrze dobrane, że aż czuje się zapach wiatru na twarzy bohaterów.



Ja jestem zachwycona tą pozycją. Posiada w sobie wszystko, co uwielbiam: zamki, piękne miejsca, legendy, potwory, tajemnice, nieznane krainy i tajne przejścia... i oczywiście jest to SZKOCJA! Idealnie! Polecam i dzieciom i dorosłym - ta książka nie ma ograniczeń wiekowych i takie właśnie opowieści warto czytać dzieciom i sobie. Coś wspaniałego!

podróż do Szkocji
Wydawnictwo Kropka
egzemplarz recenzencki

π

środa, 22 października 2025

#recenzjePi "ŚWIĘTOWANIE ŻYCIA" Ewa Woydyłło

Zdrowie psychiczne - niby wszyscy o nim mówią, a jednak wciąż przechodzi się obok chorych z odrazą. Gdy środowisko np. w pracy zauważy, że w kimś rodzi się smutek, to nie pyta o powód, nie dostrzega mobbingu, znęcania się, nie wyciąga pomocnej dłoni... oj nie! Takie środowisko ucieka, obgaduje, niszczy i odgradza się od problemu, który w większej części zapewne samo stworzyło. Niestety podobnie bywa w domu, wśród tych, którzy powinni nas wspierać. Lepiej się odwrócić, wydrwić, umniejszyć ból, który ktoś przeżywa. Tak! Zdrowie psychiczne kuleje, bo kuleje emocjonalna inteligencja społeczeństwa nastawionego wyłącznie na zysk i na siebie. Ewa Woydyłło w swoich trzech dziełach, trzech bestsellerach prowadzi czytelników przez gąszcz błędnych dróg, dróg - które mogą wydawać się bez powrotu.


ŚWIĘTOWANIE ŻYCIA, czyli trzy książki: Sekrety kobiet, Buty szczęścia i Droga do siebie, to rodzaj terapii. Ceniona psycholożka pokazuje, w sposób bardzo subtelny i czuły, mechanizmy np. depresji, anoreksji, przemocy, problemów w związkach, zaburzonej samooceny itd. Rozkłada te tematy na części pierwsze, ale robi to w bardzo "ludzki" sposób. To nawet nie są rady, a raczej doświadczenie zawodowe, świadectwo tego, co autorka wie nie z książek, ale z życia.



Podoba mi się w tej pozycji jej prostota. Można podczytywać konkretne tematy, wybierać, skakać od rozdziału do rozdziału - nie ma tu zadęcia, jest ciepło i chęć pomocy. Oczywiście nie sądzę, że mamy tu do czynienia z rewolucją w np. leczeniu depresji, ale na pewno każdy coś dla siebie ze ŚWIĘTOWANIA ŻYCIA wyciągnie. Pozornie jest to książka skierowana wyłącznie do kobiet, ale jestem pewna, że i mężczyzna w niej się odnajdzie, zwłaszcza jeśli zmaga się z opisywanymi trudnościami.


Może i czasem wydawało mi się, że czytam o rzeczach oczywistych, ale zdaje się, że dla osoby, która widzi świat na czarno, to rzeczy oczywiste stają się nieoczywiste. Droga uświadomienia sobie bólu i problemu, z którym się zmagamy jest długa. Trudno też dostrzec prawdziwe oblicze danej sytuacji, ponieważ zawsze patrzymy przez okulary własnych lęków i własnego, beznadziejnego położenia. Myślę, że ŚWIĘTOWANIE ŻYCIA może być bardzo dobrym początkiem rozumienia siebie i rzeczywistości, w której się znaleźliśmy... a przynajmniej nie zaszkodzi spróbować.


Należy także dodać, jak pięknie wydano tę pozycję. Wspaniałe, barwione brzegi i rewelacyjny projekt okładki. Patrząc na tę książkę ma się wrażenie, że brama zjawiskowego, dzikiego ogrodu właśnie się otwarła - i ma to sens.

droga do siebie
Wydawnictwo Literackie
egzemplarz recenzencki

π