Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 15 marca 2026

#recenzjePi "HOKUS-POKUS" Kurt Vonnegut

Kurt Vonnegut, to nie był jakiś tam zwykły pisarz - to był wizjoner i człowiek obdarzony sokolim wzrokiem oraz ciętym językiem... przyprawionym czarnym humorem. Był też osobą tzw. doświadczoną życiowo i własnie ta jego satyra na codzienność i ironia na politykę pozwoliła mu stworzyć dzieła, które nigdy, absolutnie nigdy (niestety) nie stracą na ważności. Lub stracą, jak Ziemią zaczną rządzić... bo ja wiem... alpaki?

HOKUS-POKUS jest moim kolejnym spotkaniem z twórczością tego wyjątkowego autora. Początek miałam z nim trudny - zaczęłam od KOCIEJ KOŁYSKI - której zdaje się, zupełnie nie zrozumiałam. Po prostu byłam jeszcze za mało "doświadczona życiowo". Obecnie tego pisarza cenię i uważam, że w kabaretowy sposób pokazuje koszmar Ziemi oranej rękami ludzi.


Nasz główny bohater, weteran wojny w Wietnamie, staje się nauczycielem, więźniem i nauczycielem, nauczycielem, nauczycielem... więźniem, więźniem, więźniem - weteranem do krwi. Wszystko to w ironicznym stylu pamiętnika, gdzie jego przemyślenia, na pierwszy rzut oka od czapy, tak naprawdę za każdym razem wbijają w "cywilizowany" świat ostrą wykałaczkę. Auć!


Wojna, to temat - obecnie - arcypopularny. Wszyscy zastanawiają się, kiedy (do cholery!) wybuchnie?! Kiedy (do cholery!) ten świat podpalą ludzie po raz enty?! No cóż... kiedy? Nie wiem. Że podpalą? To pewne. Zatem idąc za tym tematem myślę, że warto tu przytoczyć fragment z rozmowy między głównym bohaterem, weteranem tej samej wojny, co jego rozmówca:
"- To znaczy, że obaj wiemy - powiedział - jak to jest, kiedy za niebezpieczną misją, jaką pełnisz w obcym kraju, stoi podszyte pychą szaleństwo innych!"
Panowie stali po przeciwnych stronach - a jednak wnioski są takie same dla obu tych stron... ciekawostka.


HOKUS-POKUS, to nabity inteligentną, ostrą ironią traktat o ludzkiej... pomyślmy? głupocie, okrucieństwie, pysze, chciwości, brutalności i pochopności... oraz lekkomyślności w decydowaniu o życiu - i n n y c h. POLECAM!

tak zaczarować świat, by ginęli za nas głupcy
Wydawnictwo Zysk i S-ka
egzemplarz recenzencki

   π

sobota, 14 marca 2026

#recenzjePi "SANGOMA przeklęci z Kapsztadu" Caryl Férey (scenariusz), Corentin Rouge (ilustracje)

SANGOMA - PRZEKLĘCI Z KAPSZTADU, to komiks, od którego nie da się oderwać. Niesamowicie angażujący, wciąga bezwzględnie i trzyma w napięciu do samego końca. Trudno zrobić oddech, bo ze strony na stronę atmosfera robi się gęstsza a wydarzenia pędzą przy hukach wystrzałów. Jest to też komiks bardzo "seksowny", z ostrą kreską i świetnie dobranymi kolorami, które budują klimat kadr po kadrze.


Lecz ta opowieść jest przede wszystkim wstrząsająca na wielu poziomach. Mocno osadzona w kapsztadzkich realiach poapartheidowych, gdzie dochodzi do ciągłych tarć między czarną, rdzenną społecznością, a białą mniejszością, która posiada ziemię i tak naprawę rządzi. Czytelnik przygląda się niesprawiedliwości, ale i odsłaniają się przed nim straszne, wyjęte z największych koszmarów zabobony wypływające ze slamsów, marginesu społecznego. W tym całym zamieszaniu poznajemy świetnie skonstruowanych bohaterów. Na pierwszy plan wysuwa się gliniarz Shane Shepperd, ale mamy też jego kochankę, córkę lidera afrykanerskiej skrajnej prawicy, są też właściciele winnicy i ich pracownicy, oraz sekrety z przeszłości i jest porwane niemowlę...


SANGOMA, to wstrząsająca podróż do miejsc, do których raczej turysta nie zagląda. Jest to twardy obraz problemów, które dotykają Afrykę - jej mieszkańców - w całościowym, niemal kontynentalnym ujęciu, ponieważ tarcia polityczne, to codzienność, podobnie jak przemoc, gwałty, porwania, zabobony, bieda i gangi oraz oczywiście korupcja. Mamy tu do czynienia z "odciętą" dłonią Afryki, która pokazuje tylko, że kontynent krwawi. Bardzo ciekawa, ale i ważna opowieść, w której dominuje poczucie niesprawiedliwości, ale i wakli o resztki godności.




Komiks jest fantastycznie wydany. Piękny papier, kolory, kreska. Scenariusz wciąga i nie pozostawia czytelnika obojętnym. Jest też humor, który nieco rozładowuje ciężką atmosferę, ale i on jest słodko-gorzki. Uważam, że zdecydowanie warto sięgnąć po tę pozycję.

w świecie żmij i sępów 
nonstopcomics
egzemplarz recenzencki

   π

piątek, 13 marca 2026

#recenzjePi "OBDAROWANA" Suzumi Suzuki

Niespełna sto stron OBDAROWANEJ sprawia, że powietrze zaczyna drżeć. Rzec można - nowelka - krótka opowieść o traceniu matki... Smutna opowieść, o życiu, które skazane było na ból. Suzumi Suzuki pisze zdania jak szpilki, bezwzględne opisy zwykłych czynności, które składają się na dźwięki umierania. I ten klucz... przekręcany w drzwiach - do mieszkania ukrytego w szczątkach przeszłości.

Zdecydowanie ta książka nie podnosi na duchu. OBDAROWANA raczej osacza, powoli zniewala lękiem i dzikim niezrozumieniem wszechobecnego okrucieństwa w każdej małej rzeczy, w najdrobniejszym przedmiocie, w geście, spojrzeniu, oddechu. Mamy do czynienia z chwilą przejścia ze stanu mam matkę - do stanu nie mam matki. Jest też ciężkie od papierosowego dymu pytanie: Czy ona mnie kiedykolwiek kochała?


Dziwna jest to opowieść, z bohaterką - pracownicą seksualną, która swoje życie postrzega jako naturalną kolej rzeczy. Tak musiało być. Kropka. I obok tej naszej bohaterki chodzi alkohol, depresja i choroba. Ten trójkąt składa się na jej najbliższych znajomych i zaklęta w nim pali, by zatrzeć poczucie straty - a traci siebie każdego dnia.


OBDAROWANA, to rodzaj pożegnania, specyficznego pożegnania, bo niemal zupełnie pozbawionego słów. To pożegnanie mieszkania, miejsc, przedmiotów, dotyku skóry, zapachu matki, która zadawała ból. A może tak rozpaczliwie starała się zmienić los córki - sprawić, by córka nie stała się nią.. lecz rozpacz rodzi desperację, a desperacja pcha córkę w przyszłość, którą matka chciałaby najchętniej spalić.

życie, które się powtórzyło
bo.wiem
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
egzemplarz recenzencki

   π

wtorek, 10 marca 2026

#recenzjePi "WŁADZA I POSTĘP tysiąc lat walki o technologię i dobrobyt" Daron Acemoglu, Simon Johnson

Dwóch laureatów Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii Daron Acemoglu i Simon Johnson napisali książkę: WŁADZA I POSTĘP - TYSIĄC LAT WALKI O TECHNOLOGIĘ I DOBROBYT. Brzmi dość skomplikowanie, może nawet odstraszająco... jednak okazuje się, że jest to oda do człowieka. Mamy tu do czynienia z rozkładem na części całej tej super technologii, która tak bardzo "pomaga" nam w życiu... tylko, że bogacą się - bogaci.

Oczywiście nie jest to pozycja łatwa w odbiorze, nie czyta się jej jednym tchem. To kolejna z książek na mojej półce, którą podczytuję. Nie byłabym w stanie usiąść i czytać ją od deski do deski, ale we fragmentach wypada świetnie, bo daje czytelnikowi masę danych do przetworzenia i ... przemyślenia.


Uderza mnie w tej publikacji jej bezkompromisowość. Autorzy wykładają czarno na białym historię postępu w ujęciu dobra dla jednostki - i wypada to dość blado. Ten smutny wniosek, że bogacą się tylko bogaci a reszta haruje - cała prawda... ot życie by się chciało rzec. Mamy tu mocną konfrontację nie tylko tego, co najnowsze, czyli np. AI, ale i tego, co doprowadziło w konsekwencji do AI, które odbiera ludziom prace i stwarza szereg innych zagrożeń. Lecz co zrobić, by technologia służyła także tym malutkim? Nie jestem do końca pewna - czy wiem... bo chyba nie wiem.


Osobiście mam sporą niechęć (to delikatne słowo) do wszelkich AI-ów. Mnie ta sytuacja przeraża, a gdy spojrzę w przeszłość, to widzę cały czas to samo - mrówki, które pracują bez ustanku, do ostatniego tchu, by zadowolić "panów".


Mnie WŁADZA I POSTĘP wprawiła w wisielczy humor, choć nie jest to aż tak czarna wizja, jak ja ją odbieram. To raczej moja refleksja, interpretacja dostępnych faktów. Świat, w którym najlepszy przyjaciel jest robotem, może i ma plusy, jest sterylny i niezawodny (póki mu śrubka nie odpadnie)... ale jest zimny. Można i nawet z tego chłodu wyłuskać pozytywy... jednak wolałabym, by ludzie byli dla siebie ludźmi, niż bym musiała szukać pocieszenia w ramionach robota.

co to było - co to będzie i dlaczego jest jak jest, a nie tak, jak być powinno
Wydawnictwo Zysk i S-ka
egzemplarz recenzencki

   π

sobota, 7 marca 2026

#recenzjePi "KRÓTKA HISTORIA INTELIGENCJI ewolucja, sztuczna inteligencja i pięć przełomów, które ukształtowały nasz mózg" Max Bennett

KRÓTKA HISTORIA INTELIGENCJI pióra MAXa BENNETTa, jest książką złożoną i wielowątkową. Na początku, gdy sięgamy po nią, w głowie powstaje przekonanie, że będzie dużo o SZTUCZNEJ INTELIGENCJI i faktycznie, ten temat jest obecny, ale nie jest przytłaczający. Autor raczej systematycznie prowadzi czytelnika przez meandry ewolucji ludzkiego mózgu i mózgu w ogóle - ponieważ bierze na warsztat mózgi np. ssaków. Jest to kompleksowe zestawienie historii ewolucji inteligencji... że tak się wyrażę.

Książka ta ma szalenie dobre opinie i całkowicie to rozumiem. Głównym atutem dzieła BENNETTa jest to, że skrupulatnie odsłania czytelnikowi, karta po karcie, historię życia na ziemi i jego niezwykły rozwój. Jednak nie jestem aż tak hurraoptymistyczna, jak większość recenzentów. Oczywiście, zachęcam do sięgnięcia po KRÓTKĄ HISTORIĘ INTELIGENCJI (obecnie ją podczytuję, wybieram fragmenty, które mnie mocniej interesują i na tej podstawie wystawiam opinię), ponieważ bez wątpienia to pozycja wartościowa, ale...
Ale cały czas, niezmiennie śledzimy losy rozwoju mózgu w kontekście od małpy do człowieka - jednak zawsze w takich publikacjach brakuje mi jasnych dowodów. W skrócie to, że można pięknie narysować ludzki mózg obok mózgu małpy nie jest jeszcze dowodem, że człowiek od tej małpy zaczynał. Coraz częściej zaczynam zadawać pytania nie o teorie - bo teorii może być tyle, ilu ludzi na Ziemi - a o prawa, o fakty.


Jednak nie chcę, by zabrzmiało to jakoś oskarżycielsko - bo nie jest to oskarżenie, a raczej pytanie i nie przekreśla to prawdy, iż książka KRÓTKA HISTORIA INTELIGENCJI jest fascynująca. To, co w niej mnie zachwyca, to właśnie to sięganie do korzeni, do początków życia na naszej planecie i zakończenie na sztucznej inteligencji, która potrafi wygrać z człowiekiem w szachy, a nie potrafi włożyć brudnych naczyń do zmywarki.


Ludzki mózg i mózg w ogóle, zresztą... życie po prostu jest fascynujące. Inteligencja jest określeniem bardzo dziwnym, które z miejsca odsyła nas do NASZEGO mózgu, ale inteligentne są wszystkie stworzenia - mają one bowiem inteligencję wrodzoną a fakt, że ludzkość umieściła się na tronie, mówi tylko tyle, że siedzimy na tym tronie, bo nam tam wygodnie i bo innych ten tron nie interesuje.


Podsumowując, mamy do czynienia z bardzo ciekawą, rozbudowaną opowieścią o rozwoju INTELIGENCJI, która - choć piękna - potrafi być straszna a kryteria oceny przydatności, bywają rozmyte, gdyż zawsze należy czekać na efekty "inteligentnych" rozwiązań. Będę ją pewnie jeszcze długo podczytywać, bo nie jest to pozycja na raz i należy do niej podejść ze świeżym UMYSŁEM (przy użyciu dostępnej inteligencji).

jesteśmy tacy INTELIGENTNI
Wydawnictwo Zysk i S-ka
egzemplarz recenzencki

   π

piątek, 6 marca 2026

#recenzjePi "CZWARTY ZWROT JUŻ NADSZEDŁ co cykle historii mówią nam o tym, jak i kiedy zakończy się obecny kryzys" Neil Howe


Neil Howe, można rzec, że trochę rozbija bank swoją książką pt. CZWARTY ZWROT JUŻ NADSZEDŁ. Czytam tę pozycję fragmentami, wyrywkowo, etapami, nie śpieszę się... i jestem zaskoczona jej jednocześnie prostotą w rozumieniu świata i jego mechanizmów, jak i drobiazgowością w przedstawianiu historii ludzkości, jej błędów, wzlotów i upadków. Jednak to, co robi największe wrażenie, to właśnie ów cykliczność. Z jednej strony pokrzepiająca, bo wskazuje dobitnie, że po nocy wstaje dzień - zawsze! Z drugiej jednak - wkrada się w serce pesymizm i zniechęcenie, ponieważ dostajemy dobitne świadectwo na to, że ludzie nie uczą się na błędach, a wręcz traktują je jak sport, na którym zawsze można skorzystać - a korzystają bogaci.




Cóż... nikt i nic nie uchroni nas przed wojną. To jest po prostu pewne. To się stanie. Kiedy? Ja nie mam jeszcze odwagi stawiać żadnych teorii - wolę czekać na bieg wydarzeń i ewentualnie na bieżąco komentować... choć i od komentarzy wolę trzymać się ostatnio z daleka, bo co znaczy komentować, przy wiedzy zabrudzonej kłamstwami i manipulacjami z zewnątrz?
Zdanie, które absolutnie wspaniale określa omawianą książkę i które rozwaliło mi rzeczywistość, a raczej ją pięknie wytłumaczyło - a padło spod pióra człowieka w latach ok. 1280-1305 i był tym człowiekiem niejaki Jean de Meun brzmi:
"Pokój rodzi obfitość, obfitość rodzi pychę,
Pycha rodzi kłótnię, a kłótnia wojnę;
Wojna rodzi łupiestwo, a łupiestwo nędzę,
Nędza rodzi cierpliwość, a cierpliwość pokój.
Zatem pokój rodzi wojnę, a wojna rodzi pokój."

I zdaje się, że w tych słowach autor zawarł całą historię ludzkości. Nie wiem, czy to dobra wiadomość - myślę, że jest to wiadomość - po prostu. Wiedza faktyczna, koło czasu, w którym wszystkie śruby robią dokładnie to samo od wieków - pracują. Nie rdzewieją, nie niszczeją, nie wypadają, nie grzechocą, nie protestują - są niezmienne, jak niezmienna i nieuleczalna jest ludzkość.




Neil Howe w sposób niemal totalny prowadzi czytelnika przez dzieje świata, od wojny do pokoju, od pokoju do wojny. Jest to bardzo ciekawa analiza, która ofiaruje czytelnikowi nie tylko wiedzę historyczną, ale o zdolność do spostrzegania schematów. Polecam!

pokój rodzi wojnę, wojna pokój
Wydawnictwo Zysk i S-ka
egzemplarz recenzencki

   π

czwartek, 5 marca 2026

#recenzjePi "COŚ ZABIJA DZIECIAKI t.9" James Tynion IV, Werther Dell'Edera, Miquel Muerto

COŚ ZABIJA DZIECIAKI tom 9, to jest prawdziwa jazda bez trzymanki. Wprawdzie czytałam - poza tomem 9 - wyłącznie tom 8, ale zdecydowanie 9 wygrywa. Jest to wysoko angażujące dzieło, w którym akcja pędzi jak szalona... ale potrafi też zwolnić, w ten tajemniczy, duszny sposób, który wywołuje u czytelnika zatrzymanie krążenia.


Zdecydowanie warto zwrócić uwagę na tę serię i ja żałuję, że nie poznałam jej od tomu 1. Główna bohaterka Erica Slaughter, jest osobowością złożoną, skrywającą niejeden sekret. Jest też postacią, z którą łatwo się utożsamić, ma w sobie coś ostrego, a mimo to sympatycznego - to barwna kobieta/dziewczynka.


Dlaczego kobieta/dziewczynka? Ponieważ poznajemy ją niechronologicznie. Czytelnik skacze z teraźniejszości do przeszłości a cały tom 9 jest ukłonem w przeszłość bohaterki. Coś, co może czasem denerwować, tutaj zdaje egzamin na 5. Dzięki tym retrospekcjom Erica Slaughter okazuje się naszą kumpelą, kimś - z kim chciałoby się iść razem w las... na potwory.



Co jeszcze? Miejsce akcji! Rewelacyjny, klimatyczny ośrodek w górach/lesie... a dzieci giną jak muchy. Świetna kreska, rewelacyjne wnętrza, kolory w punkt i fabuła, którą wciąga i nie puszcza. Oczywiście tom 9 kończy się w tak niewygodnym miejscu... ech trzeba czekać na 10. Ja czekam z niecierpliwością!

dzieciaki giną w lesie
tom 9
COŚ ZABIJA DZIECIAKI
nonstopcomics
egzemplarz recenzencki

   π